Czy to były jakieś dziwne zaloty? Jedzenie guzika, łoniaka i te dziwne minki, jakie między sobą ta dwójka wymieniała? Cain może nie uważał się za MĄDREGO, ale wystarczająco mądrego, żeby wiedzieć podstawową zasadę - nie wszystkie pytania powinny mieć odpowiedzi. Prościej mówiąc: nie wszystko powinieneś wiedzieć, bo im mniej wiesz - tym lepiej śpisz. Relacja tej dwójki była dla niego tak samo zagadkowa, jak relacja między nim i Edgem dla Beast. Piękny trójkąt wzajemnych zdziwień, a ich czubkiem był sam Flynn, który jako jedyny rozumiał tu wszystko. W czymś to pomagało? Niekoniecznie. Przynajmniej ze strony Caina i Beast, którzy na razie tak robili trochę pingoponga na Edga, to na siebie wzajem. Zaraz jednak mieli się poznać. Poniekąd - bo bezimiennie - ale tak poznał kolejną siostrę Edga. A tak naprawdę to pierwszą. Zarazem kolejną. Coś mu podpowiadało (chyba pajęczy zmysł), że to mogła nie być ta sama, która zrobiła tamto ciasto. Ale może się mylił. Po ludziach można się spodziewać wielu rzeczy, a na końcu i tak cię zaskoczą.
- Dziękuję za przyznanie się, obiecuję, że zapamiętam panienki zeznanie. - Albo PANI? Wyglądała bardziej na panią. Uśmiechnął się nieco przy tych słowach, bo tamto akurat było żartem z tą "winą". To też było żartem, ale Cain był aż nadto świadom, że miał tendencje do żartów, które niekoniecznie pasowały do sytuacji i które niekoniecznie tworzyły przyjazną atmosferę. I przy tym chciałoby się powiedzieć, że to zawsze było niechcący. Tymczasem Cain nie mógł nawet się bronić świętym "naprawdę próbowałem się powstrzymać". Nie próbował. - Miło mi poznać, Siostro Edga. Jestem dla Edga Nikim. - Jego uśmiech się poszerzył. Darował sobie wyciąganie dłoni w kierunku kobiety. Żarty żartami, ale w zasadzie to trochę go irytował absurd tej sytuacji. I ta irytacja miała całkiem spore spektrum zasięgu. Zaczynając od tego, że zaistniała, przechodząc przez to, że lekkomyślnie się w to wplatał (ale po przemyśleniu wplątałby się i tak, bo przecież FLYNN TU BYŁ), że teraz nie rozchodzili się w swoje strony. Obejrzał się przez ramię na zabawę na krótki moment. Moment, bo zaraz znowu patrzył na dwójkę cyrkowców i prychnął śmiechem na słowa Flynna, który zaczął naśladować Chestera.
- Widzę, że prowokujesz. - Wyciągnął kajdanki zza pasa i zawiesił je na palcu, uśmiechając się bezczelnie. Ale od razu je schował i odetchnął trochę. Ta rozmowa, ta sytuacja, drylowała go z energii. Zupełnie tak, jak Flynna. Chyba Beast cierpiała tylko w jednej ofierze - braku możliwości poddania się potańcówce, za którą się tak oglądała. Już chciał mówić, że potem, że innym razem, że... coś by powiedział. Coś by rzucił, bo przecież nie musieli tu i teraz o tym rozmawiać, prawda? Kurwa, no wszędzie, ale tu? Teraz? Może i nie był perfekcyjnym aurorem, ale nie chciał, żeby potem ktoś go oskarżył o to, że sobie urządza pogaduszki z... tak ubranym mężczyzną i kobietą, co wygląda jak Król Lew. Chociaż chyba jeszcze wtedy tej bajki nie było, ale to nic. Ważne było słowo-klucz "lew", Simbę możemy w tym pominąć. Tak więc - chciał. jak wiele rzeczy się chce. Albo można chcieć. Pojawiła się Szeptucha.
Mózg Caina zrobił sobie przejażdżkę jak kolejką górską - bez trzymanki. Słowa wbiły się w jego czaszkę i zaczęły gnać do przodu. Irlandia. Los. Samochody. Mugolskie samochody. Palce? I przesunął się dalej. Bogaty kochanek. Ała. Ałaa. AŁA. Wziął głęboki wdech i nerwowo zacisnął palce na przedramieniu drugiej ręki. Jego oczy strzeliły w kierunku Beast w poszukiwaniu jej reakcji na to wszystko, kiedy jego twarz znowu stała się kamienną maską.
- Jest upierdliwym starcem z rodu czystej krwi. Nie potrzebuje jego upierdliwości w swoim życiu. A teraz przepraszam państwa, ale pracuję.