Z każdą mijającą minutą czuła jeszcze bardziej, że nie powinno jej tutaj być. Nie wiedziała w co oni grają między sobą, ale zdecydowanie nie chciała być w to mieszana. Czuła się jak ostatnia idiotka, bo nie miała pojęcia, co się dzieje. Nie znosiła takiej bezradności. To nie był jej dzień, tak bardzo, że miała ochotę odwrócić się na pięcie, wyjść stąd i zamknąć w klatce z lwami. Przynajmniej nie musiałaby już z nikim rozmawiać.
Miała wrażenie, że od momentu, w którym sięgnęła po portfel Rookwooda minęły wieki, przynajmniej tak wiele się wydarzyło. Dopiero wspomnienie o tym, że Cain zapamięta jej zeznania przypomniało Fiery od czego się to zaczęło. Kiwnęła jedynie głową, żeby dać znać, że zrozumiała. Nie do końca chyba miała ochotę w tym momencie rozmawiać z kimkolwiek.
Kiedy jednak Cain wspomniał o tym, że jest dla Edga nikim... tego było za wiele. - Weźcie się może między sobą dogadajcie, kto jest kim i tak dalej, mnie to nie obchodzi. - Nie podobało jej się to, że ta rozmowa przebiega w ten sposób, przecież gdyby był nikim, to by o tym nie wspominał? Czyż nie, przynajmniej tak podpowiadał Fiery jej mysi rozumek.
- Jak niby miałam cię złapać, co? - Ton jej głosu wszedł na wyższe rejestry, bo tego było za wiele. Jeszcze Flynn wepchnął jej ten jebany guzik i włosy z klaty do ręki. Miała wrażenie, że zaraz się tutaj pobiją, jak przystało na dwójkę wkurwionego rodzeństwa, tyle, że nie było to odpowiednie miejsce, no i nie miałaby z nim szans. Zgniótłby ją jednym ciosem.
- W nosie mam tego starego dziada. - Zamknęła jednak w dłoni podarki od brata, bo czuła, że ktoś o odpowiednich umiejętnościach może zrobić z tych drobiazgów pożytek. Zamierzała się zemścić na tym dziadzie za popsuty sabat, bo to wszystko to była jego wina.