20.11.2022, 18:01 ✶
Pocałunek, jaki Eunice złożyła na jego policzku, całkowicie wybił Perseusa z rytmu; nie spodziewał się od niej takich aktów czułości, nawet tej pod publikę - nie, gdy to ona przejmowała inicjatywę. Brwi uniosły się w stuporze, lecz na jego wargach prędko zagościł uśmiech, szczery, serdeczny, niczym nie wymuszony. Zapomniał już jakie to uczucie.
Tymczasem licytacja trwała w najlepsze. Black przymierzał się już do przebicia Eden - niewinnie, maksymalnie o jakieś 500 galeonów - kiedy stojący tuż obok niego Elliott postanowił kolejny raz podbić cenę.
Dwadzieścia. Tysięcy. Galeonów.
Wypuścił gwałtownie powietrze z płuc; nie dlatego, że była to dla niego horrendalna kwota, a dlatego, że nie spodziewał się, że nastąpi to aż tak szybko. Liczył, że jeszcze trochę pograją w swą osobliwą i całkowicie spontaniczną grę, lecz Malfoy, jak to Malfoyowie mieli w zwyczaju, nie brał żadnych jeńców.
Jeden z kolejnych powodów, dla których lgnął do tej rodziny niczym ćma do ognia.
— Cóż... będzie bezpieczniej, jak Ministerstwo nie zainteresuje się źródłami naszych przychodów... — odparł rozbawiony, wbijając spojrzenie w Elliotta. Odpuszczał licytację, tak jak zawsze odpuszczał walkę z nim; ulegał mu, pozwalał się prowadzić. Słaby charakter, rzuciłby pogardliwie ojciec. Być może i nie był tak surowy, jak się od niego wymagało, jednakże nigdy nie traktował skłonności do ustępstw jako słabości. To był jego język miłości; braterskiej, przyjacielskiej, tej, której żywił do żony...
Żony.
Przeniósł wzrok na Eunice, która już unosiła dłoń, chcąc przebić brata, ale powtrzymał ją stanowczo, chwytając dyskretnie kobietę za nadgarstek.
— Będzie lepiej, jeśli wygra Elliott — wyszeptał do ucha blondynki, jednak nie zamierzał zdradzać prawdziwego powodu swego osądu. Wymagałoby to od niego nie tylko zbyt wielu tłumaczeń, lecz także i ostrożnego dobierania słów, by przypadkiem nie powiedzieć za dużo. Wolał nie wiedzieć, jakie Eunice ma zdanie na temat takich jak on.
Tymczasem licytacja trwała w najlepsze. Black przymierzał się już do przebicia Eden - niewinnie, maksymalnie o jakieś 500 galeonów - kiedy stojący tuż obok niego Elliott postanowił kolejny raz podbić cenę.
Dwadzieścia. Tysięcy. Galeonów.
Wypuścił gwałtownie powietrze z płuc; nie dlatego, że była to dla niego horrendalna kwota, a dlatego, że nie spodziewał się, że nastąpi to aż tak szybko. Liczył, że jeszcze trochę pograją w swą osobliwą i całkowicie spontaniczną grę, lecz Malfoy, jak to Malfoyowie mieli w zwyczaju, nie brał żadnych jeńców.
Jeden z kolejnych powodów, dla których lgnął do tej rodziny niczym ćma do ognia.
— Cóż... będzie bezpieczniej, jak Ministerstwo nie zainteresuje się źródłami naszych przychodów... — odparł rozbawiony, wbijając spojrzenie w Elliotta. Odpuszczał licytację, tak jak zawsze odpuszczał walkę z nim; ulegał mu, pozwalał się prowadzić. Słaby charakter, rzuciłby pogardliwie ojciec. Być może i nie był tak surowy, jak się od niego wymagało, jednakże nigdy nie traktował skłonności do ustępstw jako słabości. To był jego język miłości; braterskiej, przyjacielskiej, tej, której żywił do żony...
Żony.
Przeniósł wzrok na Eunice, która już unosiła dłoń, chcąc przebić brata, ale powtrzymał ją stanowczo, chwytając dyskretnie kobietę za nadgarstek.
— Będzie lepiej, jeśli wygra Elliott — wyszeptał do ucha blondynki, jednak nie zamierzał zdradzać prawdziwego powodu swego osądu. Wymagałoby to od niego nie tylko zbyt wielu tłumaczeń, lecz także i ostrożnego dobierania słów, by przypadkiem nie powiedzieć za dużo. Wolał nie wiedzieć, jakie Eunice ma zdanie na temat takich jak on.