20.11.2022, 20:44 ✶
Jeden knut stanowił zaledwie rozgrzewkę przed tym, co planowała, a planowała licytować dość długo i zajadle, żeby osiągnąć swój cel. I nawet miała bardzo dobre wytłumaczenie – w końcu kolacja była już ostatnim fantem, więc po prostu podnosiła kwotę darowizny, jaka miała pójść na te wszystkie sierotki.
I psidwaki, zdaje się.
A że należała do Malfoyów, to gdzieś w genach kotłował się pęd do wygranej, który właśnie teraz się odpalił; nawet jeśli obecnie traktowała tę licytację jako swego rodzaju absurd, to odpuszczenie ot tak w tej chwili nie wchodziło w grę. Z zainteresowaniem obserwowała, jak rozwija się sytuacja. Przebitka brata – na pięć tysięcy galeonów. Kolejna przebitka – i już z żalem pożegnała w myślach kwotę, jaką planowała rzucić.
- W istocie, bardzo chlubny. Choć mam wrażenie, że zaraz się okaże, iż nie będą mieli co zrobić z tymi wszystkimi pieniędzmi – stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie, zerkając przelotnie na Elliotta – Chyba prościej będzie wykupić cały Hogwart – zażartowała jeszcze i aż pokręciła głową, gdy padła kolejna kwota.
Dwadzieścia tysięcy.
- Czekaj ty no… zaraz ci pokażę, jakie mam dobre serce – mruknęła pod adresem brata i już-już unosiła rękę, by podbić stawkę gdy poczuła, jak dłoń męża zaciska się wokół jej nadgarstka, powstrzymuje przed wygłoszeniem jeszcze wyższej kwoty. Wyższej niż o 1 knut; celowała bardziej w dość ładnie wyglądającą liczbę.
Przez krótką chwilę w niebieskich oczach pojawiła się złość. Miał czelność przeszkadzać w jej zamiarach? JEJ? Ale te parę słów, jakie szepnął, sprawiły, że się zastanowiła. Odpuściła.
- Podziękuj ładnie Perseusowi, Elly, nie będziesz dzięki niemu musiał głębiej sięgać do kieszeni – rzuciła. Niby dość lekkim tonem, niemniej gdzieś tkwiła ta zadra, że jej przeszkodzono.
I psidwaki, zdaje się.
A że należała do Malfoyów, to gdzieś w genach kotłował się pęd do wygranej, który właśnie teraz się odpalił; nawet jeśli obecnie traktowała tę licytację jako swego rodzaju absurd, to odpuszczenie ot tak w tej chwili nie wchodziło w grę. Z zainteresowaniem obserwowała, jak rozwija się sytuacja. Przebitka brata – na pięć tysięcy galeonów. Kolejna przebitka – i już z żalem pożegnała w myślach kwotę, jaką planowała rzucić.
- W istocie, bardzo chlubny. Choć mam wrażenie, że zaraz się okaże, iż nie będą mieli co zrobić z tymi wszystkimi pieniędzmi – stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie, zerkając przelotnie na Elliotta – Chyba prościej będzie wykupić cały Hogwart – zażartowała jeszcze i aż pokręciła głową, gdy padła kolejna kwota.
Dwadzieścia tysięcy.
- Czekaj ty no… zaraz ci pokażę, jakie mam dobre serce – mruknęła pod adresem brata i już-już unosiła rękę, by podbić stawkę gdy poczuła, jak dłoń męża zaciska się wokół jej nadgarstka, powstrzymuje przed wygłoszeniem jeszcze wyższej kwoty. Wyższej niż o 1 knut; celowała bardziej w dość ładnie wyglądającą liczbę.
Przez krótką chwilę w niebieskich oczach pojawiła się złość. Miał czelność przeszkadzać w jej zamiarach? JEJ? Ale te parę słów, jakie szepnął, sprawiły, że się zastanowiła. Odpuściła.
- Podziękuj ładnie Perseusowi, Elly, nie będziesz dzięki niemu musiał głębiej sięgać do kieszeni – rzuciła. Niby dość lekkim tonem, niemniej gdzieś tkwiła ta zadra, że jej przeszkodzono.
271/1810