Koty, gdy wstają, ziewają, przeciągają się i przez chwilę wyglądają jakby nadal spały. Trochę tak wyglądał Morpheus, gdy jego spojrzenie stało się bardziej trzeźwe, a wahadło czujności przechyliło się w drugą stronę, zupełnie jakby nadrabiał nieobecność, która ujawniała się podczas wieszczenia, rozkładania kart. Jak wcześniej niemal stawał się przejrzysty we wrażeniu, teraz wszystkie cienie wycinały ostro jego duży nos, nieco zapadnięte oczy i szczękę. Starannie spiłowane po męsku paznokcie zdawały się ostrzejsze, a ciężar osoby w przestrzeni większy, był po prostu bardziej.
— Nie zawsze musi chodzić o bliskich, czasami może chodzić o tych, którzy nie życzą ci dobrze i są bardziej skryci w swoich planach, wykorzystując twoje dobre serce, pani Noro. Nie ma też sensu, aby zmieniać całe swoje życie tylko dlatego, że ktoś tak powiedział. Albo coś. Drobne kroki, ostrożność. Zapiszę pani ten rozkład z krótkim opisem kart, żeby mogła go pani przeanalizować po czasie. Więcej logiki, mniej emocji. Nawet jeśli z kart to nie wynika, zwykle to sugeruję po wróżbach, o ile te nie nakazują się spieszyć. — Na końcu zdania jego głos trochę się załamał chrypą od ilości słów, które wyciągnęły z niego karty. Wziął filiżankę i otulił ją swoimi dłońmi, jakby sam potrzebował ogrzania, po czym napił się w taki sposób, nieco zmęczony. Nie samą rozmową, ale energetycznym wydatkiem, jakiego wymagało od niego wróżenie samo w sobie. Gdy karty przemawiały, cały świat musiał zamilknąć, aby ich szept dotarł do wnętrza, pociągnął odpowiednie struny jego krwi.
— Czy masz jeszcze jakieś pytania?— zapytał, znów wlepiając niemrugające oczy w kobietę, tym razem nieruchome, jak dwa nagrobki, mrugnął raz, bardzo powoli i znów kontynuował wpatrywanie, pijąc elegancko (bez odchylonego małego palca) kawę, delektując się warstwami goryczki i smaku oraz słodkością laktozy. Sięgnął do przyszłości jeszcze bardziej, tym razem już nie korzystając z medium kart, ale bezpośrednio. Poczuł krew w ustach i zastanawiał się, jak bardzo nadwyręża swój dar.
Sukces!