Prychnął pod nosem. On i porządek. Prawdopodobnie spróbowałby sam sobie zrobić Avadę Kedavrę, gdyby znów miał pracować w najbliższym otoczeniu Wizengamotu i jeszcze widzieć przyszłość. Jednym z powodów, dla których unikał większych bankietów, było to, że widział bardzo często rozmowy do przodu, słyszał zdania zanim padły z ust, doprowadzając jego umysł do przegrzania. Coś takiego, tylko na poziomie odpowiedzialności za całe magiczne społeczeństwo? Nie wchodziło w grę.
Zanurkował w melodię przemyśleń na chwilę, postukał czubkiem pióra, rozlewając kleksy na nowej karcie pergaminu, jak czarne plamy na sumieniu, połyskujące w świetle magicznych świateł. Wstał ze swojego miejsca, magiczne szaty zaszeleściły cicho, jak suche jesienne liście. Morpheus zawsze był jakieś trzy-cztery lata do tyłu z mugolską modą, ale czarodziejską śledził bardzo skrupulatnie, nawet w domu trzymając fason.
Przeszedł do półki z książkami i wybrał najgrubszy tom, nawet nie patrząc na tytuł. Wrócił do biurka, aby położyć książkę na zapisanych kartkach. Gdy to zrobił, uznał, że przydadzą się jeszcze ze dwie i powtórzył swoją wędrówkę. Jego ciało musiało być bardzo zdrętwiałe, bo zwykle machnąłby różdżką, teraz zaś roznosił zapach swojej kadzielnej wody po goleniu po całym pomieszczeniu.
— W obecnej sytuacji to gdybym był nim, udawałbym, że już się wybrałem na drugą stronę i spędzał resztę czasu na jakiejś plaży na Hawajach. — Na szczęście Morpheus nie był nim i nie musiał podejmować tak ciężkich wyborów, na dodatek wszyscy wiedzieli, że w żyłach Morpheusa, tak samo jak u całej reszty spokrewnionych z Longbottomami, płynie oprócz krwi czysty pracoholizm, więc w życiu nie poszedłby samoistnie na emeryturę, zwłaszcza przedwczesną.
— Prawdę mówiąc wątpię, aby maczał palce w mugolskim sporcie, wiesz dlaczego? Jestem pewien, że zdawał sobie sprawy z gilotyny, jaką zawieszono nad nim, prawie jak Miecz Damoklesa. Co oznacza jego nowa pozycja i jakie plotki będą się tworzyć bez jego pomocy. Gdybym nadal pracował w administracji, cóż, pewnie bym poszukał źródeł tych plotek pośród reszty kandydatów, zwłaszcza tych z poparciem czystokrwistych rodzin. Zresztą sam wybór Norberta... Dla mnie całość była ukartowana, widzisz... Nobby Leach? Nie było nikogo z bardziej odpychającym nazwiskiem i bez przyjemnej aparycji? Dlaczego wszyscy mówią o nim Nobby a nie... Robert? Nie, Norbert.
Zrobił minę, która mówiła wszystko. Jak można szanować osobę, do której wszyscy mówili zdrobniale i której nazwisko kojarzyło się z pijawką.