19.12.2023, 21:28 ✶
W opozycji do mężczyzny — której to potrzebę wyrażenia odczuwał bardziej inercyjnie, niż świadomie — założył nogę na nogę i siedział tak wyprostowany jak struna, zaś wina w jego kieliszku ubywało w zatrważającym tempie. Rumienił się (co w przypadku Perseusa oznaczało właściwie tyle, że jego spąsowiałe policzki wyglądały jak cera normalnego człowieka) i bladł naprzemiennie, podobnie jak jego oddech stawał się płytki i nagle zamierał, a bezwstrydnie zaciekawione spojrzenie wędrowało po ciele Crowa, tylko po to, by za chwilę uciec gdzieś w bok. Aż do dziś nie wiedział, że można mieć kolczyk w pępku. Osadzonym na całkiem ładnym brzuchu, przypominającym rzeźbę z marmuru. Mimowolnie podążył ścieżką od pępka w dół, na wypuklenie rysujące się pod materiałem jego spodni, a potem jakby oparzony swoimi myślami, wrócił do badania jego twarzy, co wcale nie sprawiło, że wyobraźnia zaczęła podsuwać mu mniej bezwstydne obrazy. To brudna krew, warczał głos w jego głowie, a Perseus czuł, że robi mu się coraz bardziej gorąco. Tak, to brudna krew, bezwzględny w swej brutalności przestępca, który wypełzł z najpodlejszych zaułków Nokturnu; skaza na magicznym społeczeństwie, której ktoś nazwiskiem Black powinien unikać. A im bardziej uświadamiał sobie, jakim zakazanym owocem jest Crow, tym bardziej pragnął go posmakować.
Ale czy on również chciałby jego?
Na początku chciał wyjść, ale jego nogi były jak z waty. W jego głowie szumiało już wino; to ono nakazywało mu przerwać milczenie. Co właściwie się stanie? Straci godność? Musiałby ją najpierw mieć. Portfel? Nauczony poprzednimi doświadczeniami nie wypychał go po brzegi oszczędnościami życia, a dokumenty zostawił w domu. Życie? Obaj wiedzieli, że dla Blacka nie miało szczególnej wartości. W najgorszym wypadku zostanie więc wyśmiany przed Crowa...
...lecz on tego nie zrobił. Perseus pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie pytał o nic więcej; wątpił, że otrzyma odpowiedź.
— Pomyślałem sobie, że jednak wolę umilać czas tym, którzy tylko na to czekają — kąciki ust drgnęły w krótkim, osjanicznym uśmiechu, lecz nie mógł długo wytrzymać spojrzenia Crowa, więc pochylił się bardziej nad tym nieszczęsnym stolikiem, by przez moment nie musieć na niego patrzeć i nalał mu pełen kieliszek wina. Te kilka sekund wystarczyło, by odrzucił od siebie piekący wstyd tamtego napadu histerii i włożył odpowiednią maskę. Kiedy wreszcie podniósł wzrok, znów się uśmiechnął, tym razem w bardziej filuterny sposób. — Ładni chłopcy? — rozejrzał się po pomieszczeniu, by na koniec zawiesić spojrzenie na sylwetce Flynna — Nie widzę tu żadnego. Mam za to przed sobą niebezpiecznego kryminalistę — wrócił na swoje miejsce, chwycił swój kieliszek wina i ostrożnie upił jeden łyk — Chociaż też całkiem ładnego... — dodał już cicho, bardziej nieśmiało, a falująca przy szklanych ściankach szkarłatna ciecz, świadczyła o tym jak bardzo drżą mu przy tym dłonie.
Ale czy on również chciałby jego?
Na początku chciał wyjść, ale jego nogi były jak z waty. W jego głowie szumiało już wino; to ono nakazywało mu przerwać milczenie. Co właściwie się stanie? Straci godność? Musiałby ją najpierw mieć. Portfel? Nauczony poprzednimi doświadczeniami nie wypychał go po brzegi oszczędnościami życia, a dokumenty zostawił w domu. Życie? Obaj wiedzieli, że dla Blacka nie miało szczególnej wartości. W najgorszym wypadku zostanie więc wyśmiany przed Crowa...
...lecz on tego nie zrobił. Perseus pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie pytał o nic więcej; wątpił, że otrzyma odpowiedź.
— Pomyślałem sobie, że jednak wolę umilać czas tym, którzy tylko na to czekają — kąciki ust drgnęły w krótkim, osjanicznym uśmiechu, lecz nie mógł długo wytrzymać spojrzenia Crowa, więc pochylił się bardziej nad tym nieszczęsnym stolikiem, by przez moment nie musieć na niego patrzeć i nalał mu pełen kieliszek wina. Te kilka sekund wystarczyło, by odrzucił od siebie piekący wstyd tamtego napadu histerii i włożył odpowiednią maskę. Kiedy wreszcie podniósł wzrok, znów się uśmiechnął, tym razem w bardziej filuterny sposób. — Ładni chłopcy? — rozejrzał się po pomieszczeniu, by na koniec zawiesić spojrzenie na sylwetce Flynna — Nie widzę tu żadnego. Mam za to przed sobą niebezpiecznego kryminalistę — wrócił na swoje miejsce, chwycił swój kieliszek wina i ostrożnie upił jeden łyk — Chociaż też całkiem ładnego... — dodał już cicho, bardziej nieśmiało, a falująca przy szklanych ściankach szkarłatna ciecz, świadczyła o tym jak bardzo drżą mu przy tym dłonie.