19.12.2023, 23:57 ✶
- Owen, dajże żyć, zamilknij najlepiej. Gdybyś nie jeździł jak szaleniec, to wszystko byłoby w jak najlepszym porządku - warknąłem do niego, bo się rzucał niepotrzebnie, bo w tym winy Jima ani Milo nie było, choć nie widziałem, bo przysypiałem, ale mogłem dać sobie za chłopaków ręce uciąć. To on zawsze musiał jak ten diablęci pomiot jeździć, się rozbijać po Londynie, myśląc, że te wszystkie drogi należały tylko i wyłącznie do niego.
Na dodatek poczułem niemoc, kiedy autobus tylko drgnął, ale się nie podniósł. Moje umiejętności były niedostatecznie dobre aby działać na taką skalę, więc po prostu plułem sobie w brodę, że nie poćwiczyłem bardziej translokacji przedmiotów. Może wtedy...? Może wtedy, bez niczyjej pomocy, mógłbym naprawiać swój świat?
Zamiast tego opuściłem dłonie, zwisały bezradnie wzdłuż mojego ciała. I niestety nie to było najgorsze, bo pojawił się wraz z Milo i Ancią - Flynn, o którego sam poprosiłem. Chciałem bardzo go zobaczyć, sprawdzić jak się miewa, jak trzyma, mieć też w nim oparcie i... był tu, ale nawet na mnie nie spojrzał, a ja z kolei zapatrzyłem się na niego trochę za długo. O sekundę, może dwie. Więcej? Cóż...
- Dzięki, Milo. Chłopaki, trzeba postawić autobus - rzuciłem, w tym też skinąłem głową Milo, który się prowizorycznie tamował, a potem kiwnąłem głową na leżącą wielką bestię. Huh. Może trzeba było zgarnąć więcej osób...? To jednak był kolos z tego autobusu, ale... Damy radę! Jak nie my, to kto?
Posłuchałem rady Flynna, a właściwie zamierzałem posłuchać jego wskazówek. Zrobiłem też miejsce obok siebie dla Titiana, naszego Anci, żeby lepiej widział obiekt naszych starań, chociaż w sumie to jemu nikt nie był w stanie zasłonić obrazu. Czy autobus stanie na nasze wysiłki, to się okaże... Po ponownym użyciu przez nas translokacji.
Niezależnie od wyniku, pojawiła się brygadzistka, więc trzeba było się do niej uśmiechnąć i opisać zdarzenie. Lepiej było być w tym pierwszym, aniżeli tuż za Owenem, więc...
- Alexander Bell, zarządca cyrku. Przenosimy cyrk i, cóż, mieliśmy nieprzyjemność trafić na naszego dawnego druha... kierowcę tego, o!, autobusu - przedstawiłem się, po czym nadałem ogólnego obrazu dla sytuacji, co właściwie było już widoczne na załączonym obrazku. Chwała, że nasz pojazd w miarę stał bez uszczerbku. - Milo, opiszesz pani szczegóły zdarzenia? Obawiam się, że nasz kierowca aktualnie nie jest w najlepszym stanie. Zajmują się nim inni - odparłem, chcąc wskazać, że również mieliśmy poszkodowanych po naszej stronie. Same krwawiące czoło Milo było tego dowodem.
Nie wiem, czy powinnam, czy nie, ale rzucam raz jeszcze...
Na dodatek poczułem niemoc, kiedy autobus tylko drgnął, ale się nie podniósł. Moje umiejętności były niedostatecznie dobre aby działać na taką skalę, więc po prostu plułem sobie w brodę, że nie poćwiczyłem bardziej translokacji przedmiotów. Może wtedy...? Może wtedy, bez niczyjej pomocy, mógłbym naprawiać swój świat?
Zamiast tego opuściłem dłonie, zwisały bezradnie wzdłuż mojego ciała. I niestety nie to było najgorsze, bo pojawił się wraz z Milo i Ancią - Flynn, o którego sam poprosiłem. Chciałem bardzo go zobaczyć, sprawdzić jak się miewa, jak trzyma, mieć też w nim oparcie i... był tu, ale nawet na mnie nie spojrzał, a ja z kolei zapatrzyłem się na niego trochę za długo. O sekundę, może dwie. Więcej? Cóż...
- Dzięki, Milo. Chłopaki, trzeba postawić autobus - rzuciłem, w tym też skinąłem głową Milo, który się prowizorycznie tamował, a potem kiwnąłem głową na leżącą wielką bestię. Huh. Może trzeba było zgarnąć więcej osób...? To jednak był kolos z tego autobusu, ale... Damy radę! Jak nie my, to kto?
Posłuchałem rady Flynna, a właściwie zamierzałem posłuchać jego wskazówek. Zrobiłem też miejsce obok siebie dla Titiana, naszego Anci, żeby lepiej widział obiekt naszych starań, chociaż w sumie to jemu nikt nie był w stanie zasłonić obrazu. Czy autobus stanie na nasze wysiłki, to się okaże... Po ponownym użyciu przez nas translokacji.
Niezależnie od wyniku, pojawiła się brygadzistka, więc trzeba było się do niej uśmiechnąć i opisać zdarzenie. Lepiej było być w tym pierwszym, aniżeli tuż za Owenem, więc...
- Alexander Bell, zarządca cyrku. Przenosimy cyrk i, cóż, mieliśmy nieprzyjemność trafić na naszego dawnego druha... kierowcę tego, o!, autobusu - przedstawiłem się, po czym nadałem ogólnego obrazu dla sytuacji, co właściwie było już widoczne na załączonym obrazku. Chwała, że nasz pojazd w miarę stał bez uszczerbku. - Milo, opiszesz pani szczegóły zdarzenia? Obawiam się, że nasz kierowca aktualnie nie jest w najlepszym stanie. Zajmują się nim inni - odparłem, chcąc wskazać, że również mieliśmy poszkodowanych po naszej stronie. Same krwawiące czoło Milo było tego dowodem.
Nie wiem, czy powinnam, czy nie, ale rzucam raz jeszcze...
Rzut O 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!