20.12.2023, 09:58 ✶
Dom Bulstrodów nie świecił pustkami - mieszkała tu Florence, dwoje jej braci, rodzice i wuj - ale i ze względu na rozmiary i spokojny charakter przynajmniej trójki z lokatorów, zwykle był raczej spokojnym, uporządkowanym miejscem. Nie wspominając już o tym, że Enida Prewett - Bulstrode kochała podróże, jej córka i najstarszy syn swoją pracę, a ten młodszy różne włóczęgi, bywało więc często tak, jak teraz. Że panowała tutaj cisza, że po kamienicy kręciła się jedna osoba. Głośne rozmowy, śmiechy, rozbrzmiewały tutaj głównie, gdy matka lub Atreus sprowadzali gości, a i wtedy najczęściej miały miejsce w piwnicy, zwanej przez Florence "jaskinią rozpusty", a w istocie będącej po prostu kącikiem hazardu.
Kiwnęła głową i wezwała skrzata, nie chcąc zostawiać gościa w opustoszałym salonie. Kiedy poprosił, aby przygłosiła, machnęła różdżką - Florence lubiła ułatwiać sobie życie - i głos spikera stał się głośniejszy.
- Przede wszystkim, nie powinni wpadać w panikę. Ministerstwo jest już na tropie tego, który sam siebie nazywa Voldemortem albo Czarnym Panem i jego zwolenników...
Kąciki ust Florence drgnęły, w niewesołym uśmiechu: czy można było udzielić komuś bardziej bezużytecznej rady? Nie potrzebowała umiejętności jasnowidza, by wiedzieć, że Ministerstwo nie jest ani trochę blisko schwytania Voldemorta czy jego "śmierciożerców".
- W Tomie? - spytała, zajmując miejsce na fotelu, dłonie splatając na kolanach. Siedziała, jak zwykle, bardzo prosto, może mając wdrukowane, jak powinna siadać dama, a może po prostu - jak powinien siadać ktoś, kto nie życzy sobie mieć krzywego kręgosłupa.
Była za młoda, aby pamiętać Toma Riddle'a ze szkoły, a jej rodzice z kolei - parę lat za starzy. Dla niej Voldemort był tylko sylwetką ze zdjęcia w prasie, złowrogim cieniem, kimś niemal nierealnym, czyje słowa i wizje stały za jak najbardziej realnymi nieszczęściami. Gdyby się zastanowić, istnieli pewnie tacy, którzy znali go jako chłopca i rozpoznali w Czarnym Panie, a jednak…
Większość z nich milczała.
- Jeżeli był prefektem i ulubieńcem, maskował się wtedy znacznie lepiej niż teraz. Zdaje się mniej sprytny niż Grindewald: od razu ogłosił, że będzie zabijał, mordował, palił. Można powiedzieć, że wyświadczył nam wszystkim przysługę, bo inaczej kto wie, czy nie zdołałby przejąć władzy w majestacie prawa?
Postulaty dotyczące czystej krwi były przecież wciąż w społeczeństwie czarodziejów popularne, przynajmniej dopóki działałeś w sposób umiarkowany. Teraz, być może, ci, którzy woleliby nie przyjmować mugolaków do Hogwartu, zawahają się chwilę, jeżeli zobaczą proponowaną alternatywę: mordowanie małych dzieci.
Gdyby Hitler w swojej kampanii wyborczej od razu pokazał prezentację na temat kremowania niemowląt, być może cieszyłby się mniejszym poparciem. A na pewno dałby swoim przeciwnikom więcej czasu na przygotowanie się.
- Nie dużo gorzej niż zwykle. Trafiło do nas kilka ofiar ataków, ale takie przypadki zdarzały się i wcześniej.
– Wydaje się, Norbercie, że jednak nie wszyscy czarodzieje wierzą w Ministerstwo. W ostatnim czasie wielu z nich wyprowadza się z kraju, a ceny lokali na Pokątnej rosną. Najwyraźniej ulica uznawana jest za bezpieczniejszą – popłynął z radia głos spikera. Skrzat tymczasem pojawił się, z tacą z dwiema filiżankami gorzkiej herbaty, i niewielkim dzbanuszkiem mleka.
Kiwnęła głową i wezwała skrzata, nie chcąc zostawiać gościa w opustoszałym salonie. Kiedy poprosił, aby przygłosiła, machnęła różdżką - Florence lubiła ułatwiać sobie życie - i głos spikera stał się głośniejszy.
- Przede wszystkim, nie powinni wpadać w panikę. Ministerstwo jest już na tropie tego, który sam siebie nazywa Voldemortem albo Czarnym Panem i jego zwolenników...
Kąciki ust Florence drgnęły, w niewesołym uśmiechu: czy można było udzielić komuś bardziej bezużytecznej rady? Nie potrzebowała umiejętności jasnowidza, by wiedzieć, że Ministerstwo nie jest ani trochę blisko schwytania Voldemorta czy jego "śmierciożerców".
- W Tomie? - spytała, zajmując miejsce na fotelu, dłonie splatając na kolanach. Siedziała, jak zwykle, bardzo prosto, może mając wdrukowane, jak powinna siadać dama, a może po prostu - jak powinien siadać ktoś, kto nie życzy sobie mieć krzywego kręgosłupa.
Była za młoda, aby pamiętać Toma Riddle'a ze szkoły, a jej rodzice z kolei - parę lat za starzy. Dla niej Voldemort był tylko sylwetką ze zdjęcia w prasie, złowrogim cieniem, kimś niemal nierealnym, czyje słowa i wizje stały za jak najbardziej realnymi nieszczęściami. Gdyby się zastanowić, istnieli pewnie tacy, którzy znali go jako chłopca i rozpoznali w Czarnym Panie, a jednak…
Większość z nich milczała.
- Jeżeli był prefektem i ulubieńcem, maskował się wtedy znacznie lepiej niż teraz. Zdaje się mniej sprytny niż Grindewald: od razu ogłosił, że będzie zabijał, mordował, palił. Można powiedzieć, że wyświadczył nam wszystkim przysługę, bo inaczej kto wie, czy nie zdołałby przejąć władzy w majestacie prawa?
Postulaty dotyczące czystej krwi były przecież wciąż w społeczeństwie czarodziejów popularne, przynajmniej dopóki działałeś w sposób umiarkowany. Teraz, być może, ci, którzy woleliby nie przyjmować mugolaków do Hogwartu, zawahają się chwilę, jeżeli zobaczą proponowaną alternatywę: mordowanie małych dzieci.
Gdyby Hitler w swojej kampanii wyborczej od razu pokazał prezentację na temat kremowania niemowląt, być może cieszyłby się mniejszym poparciem. A na pewno dałby swoim przeciwnikom więcej czasu na przygotowanie się.
- Nie dużo gorzej niż zwykle. Trafiło do nas kilka ofiar ataków, ale takie przypadki zdarzały się i wcześniej.
– Wydaje się, Norbercie, że jednak nie wszyscy czarodzieje wierzą w Ministerstwo. W ostatnim czasie wielu z nich wyprowadza się z kraju, a ceny lokali na Pokątnej rosną. Najwyraźniej ulica uznawana jest za bezpieczniejszą – popłynął z radia głos spikera. Skrzat tymczasem pojawił się, z tacą z dwiema filiżankami gorzkiej herbaty, i niewielkim dzbanuszkiem mleka.