Zaśmiała się kiedy usłyszała opinię Florence. Jak widać, każdy patrzył na to inaczej. Dla jednych temat był interesujący przez to, że łączył się z ogromnym niebezpieczeństwem, które mogło zabić, a dla Ger i sporej części jej znajomych było raczej przeciwnie, oni chcieli odkryć nowy gatunek stworzeń, bo dotąd nie był znany. Widać podejścia mogą się bardzo różnić. - Wiesz jak jest, zależy kto patrzy. Wiadomo, że są mordercze, to nie wróży nic nowego, ale złapać takie i zbadać, to może zagwarantować ci miejsce w talii czekoladowych żab, a to już marzenie. - Kto nie chciałby się znaleźć wśród najbardziej znanych czarodziejów, zdaniem Ger ryzyko było warte świeczki. Nigdy nie podzieliła się tym z nikim jeszcze, że ma takie marzenie.
- Ludzie mówią, że można tam spotkać dużo anomalii, gdy byliśmy na małej ekspedycji z twoim bratem, spotkaliśmy ścianę, od której się odbijaliśmy, ale była niewidzialna. Voldemort mocno namieszał. - Dodała jeszcze. Sama zastanawiała się, czy te efekty kiedyś znikną, czy będą się mierzyć z konsekwencjami tych wydarzeń jeszcze długo.
- Wiesz co, myślę, że na pewno. Został przekazany funkcjonariuszom, ja zrobiłam swoje, więc nie do końca dalej interesowałam się tematem. - Miała tylko pomóc znaleźć chłopca, nic więcej. Zresztą był z nią Stanley, jej kuzyn z BUM, to on miał przekazać dalej wszystkie informacje. Wierzyła, że to zrobi, znał procedury w przeciwieństwie do niej. Ona potrafiła jedynie chodzić po lesie i szukać to, czego inni nie mogli znaleźć. Zastanawiała się, czy udało się jakoś pomóc chłopcu, chociaż w to nie wierzyła. Nie sądziła, żeby istaniały metody, które mogłyby przywrócić młodość, która została mu odebrana przez te okrutne stworzenia.
Uśmiechnęła się, kiedy Flo opowiadała o swoich braciach. Chłopców. Całkiem uroczo to zabrzmiało z jej ust. - Tak, tłok nie sprzyja, też dlatego uciekłam z rodzinnej posiadłości. Mogę ci polecić mieszkanie samotnie, czasem trochę brakuje towarzystwa, przychodzą momenty, w których zastanawiasz się, czy faktycznie to ma sens, ale ogólnie nie jest najgorzej. - Bywały dni, kiedy nie do końca radziła sobie z samotnością, szczególnie, że ostatnio przywykła do tego, że ktoś zawsze był w jej mieszkaniu, musiała jednak na nowo się w tym odnaleźć. Wbrew pozorom Geraldine była człowiekiem bardzo stadnym i męczyło ją to na dłuższa metę.
- To idziemy, nie widzę przeciwwskazań. - Później będą mogły pójść na zimne piwo, żeby trochę się zregenerować, czy coś, ale jeszcze nie zamierzała zdradzać swojego cudownego pomysłu.