20.12.2023, 22:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2023, 17:14 przez Erik Longbottom.)
Z jego nie było zbyt wielu korzyści tego, że kraj był na skraju wojny domowej. Erik był jednak tylko Brygadzistą. Do jego zmartwień należało to, że nie wiedział, czy w przypadku faktycznego wybuchu konfliktu sąsiad, czy współpracownik okaże się największym sojusznikiem, czy też najgorszym wrogiem. Erik miał jednak jako-takie pojęcie o tym, jak funkcjonował rynek w Anglii. To było trochę jak z szampanami, które Longbottomowie sprowadzali na letnie bankiety. Jeśli sezon miał obfitować w liczne przyjęcia, ceny trunków szły w górę. Podobnie też ich dostępność.
Kto wie, może usługi łowców potworów cieszyły się podobnymi zależnościami? Bądź co bądź, wysoki popyt pozwalał na wywindowanie cen określonych produktów i materiałów. A jak udowodniło Beltane, zapotrzebowanie mogło gwałtownie wzrosnąć w ciągu zaledwie kilku godzin. Apteki w Dolinie Godryka i innych pobliskich wioskach musiały wręcz świecić pustkami, w końcu transport leków z Londynu nie odbywał się za pstryknięciem palcami. Właściciele takich przybytków mogli chcieć się przygotować na powtórkę z rozrywki... Podobnie jak ludzie zaangażowani w bezpośrednią wymianę ognia.
— Serio? — spytał, nagle bardziej zainteresowany wypadami Geraldine poza granice kraju. — Chyba nie byli aż tak przystojni, skoro żadnego nie przywiozłaś z powrotem ze sobą. Mantykora to ten lew z ludzką twarzą i ogonem skorpiona? — Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć stare rysunki ze szkolnych podręczników. — A ty upolowałaś w ogóle któreś z nich?
Pokręcił powoli głową. Może nie powinien rozpowiadać o tym wszystkim dookoła, ale w gruncie rzeczy, większość informacji już i tak przedostała się do prasy lub podróżowała z ust do ust, począwszy od mieszkańców Doliny Godryka, a na ich krewnych w Londynie kończąc. Ludzie gadali i to dużo. Każde miał opinię, chociaż niekoniecznie był skory do tego, aby dzielić się nią wszem wobec w towarzystwie reporterów i fotografów. Nie to co taki Longbottom, co parę godzin po walce ze Śmierciożercami nazwał ich w wywiadzie terrorystami. To ten legendarny instynkt samozachowawczy odziedziczony po ojcu i dziadku.
— Po Beltane zamknięto Knieję włącznie z okolicą samej Polany Ognisk. Ministerstwo wysłało parę oddziałów, żeby pilnowali okolicy i uważali na te całe Widma. Ostrzeżono też mieszkańców, aby nie zapuszczali się zbyt głęboko w las. — Wzruszył ramionami. Też chciałby wiedzieć więcej. — Jakiś czas później w mieście zaczęły się pojawiać grupy turystów. Mugoli. Widzieli jakieś dziwne rzeczy na niebie. Niektórzy czarodzieje próbowali się z nimi integrować, a potem pod koniec maja wszystko przycichło, bo usunięto im pamięć. — Westchnął cicho, przypominając sobie tę przedziwną noc. — Byłaś na tym festynie? — Zmrużył lekko oczy. — Słońce i Księżyc pojawiły się na niebie jednocześnie. To był pierwszy raz od lat, kiedy widział go w całości bez... No wiesz. Futra.
Geraldine była jedną z nielicznych osób, z którymi mógł tak swobodnie rozmawiać o swoim wilkołactwie. Zwłaszcza teraz, gdy jego kontakt z Castielem Flintem właściwie się urwał. Chłopak miał wielkie plany, wielkie marzenia, jednak co się teraz z nim działo...? Nie miał bladego pojęcia. Żałował jednak, że nie byli w stanie popchnąć swojej współpracy co do leku na lykantropii dalej. Erik pokręcił powoli głową na samo wspomnienie ich pierwszego oficjalnego spotkania w tej sprawie. A tak dobrze się to zapowiadało.
— Od razu „miałabym kłamać”! — Wyrzucił ręce w powietrze, wywracając teatralnie oczami. — Wystarczy użyć delikatniejszego języka i mieć trochę empatii. Tak jak wtedy, gdy ja gratuluję ci dobrej formy, nawet jeśli wygrywam z tobą w sparingu. — Już miał kontynuować, ale Ger znowu się odezwała. Zaczerwienił się, kiedy zarzucono mu tchórzostwo. — To niezbadane terytorium. Wilkołaki nie kopią sobie nor pośrodku pola. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Ostatnio w Londynie rozgościli się Bellowie, może powinnaś wziąć udział w przesłuchaniu?
Po tych słowach pozwolił jej rozejrzeć się po terenie. Wysłuchał w skupieniu podsumowania kobiety, przyglądając się wskazanym przez nią znakom na ziemi. Faktycznie, gdy wskazała mu palcem, co dokładnie udało jej się znaleźć i dodała do tego swoją argumentację, to... Wszystko nabierało sensu. Nie licząc tego, skąd taki stwór się wziął, nie alarmując przy tym okolicznych mieszkańców.
— To nie są nowe pola — zauważył, raczej prowadząc swobodny monolog, niż próbując zwrócić uwagę Geraldine na coś konkretnego. — Te ziemie są użytkowane od kilku pokoleń. Stwór był wielki, spasiony... Głodny? — Uniósł pytająco brwi, stając na krawędzi szczeliny. — Może posiali w tym roku jakąś nową odmianę roślin. Albo użyli dużych ilości eliksirów, które coś przywiodło w te okolice?
Erik sarknął, odsuwając się od dziury na dobre półtora metra. Pokręcił stanowczo głową, machając dłonią to w lewą to w prawą stronę. Och, nie nie nie nie nie. Nie da się wpakować w coś takiego.
— Wybacz, ale... Za żadne skarby. — Mimowolnie wrócił myślami do jednego z ich poprzednich treningów, kiedy to wylądował w wielkiej dziurze wyczarowanej przez pannę Yaxley. To była jednak inna sytuacja. Przestrzeń, owszem, była ograniczona, jednak dalej widział niebo. W podziemnych tunelach ciężko było o światło słoneczne, nie mówiąc o widoku bezchmurnego nieboskłonu. — Nie lubię ciasnych miejsc. Tak samo, jak nie lubię, gdy na głowę może mi spaść kilka metrów ziemi.
Kto wie, może usługi łowców potworów cieszyły się podobnymi zależnościami? Bądź co bądź, wysoki popyt pozwalał na wywindowanie cen określonych produktów i materiałów. A jak udowodniło Beltane, zapotrzebowanie mogło gwałtownie wzrosnąć w ciągu zaledwie kilku godzin. Apteki w Dolinie Godryka i innych pobliskich wioskach musiały wręcz świecić pustkami, w końcu transport leków z Londynu nie odbywał się za pstryknięciem palcami. Właściciele takich przybytków mogli chcieć się przygotować na powtórkę z rozrywki... Podobnie jak ludzie zaangażowani w bezpośrednią wymianę ognia.
— Serio? — spytał, nagle bardziej zainteresowany wypadami Geraldine poza granice kraju. — Chyba nie byli aż tak przystojni, skoro żadnego nie przywiozłaś z powrotem ze sobą. Mantykora to ten lew z ludzką twarzą i ogonem skorpiona? — Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć stare rysunki ze szkolnych podręczników. — A ty upolowałaś w ogóle któreś z nich?
Pokręcił powoli głową. Może nie powinien rozpowiadać o tym wszystkim dookoła, ale w gruncie rzeczy, większość informacji już i tak przedostała się do prasy lub podróżowała z ust do ust, począwszy od mieszkańców Doliny Godryka, a na ich krewnych w Londynie kończąc. Ludzie gadali i to dużo. Każde miał opinię, chociaż niekoniecznie był skory do tego, aby dzielić się nią wszem wobec w towarzystwie reporterów i fotografów. Nie to co taki Longbottom, co parę godzin po walce ze Śmierciożercami nazwał ich w wywiadzie terrorystami. To ten legendarny instynkt samozachowawczy odziedziczony po ojcu i dziadku.
— Po Beltane zamknięto Knieję włącznie z okolicą samej Polany Ognisk. Ministerstwo wysłało parę oddziałów, żeby pilnowali okolicy i uważali na te całe Widma. Ostrzeżono też mieszkańców, aby nie zapuszczali się zbyt głęboko w las. — Wzruszył ramionami. Też chciałby wiedzieć więcej. — Jakiś czas później w mieście zaczęły się pojawiać grupy turystów. Mugoli. Widzieli jakieś dziwne rzeczy na niebie. Niektórzy czarodzieje próbowali się z nimi integrować, a potem pod koniec maja wszystko przycichło, bo usunięto im pamięć. — Westchnął cicho, przypominając sobie tę przedziwną noc. — Byłaś na tym festynie? — Zmrużył lekko oczy. — Słońce i Księżyc pojawiły się na niebie jednocześnie. To był pierwszy raz od lat, kiedy widział go w całości bez... No wiesz. Futra.
Geraldine była jedną z nielicznych osób, z którymi mógł tak swobodnie rozmawiać o swoim wilkołactwie. Zwłaszcza teraz, gdy jego kontakt z Castielem Flintem właściwie się urwał. Chłopak miał wielkie plany, wielkie marzenia, jednak co się teraz z nim działo...? Nie miał bladego pojęcia. Żałował jednak, że nie byli w stanie popchnąć swojej współpracy co do leku na lykantropii dalej. Erik pokręcił powoli głową na samo wspomnienie ich pierwszego oficjalnego spotkania w tej sprawie. A tak dobrze się to zapowiadało.
— Od razu „miałabym kłamać”! — Wyrzucił ręce w powietrze, wywracając teatralnie oczami. — Wystarczy użyć delikatniejszego języka i mieć trochę empatii. Tak jak wtedy, gdy ja gratuluję ci dobrej formy, nawet jeśli wygrywam z tobą w sparingu. — Już miał kontynuować, ale Ger znowu się odezwała. Zaczerwienił się, kiedy zarzucono mu tchórzostwo. — To niezbadane terytorium. Wilkołaki nie kopią sobie nor pośrodku pola. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Ostatnio w Londynie rozgościli się Bellowie, może powinnaś wziąć udział w przesłuchaniu?
Po tych słowach pozwolił jej rozejrzeć się po terenie. Wysłuchał w skupieniu podsumowania kobiety, przyglądając się wskazanym przez nią znakom na ziemi. Faktycznie, gdy wskazała mu palcem, co dokładnie udało jej się znaleźć i dodała do tego swoją argumentację, to... Wszystko nabierało sensu. Nie licząc tego, skąd taki stwór się wziął, nie alarmując przy tym okolicznych mieszkańców.
— To nie są nowe pola — zauważył, raczej prowadząc swobodny monolog, niż próbując zwrócić uwagę Geraldine na coś konkretnego. — Te ziemie są użytkowane od kilku pokoleń. Stwór był wielki, spasiony... Głodny? — Uniósł pytająco brwi, stając na krawędzi szczeliny. — Może posiali w tym roku jakąś nową odmianę roślin. Albo użyli dużych ilości eliksirów, które coś przywiodło w te okolice?
Erik sarknął, odsuwając się od dziury na dobre półtora metra. Pokręcił stanowczo głową, machając dłonią to w lewą to w prawą stronę. Och, nie nie nie nie nie. Nie da się wpakować w coś takiego.
— Wybacz, ale... Za żadne skarby. — Mimowolnie wrócił myślami do jednego z ich poprzednich treningów, kiedy to wylądował w wielkiej dziurze wyczarowanej przez pannę Yaxley. To była jednak inna sytuacja. Przestrzeń, owszem, była ograniczona, jednak dalej widział niebo. W podziemnych tunelach ciężko było o światło słoneczne, nie mówiąc o widoku bezchmurnego nieboskłonu. — Nie lubię ciasnych miejsc. Tak samo, jak nie lubię, gdy na głowę może mi spaść kilka metrów ziemi.