Bellatrix chyba nie do końca potrafiła zrozumieć ten nurt muzyki, który aktualnie cieszył się ogromną popularnością. Nawet jakoś specjalnie nie próbowała. Sama preferowała raczej jazz, Sauriel na pewno o tym wiedział. Ogromnie się ucieszyła, gdy otrzymała od niego list. Nie wiedzieć czemu przepadała za tym krwiożerczym wampirem. Ich ostatnie spotkanie w jego piwnicy nie przebiegło dokładnie tak jak chciała, nie zrobiła jednak chryi, wyszła grzecznie nim wkurwiła się na maksa, żeby nie psuć Rookwoodowi tego, co tam sobie wymyślił. Oczywiście miała już pewną opinię na ten temat, nie mogła zrozumieć, jak to się stało, że nie weryfikował swoich współpracowników, w końcu jak i ona był jebanym śmierciożercom, nie przystoi im współpracować z mugolakami. Powinni go powiesić na drzwiach i zabić, szkoda, że było tam tak wielu ludzi. No nic, najwyżej kiedyś będzie musiała się nim zająć sama, z drugiej strony nie chciała zabierać zabawki Saurielowi, bo było to trochę niesprawiedliwe.
Nie do końca kojarzyła miejsce w które ją zaprosił. Nie przeszkadzało jej to jednak, aby wystroić się jak szczur na otwarcie kanału - bo mogła. Lubiła dobrze wyglądać, lubiła czuć wzrok na swoim ciele, chciała, żeby inni ją podziwiali. Póki była młoda mogła korzystać ze swojej urody, miała świadomość, że kiedyś przeminie, wtedy będzie się martwić.
Ostatnio jej ulubionym kolorem był burgund, przypominał krew. Z tego powodu właśnie nałożyła sukienkę, bardzo obcisłą, sięgającą trochę za łydkę właśnie w tym kolorze. Pozwoliła, aby włosy opadały jej na ramiona w chaosie, bo tych loków nie dało się ujarzmić. Usta pomalowała pomadką w kolorze sukienki, kontrastowały z jej jasną skórą dość mocno. Na szyi miała kolię z białych pereł i były to jedyne dodatki, które dołączyła do tego stroju. Nie lubiła przesady, ceniła sobie prostotę.
Nie musiał czekać na nią długo. Trixie ceniła sobie punktualność, wbrew ogólnie przyjętym normom wsród czystokrwistych czarodziejów dla którym standardem były spóźnienia. Miała swoje zasady, którymi się kierowała, niekoniecznie podobne do reszty. Przekroczyła próg klubu i zaczęła rozglądać się po jego wnętrzu. Szybko go zauważyła. Nie musiała się rozglądać, bo zwracał na siebie uwagę, jak zawsze. Te jego kruczoczarne włosy i skóra jasna niczym pergamin, książę ciemności pojawił się na ziemi i stąpał między zwykłymi ludźmi.
Przemknęła między tańczącymi parami i podeszła do niego od tyłu, nie do końca wiedziała, czy ją zauważy. Wolałaby, żeby nie, chciała go zaskoczyć. Zwinnym ruchem położyła dłonie na jego oczach. Nie to, żeby się jej spodziewał, ale miała dobry humor, bo wiedziała, że będą się wyśmienicie bawić. Roześmiała się przy tym w głos, bo nie mogła tego powstrzymać. - Nie zgadniesz kto to. - Było to tak głupie, że się z tego śmiała.