20.12.2023, 23:56 ✶
– Powiem ci coś strasznego, Geraldine. Nigdy nie przepadałam za czekoladowymi żabami – wyznała Florence, a po jej ustach przemknął uśmiech. Bulstrode nie była wielbicielką słodyczy. Zwykle nosiła przy sobie czekoladę, ale była to jedna z tych, które dawało się pacjentom, kiedy byli wyziębieni, przestraszeni i osłabieni. Bardziej lekarstwo niż przysmak. – Ale jestem pewna, że mój wuj i ojciec by się z tobą zgodzili.
Wszak pracowali w Departamencie Tajemnic.
Niewymowni kochali się w sekretach, a Bulstrodowie tę miłość mieli we krwi.
Spoważniała niemal natychmiast, gdy rozmowa zeszła na anomalie i potem na chłopca. Z jej ust wydobyło się tym razem westchnienie. Mogła wydawać się chodzącą górą lodową, ale w istocie umiała współczuć innym – zwłaszcza niewinnemu dziecku, jeszcze jednej z wielu ofiar Beltane i Voldemorta. Bo kogo obwiniać Florence nie miała wątpliwości. Jej wcześniejsza neutralność, podszyta chłodną niechęcią wobec okrucieństw, stopniała w płomieniach sabatu: może kiedy zbierała w lesie fragmenty ciała, może w namiocie medyków, a może jeszcze wcześniej, gdy biegła na polanę, a jej żołądek skręcał się ze strachu o braci i Patricka.
– Mieszkałam sama tylko przez rok, gdy robiłam staże, ale myślę, że dałabym sobie z tym radę. Chociaż na razie nie ma takiej potrzeby, każde z nas sporo pracuje… poza mamą, ale ona z kolei chętnie podróżuje po świecie. Zwykle całkiem dobrze czuję się we własnym towarzystwie – powiedziała Florence. – Cóż, zawsze możesz chyba odwiedzić rodzinę? Zdaje się, że macie dobre stosunki.
„Chłopcy”.
Dla niej pozostali i chyba na zawsze mieli nimi być, wszyscy młodsi Bulstrodowie i Prewettowie – nie tylko Atreus i Orion, ale także Laurent, a nawet Vincent. Chociaż trzeba było jej oddać, że przynajmniej przy nich starała się nie zdradzać z takim podejściem, akceptując, że dorośli i niekoniecznie potrzebują, aby siostra czy kuzynka ich matkowała.
– W takim razie mamy wstępny plan – zgodziła się Bulstrode, zwracając ponownie spojrzenie ku oknu: Londyn został już za nimi i teraz za szybą migały pola. Nie protestowałaby i przeciwko piwie, bo chociaż piła niewiele, i zwykle preferowała wino, to i zdarzało się jej sięgać po alkohol, a i mogła w ciepły dzień wybrać coś innego – jak długo przynajmniej Yaxley nie kazała pić jej piwa prosto z butelki. Tutaj Florence zapewne postawiłaby twarde weto.
Wszak pracowali w Departamencie Tajemnic.
Niewymowni kochali się w sekretach, a Bulstrodowie tę miłość mieli we krwi.
Spoważniała niemal natychmiast, gdy rozmowa zeszła na anomalie i potem na chłopca. Z jej ust wydobyło się tym razem westchnienie. Mogła wydawać się chodzącą górą lodową, ale w istocie umiała współczuć innym – zwłaszcza niewinnemu dziecku, jeszcze jednej z wielu ofiar Beltane i Voldemorta. Bo kogo obwiniać Florence nie miała wątpliwości. Jej wcześniejsza neutralność, podszyta chłodną niechęcią wobec okrucieństw, stopniała w płomieniach sabatu: może kiedy zbierała w lesie fragmenty ciała, może w namiocie medyków, a może jeszcze wcześniej, gdy biegła na polanę, a jej żołądek skręcał się ze strachu o braci i Patricka.
– Mieszkałam sama tylko przez rok, gdy robiłam staże, ale myślę, że dałabym sobie z tym radę. Chociaż na razie nie ma takiej potrzeby, każde z nas sporo pracuje… poza mamą, ale ona z kolei chętnie podróżuje po świecie. Zwykle całkiem dobrze czuję się we własnym towarzystwie – powiedziała Florence. – Cóż, zawsze możesz chyba odwiedzić rodzinę? Zdaje się, że macie dobre stosunki.
„Chłopcy”.
Dla niej pozostali i chyba na zawsze mieli nimi być, wszyscy młodsi Bulstrodowie i Prewettowie – nie tylko Atreus i Orion, ale także Laurent, a nawet Vincent. Chociaż trzeba było jej oddać, że przynajmniej przy nich starała się nie zdradzać z takim podejściem, akceptując, że dorośli i niekoniecznie potrzebują, aby siostra czy kuzynka ich matkowała.
– W takim razie mamy wstępny plan – zgodziła się Bulstrode, zwracając ponownie spojrzenie ku oknu: Londyn został już za nimi i teraz za szybą migały pola. Nie protestowałaby i przeciwko piwie, bo chociaż piła niewiele, i zwykle preferowała wino, to i zdarzało się jej sięgać po alkohol, a i mogła w ciepły dzień wybrać coś innego – jak długo przynajmniej Yaxley nie kazała pić jej piwa prosto z butelki. Tutaj Florence zapewne postawiłaby twarde weto.