21.12.2023, 00:56 ✶
Ogrom zmęczenia, jaki ogarnął jego ciało, był przytłaczający. Od zaciskania zębów bolała go już szczęka, ale ten sam ból rozchodził się też na wszystkie mięśnie, jakie napinał w przypływie stresu i gniewu. Najgorsze było już za nim - te fale ciepła opływające każdą komórkę jego ciała, ale wciąż pozostawało w nim to - cena za spokój, ból przeszywający wszystko to, z czego uchodziły płonące w nim przed chwilą emocje.
Nie pamiętał nic z ataku histerii, jaki miał tutaj przed chwilą miejsce, ale widział jego efekty. I było mu cholernie wstyd. Powinien za to pewnie przeprosić, te dokumenty znaczyły dla Alexandra cholernie dużo, bo jutro mieli wyruszyć do Londynu, ale nie... Nie miał w sobie tyle odwagi, żeby za to przeprosić, z prostego faktu - jak za to przeprosi, to przyzna się do tego, że to w ogóle miało miejsce. Że to było rzeczywiste, a on zdawał sobie z tego sprawę - słowa uczynią tę sytuację realną. A Flynn bardzo nie chciał cokolwiek, co się tutaj wydarzyło, stało się realne.
Ale chyba jednak było? Bo dał mu się objąć, patrzył na niego przez te pełne łez oczy i widział... też łzy. Tylko łzy. Nie widział słońca.
- J-jak to „to nieistotne”, jak to może być nieistotne...? - Potrzeba, aby stał się dla niego wyrwą w pamięci. Nawet nie słodko-gorzkim wspomnieniem. Może czymś, co go zbudowało... pustką. - Czuję to, ale nie czuję tego tak, jakbyś tego chciał, jakbym był całym twoim światem. A-a wcześniej to cz-czułem. - Czy to naprawdę była cena, którą musiał za to ponieść? Wyplułby z siebie teraz szereg potwornych wulgaryzmów, ale jak tylko otworzył usta jeszcze raz, po poczuł się gorzej. Nie odtrącił jego rąk, nie wyrwał się na siłę, ale zamiast tego osunął się w dół, trochę jakby zasłabł. Usiadł na dywanie, opierając się plecami o łóżko, wśród tych wszystkich rozwalonych papierów, kawałków oderwanego od parapetu drewna, kałamarza i pióra, rozwalonego posążku, czekoladek... i po prostu ryczał. Bo to był kurwa koniec. To było dla niego nie do odratowania. Słyszał to tylko dlatego, że nikt nie chciał widzieć, jak się tu zabija, ale to było dla niego tak oczywiste, że kiedy tylko ciśnienie na przeniesienie się skończy, to dostanie wilczy bilet i tyle go tutaj widzieli. I tak naprawdę to nieszczególnie mu się dziwił - sam by siebie stąd wyrzucił na zbity pysk, nawet nie teraz, tylko w dzień swojego powrotu cztery lata temu. Nie miał pojęcia, dlaczego Alexander działał inaczej - dlaczego go wtedy z tej samej podłogi zaprosił do swojego łóżka, ale (nieświadomie pewnie) trafił wtedy w dziesiątkę - bo jego brat tak działał. Prawdopodobnie dałby sobie oderwać palec za to, żeby Al zmienił zdanie i jednak wziął go w tej pościeli, pokazując mu, do kogo należał, bo to był język, który na Flynna działał. Ta historia nie dała mu żadnego poczucia bezpieczeństwa.
Nie pamiętał nic z ataku histerii, jaki miał tutaj przed chwilą miejsce, ale widział jego efekty. I było mu cholernie wstyd. Powinien za to pewnie przeprosić, te dokumenty znaczyły dla Alexandra cholernie dużo, bo jutro mieli wyruszyć do Londynu, ale nie... Nie miał w sobie tyle odwagi, żeby za to przeprosić, z prostego faktu - jak za to przeprosi, to przyzna się do tego, że to w ogóle miało miejsce. Że to było rzeczywiste, a on zdawał sobie z tego sprawę - słowa uczynią tę sytuację realną. A Flynn bardzo nie chciał cokolwiek, co się tutaj wydarzyło, stało się realne.
Ale chyba jednak było? Bo dał mu się objąć, patrzył na niego przez te pełne łez oczy i widział... też łzy. Tylko łzy. Nie widział słońca.
- J-jak to „to nieistotne”, jak to może być nieistotne...? - Potrzeba, aby stał się dla niego wyrwą w pamięci. Nawet nie słodko-gorzkim wspomnieniem. Może czymś, co go zbudowało... pustką. - Czuję to, ale nie czuję tego tak, jakbyś tego chciał, jakbym był całym twoim światem. A-a wcześniej to cz-czułem. - Czy to naprawdę była cena, którą musiał za to ponieść? Wyplułby z siebie teraz szereg potwornych wulgaryzmów, ale jak tylko otworzył usta jeszcze raz, po poczuł się gorzej. Nie odtrącił jego rąk, nie wyrwał się na siłę, ale zamiast tego osunął się w dół, trochę jakby zasłabł. Usiadł na dywanie, opierając się plecami o łóżko, wśród tych wszystkich rozwalonych papierów, kawałków oderwanego od parapetu drewna, kałamarza i pióra, rozwalonego posążku, czekoladek... i po prostu ryczał. Bo to był kurwa koniec. To było dla niego nie do odratowania. Słyszał to tylko dlatego, że nikt nie chciał widzieć, jak się tu zabija, ale to było dla niego tak oczywiste, że kiedy tylko ciśnienie na przeniesienie się skończy, to dostanie wilczy bilet i tyle go tutaj widzieli. I tak naprawdę to nieszczególnie mu się dziwił - sam by siebie stąd wyrzucił na zbity pysk, nawet nie teraz, tylko w dzień swojego powrotu cztery lata temu. Nie miał pojęcia, dlaczego Alexander działał inaczej - dlaczego go wtedy z tej samej podłogi zaprosił do swojego łóżka, ale (nieświadomie pewnie) trafił wtedy w dziesiątkę - bo jego brat tak działał. Prawdopodobnie dałby sobie oderwać palec za to, żeby Al zmienił zdanie i jednak wziął go w tej pościeli, pokazując mu, do kogo należał, bo to był język, który na Flynna działał. Ta historia nie dała mu żadnego poczucia bezpieczeństwa.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.