Przebywający w salonie Sebastian siedział na kanapie, ukrywając się za czytanym numerem Proroka Codziennego. Nie zareagował na dźwięk znajomych kroków swojego bratanka, dopóki on się nie odezwał do niego. Zamknął trzymaną w dłoniach gazetę, następnie ją składając i odkładając obok siebie na kanapę. Ubrany był w dżinsowe spodnie, niebieską koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci i nałożoną na nią dwukolorową kamizelkę, której przednia część była czarna, natomiast tylna czerwona. Pod nią wpuścił czarny krawat.
— Cześć. — Przywitał Theona, uśmiechając się do niego. — Swojego pomagiera, Rawlinsona. Stawia się na każde wezwanie mojej matki niczym dobrze wytresowany pies. Ona planuje zorganizować kolejną wyprawę archeologiczną i w tym celu wezwała go do naszej posiadłości. Czekam aż skończą rozmawiać i ten archeolog opuści nasz dom. — Sebastian zdradził swojemu bratankowi tożsamość jednego z nielicznych, regularnie zapraszanych gości. Pozostając stosunkowo dobrze zorientowanym w tym kto przekracza próg posiadłości potrafił rozpoznawać większość współpracowników swojej matki. Przedłużająca się obecność Rawlinsona w tych murach nie była mu w smak. Nie przepadał za tym podstarzałym czarodziejem.
— Zostałeś wezwany na rozmowę? Nie cieszy mnie ta wasza kłótnia sprzed paru miesięcy. Wszyscy chcemy dla ciebie jak najlepiej, w tym przypadku twojego bezpieczeństwa. Czy stęskniłeś się za babcią, wujem i ciotką? — W pierwszej chwili przemawiał całkiem poważnie, dopiero podczas zadawania swojemu krewniakowi tego pytania pozwolił sobie na niefrasobliwy ton głosu. Sebastian znał dobrze swoją matkę i doskonale wiedział, że ona dostawała wszystko, czego zapragnie. Starał się rozumieć obie strony - swojej matki, z którą w dużej mierze się zgadzał, i Theona - któremu musiało się całkiem dobrze układać w pracy w Ministerstwie Magii. Nie chciał uczestniczyć w pogrzebie swojego bratanka, kolejnego członka rodziny, który został zamordowanego przez tego samego łowcę.