21.12.2023, 22:38 ✶
Robert czuł, jakby nagle ziemia zaczęła uciekać mu spod stóp. Ktoś przeczytał list, jego prywatną korespondencję. Naruszył świętą przestrzeń, przejrzał wszystko i spróbował zatuszować ślady, lecz nieudolnie. Czy mogła to być jego małżonka? Czy mógł posądzić ją o tak duże nieposłuszeństwo? I, przede wszystkim, o taką przebiegłość? Że włamałaby się do jego gabinetu, przetrzepała listy i schowała je z powrotem? Zrobiła to niechlujnie, więc być może…
Ruszył na górę, potem korytarzem prosto do drzwi Henrietty. Czuł, jak serce na chwilę mu się zatrzymuje pod wpływem stresu. Adrenalina powoli zaczynała działać, zaburzając osąd. Bo co, jeśli kobieta jest w środku i na niego czeka? Co, jeśli jest przygotowana i to jest zasadzka? Nie sprawdził tego, wpadł do pokoju jak burza, bez pukania, bez kurtuazji. Tylko w pokoju niczego nie było.
Na samym początku nie dostrzegł niczego podejrzanego. Pokój był surowy, acz Henrietta zdążyła go trochę urządzić po swojemu. Łóżko było starannie pościelone. Pachniało tu damskimi perfumami i obojętnością. Nie przychodził tu, nie miał porównania, ale ewidentnie czegoś tu brakowało. Dwóch ramek na ścianie, paru książek - takie rzeczy pedantom rzucały się w oczy. Może nie zdążyła ich powiesić, a książek kupić?
A może je zabrała.
Na miękkich nogach podszedł do sporej szafy, chwycił uchwyty dłońmi i otworzył ją. Była pusta - brakowało co najmniej połowy rzeczy. Zostały przepiękne, długie balowe suknie, zostały buty na obcasie, ale zniknęło kilka par spodni, koszul, pojedyncze sukienki i obuwie codzienne. Brak ubrań na wieszakach był oczywisty, a w butach panował bałagan. Szuflada z bielizną była całkowicie pusta, staniki leżały porozrzucane na dnie szafy, zmięte w długą, krwistoczerwoną suknię. Część kiecek pospadała na dno, na drogie buty, o które Henrietta dbała. Robert spojrzał na górną półkę - brakowało dwóch podróżnych toreb. Henrietta uciekła. Ta mała, bezczelna i pyskata suka przejrzała jego listy i uciekła. Nie był w stanie powiedzieć, kiedy to się stało - widział pośpiech po szafie, ale może kobieta była już daleko? A może uciekła niecałą godzinę temu? Z tym, że godzina w magicznym świecie potrafiła dać ogromną przewagę uciekinierowi.
Ruszył na górę, potem korytarzem prosto do drzwi Henrietty. Czuł, jak serce na chwilę mu się zatrzymuje pod wpływem stresu. Adrenalina powoli zaczynała działać, zaburzając osąd. Bo co, jeśli kobieta jest w środku i na niego czeka? Co, jeśli jest przygotowana i to jest zasadzka? Nie sprawdził tego, wpadł do pokoju jak burza, bez pukania, bez kurtuazji. Tylko w pokoju niczego nie było.
Na samym początku nie dostrzegł niczego podejrzanego. Pokój był surowy, acz Henrietta zdążyła go trochę urządzić po swojemu. Łóżko było starannie pościelone. Pachniało tu damskimi perfumami i obojętnością. Nie przychodził tu, nie miał porównania, ale ewidentnie czegoś tu brakowało. Dwóch ramek na ścianie, paru książek - takie rzeczy pedantom rzucały się w oczy. Może nie zdążyła ich powiesić, a książek kupić?
A może je zabrała.
Na miękkich nogach podszedł do sporej szafy, chwycił uchwyty dłońmi i otworzył ją. Była pusta - brakowało co najmniej połowy rzeczy. Zostały przepiękne, długie balowe suknie, zostały buty na obcasie, ale zniknęło kilka par spodni, koszul, pojedyncze sukienki i obuwie codzienne. Brak ubrań na wieszakach był oczywisty, a w butach panował bałagan. Szuflada z bielizną była całkowicie pusta, staniki leżały porozrzucane na dnie szafy, zmięte w długą, krwistoczerwoną suknię. Część kiecek pospadała na dno, na drogie buty, o które Henrietta dbała. Robert spojrzał na górną półkę - brakowało dwóch podróżnych toreb. Henrietta uciekła. Ta mała, bezczelna i pyskata suka przejrzała jego listy i uciekła. Nie był w stanie powiedzieć, kiedy to się stało - widział pośpiech po szafie, ale może kobieta była już daleko? A może uciekła niecałą godzinę temu? Z tym, że godzina w magicznym świecie potrafiła dać ogromną przewagę uciekinierowi.