21.12.2023, 22:56 ✶
Szczerze powiedziawszy, w żaden sposób mi nie przeszkadzało, że ten stary pryk Rakim wisiał już jedną nogą nad grobem, bo zdecydowanie lepiej mi się rozmawiało i robiło interesy z Demirem. Właściwie, z Demirem to my się wciąż przyjaźniliśmy, choć to nie była ta sama, bliska przyjaźń, co dawniej, bo dorośliśmy i zaczęliśmy mieć żony, a to, cóż, zmieniało życie, ale wciąż pozostawaliśmy w przyjaznych stosunkach i gdyby nie mój teść, to większość spraw byłaby załatwiana w szybszym tempie, a Pandorka zapewne do dziś nie bałaby się wody, a tak. Nawet po śmierci mu tego nie wybaczę, że nie upilnował mojej małej córeczki...
Jedyne, co mi się nie widziało, to podróż na pogrzeb. Ostatnimi czasy rzadko bywałem w Turcji i jakoś specjalnie mi się tam nie spieszyło, więc... niech jeszcze poodycha ten stary dziad.
- Tak, jestem pewien, że lepiej będzie mu w rodzimej krainie, szczególnie że podróż sama w sobie by go zanadto osłabiła. Moim zdaniem, nierozważny pomysł - stwierdziłem po chwili, nakładając sobie na talerz kolacji, tuż zaraz po Aydayi. Nalałem również sobie oraz małżonce świeżo zaparzonej herbaty, która była chyba jedynym łącznikiem mojej kultury z tą turecką. Cóż, nie ukrywałem, że przepadałem za herbacianymi prezentami z Turcji.
Powiedziałbym, że wcale nie było tak, że nie chciałem go tu widzieć. Nie chciałem faktycznie, jednakże zamek miałem całkiem spory, znalazłoby się tu dla niego miejsce, a jeśli już by chciał tu gnić, to nawet miejsce na cmentarzu. Może nie na rodzinnym Prewettów, ale jakieś by się znalazło.
- Aczkolwiek jest tu jak najbardziej mile widziany. Przygotowano by sypialnię gościnną, może z północno-zachodnimi oknami, by mógł faktycznie wypocząć - zaproponowałem, biorąc kęs pieczywa. Skoro starego dziada byłem gotów witać we własnych progach, wtem córki Demira to już czysta przyjemna formalność. Jeśli drogi brat mojej małżonki sobie życzył, to nawet mogliśmy poszukać dla nich odpowiednich kawalerów. Zresztą, Aydaya pewnie miała dalej tę listę kawalerów dla Pandorki, więc doskonale wiedziała, który narybek był najbardziej odpowiedni dla takich dam. Właśnie, musieliśmy później porozmawiać o Pandorce, bo żyła w pięknej nieświadomości, jakich potwornych rzeczy się dowiedziałem o naszej córce.
- Delacour, powiadasz...? Chętnie ruszę z tobą w ponowną podróż poślubną - zaśmiałem się pełen swego uroku osobistego. - Może Marseille? Przyznam szczerze, że za bardzo przyrosłem do biurka. Przyda mi się nieco wypoczynku - odparłem, przerywając na chwilę jedzenie kolacji, żeby położyć swoją prawą dłoń na ręce małżonki.
- Tylko bądź, mój drogi księżycu, łaskawa przy doborze atrakcji... I koniecznie trzeba zarezerwować czas na podejrzenie francuskiej konkurencji! - poprosiłem ją, oczywiście wtrącając do wycieczki również biznesowe trzy grosze. Po prostu nie byłbym sobą, gdybym nie myślał o swojej dumie, swoim honorze, swoich stadach i kasynach. - Winston na bieżąco dostarcza nowych rozwiązań z Ameryki, nie mogę być gorszy - usprawiedliwiłem się, chociaż wcale nie byłem zazdrosny o swą nieodłączną prawą rękę. Mogłem na nim w każdym calu polegać, więc byliśmy bardziej partnerami biznesowymi niż przełożony-podwładny.
Jedyne, co mi się nie widziało, to podróż na pogrzeb. Ostatnimi czasy rzadko bywałem w Turcji i jakoś specjalnie mi się tam nie spieszyło, więc... niech jeszcze poodycha ten stary dziad.
- Tak, jestem pewien, że lepiej będzie mu w rodzimej krainie, szczególnie że podróż sama w sobie by go zanadto osłabiła. Moim zdaniem, nierozważny pomysł - stwierdziłem po chwili, nakładając sobie na talerz kolacji, tuż zaraz po Aydayi. Nalałem również sobie oraz małżonce świeżo zaparzonej herbaty, która była chyba jedynym łącznikiem mojej kultury z tą turecką. Cóż, nie ukrywałem, że przepadałem za herbacianymi prezentami z Turcji.
Powiedziałbym, że wcale nie było tak, że nie chciałem go tu widzieć. Nie chciałem faktycznie, jednakże zamek miałem całkiem spory, znalazłoby się tu dla niego miejsce, a jeśli już by chciał tu gnić, to nawet miejsce na cmentarzu. Może nie na rodzinnym Prewettów, ale jakieś by się znalazło.
- Aczkolwiek jest tu jak najbardziej mile widziany. Przygotowano by sypialnię gościnną, może z północno-zachodnimi oknami, by mógł faktycznie wypocząć - zaproponowałem, biorąc kęs pieczywa. Skoro starego dziada byłem gotów witać we własnych progach, wtem córki Demira to już czysta przyjemna formalność. Jeśli drogi brat mojej małżonki sobie życzył, to nawet mogliśmy poszukać dla nich odpowiednich kawalerów. Zresztą, Aydaya pewnie miała dalej tę listę kawalerów dla Pandorki, więc doskonale wiedziała, który narybek był najbardziej odpowiedni dla takich dam. Właśnie, musieliśmy później porozmawiać o Pandorce, bo żyła w pięknej nieświadomości, jakich potwornych rzeczy się dowiedziałem o naszej córce.
- Delacour, powiadasz...? Chętnie ruszę z tobą w ponowną podróż poślubną - zaśmiałem się pełen swego uroku osobistego. - Może Marseille? Przyznam szczerze, że za bardzo przyrosłem do biurka. Przyda mi się nieco wypoczynku - odparłem, przerywając na chwilę jedzenie kolacji, żeby położyć swoją prawą dłoń na ręce małżonki.
- Tylko bądź, mój drogi księżycu, łaskawa przy doborze atrakcji... I koniecznie trzeba zarezerwować czas na podejrzenie francuskiej konkurencji! - poprosiłem ją, oczywiście wtrącając do wycieczki również biznesowe trzy grosze. Po prostu nie byłbym sobą, gdybym nie myślał o swojej dumie, swoim honorze, swoich stadach i kasynach. - Winston na bieżąco dostarcza nowych rozwiązań z Ameryki, nie mogę być gorszy - usprawiedliwiłem się, chociaż wcale nie byłem zazdrosny o swą nieodłączną prawą rękę. Mogłem na nim w każdym calu polegać, więc byliśmy bardziej partnerami biznesowymi niż przełożony-podwładny.