23.12.2023, 10:09 ✶
Utkwiła w Morpheusie uważne spojrzenie jasnych oczu. Z jej twarzy trudno było coś wyczytać, ale myślała teraz o tym „Voldemorcie” jako o chłopcu. O tym, że jakoś nikt w prasie nie wspominał, że miał na imię Tom, że chodził kiedyś do Hogwartu i że był zwyczajnym dzieckiem.
Może ciężko było w nim rozpoznać siedemnastolatka, który kiedyś opuścił szkołę? Czarna magia i eksperymenty naznaczały niekiedy nie tylko duszę, ale i ciało.
A może po prostu się bali.
Uniosła filiżankę do ust i upiła łyk, pozwalając, by przez chwilę panowało pomiędzy nimi milczenie. Cisza rzadko bywała dla Florence ciężka, a teraz namyślała się nad zadaniem pytania – nad tym, czy je zadawać i jak powinno brzmieć.
- Nie używa żadnego nazwiska czystej krwi – powiedziała w końcu, decydując się na komentarz zamiast na pytanie wprost, dając szansę na pominięcie tego, puszczenie pomimo uszu, bo… - Voldemort pewnie nie chce, aby ktoś pamiętał go jako ucznia. Wszystko trwa dopiero kilkanaście dni, więc trudno mi wyrokować, ale powiedziałabym, że zależy mu, aby nie postrzegać go… jako zwykłego człowieka.
Zdawało się jej to prawie zabawne. Myliła się jednak straszliwie, może dlatego, że ze swoich talentów nie robiła takiego użytku jak Morpheus – że pewne rzeczy zaledwie przeczuwała, nie umiała odczytywać symboli, unikała dotyku kart tarota i odwracała się tyłem do szklanej kuli, nie szukając w niej żadnych znaków. Być może był to jej wielki błąd, ale była uzdrowicielką, nie wieszczką, i nie chciała tą drugą się starać.
Kąciki ust drgnęły jej lekko, w niewesołym uśmiechu, jaki posłała Longbottomowi zza filiżanki.
– Nie mogę się nie zgodzić. Jak chyba oboje się zgodzimy, tego Voldemorta poprą głównie rody czystej krwi. A rody czystej krwi mają w większości to do siebie… że są wpływowe i zajmują wysokie pozycje w Ministerstwie albo innych miejscach. Podobno w Departamencie Przestrzegania Magii ciężko zrobić krok, by nie wpaść na jakiegoś Longbottoma – stwierdziła. Nie był to przytyk, raczej zobrazowanie sytuacji: w końcu dwóch jej braci też tam pracowało, za to w Departamencie Tajemnic od zawsze pracował ktoś z Bulstrodów. – Ale przy odrobinie szczęścia… niektórym z nich, nawet jeżeli spodobają się postulaty, nie spodobają się metody.
Ona sama zawsze w głębi serca uważała, że mugolaki stoją trochę za bardzo na rozdrożu światów. Była dumna z dziedzictwa swojego rodu, biorącego początek u samej Ravenclaw. Gdyby ktoś z ich rodziny poślubił mugolaka, pewnie zostałby wydziedziczony. Ale nie poparła i nigdy nie mogłaby poprzeć zabijania. Była uzdrowicielką i wiedziała doskonale: kiedy na ręce leci ci krew, wygląda tak samo, niezależnie od tego, kto akurat krwawi.
Może ciężko było w nim rozpoznać siedemnastolatka, który kiedyś opuścił szkołę? Czarna magia i eksperymenty naznaczały niekiedy nie tylko duszę, ale i ciało.
A może po prostu się bali.
Uniosła filiżankę do ust i upiła łyk, pozwalając, by przez chwilę panowało pomiędzy nimi milczenie. Cisza rzadko bywała dla Florence ciężka, a teraz namyślała się nad zadaniem pytania – nad tym, czy je zadawać i jak powinno brzmieć.
- Nie używa żadnego nazwiska czystej krwi – powiedziała w końcu, decydując się na komentarz zamiast na pytanie wprost, dając szansę na pominięcie tego, puszczenie pomimo uszu, bo… - Voldemort pewnie nie chce, aby ktoś pamiętał go jako ucznia. Wszystko trwa dopiero kilkanaście dni, więc trudno mi wyrokować, ale powiedziałabym, że zależy mu, aby nie postrzegać go… jako zwykłego człowieka.
Zdawało się jej to prawie zabawne. Myliła się jednak straszliwie, może dlatego, że ze swoich talentów nie robiła takiego użytku jak Morpheus – że pewne rzeczy zaledwie przeczuwała, nie umiała odczytywać symboli, unikała dotyku kart tarota i odwracała się tyłem do szklanej kuli, nie szukając w niej żadnych znaków. Być może był to jej wielki błąd, ale była uzdrowicielką, nie wieszczką, i nie chciała tą drugą się starać.
Kąciki ust drgnęły jej lekko, w niewesołym uśmiechu, jaki posłała Longbottomowi zza filiżanki.
– Nie mogę się nie zgodzić. Jak chyba oboje się zgodzimy, tego Voldemorta poprą głównie rody czystej krwi. A rody czystej krwi mają w większości to do siebie… że są wpływowe i zajmują wysokie pozycje w Ministerstwie albo innych miejscach. Podobno w Departamencie Przestrzegania Magii ciężko zrobić krok, by nie wpaść na jakiegoś Longbottoma – stwierdziła. Nie był to przytyk, raczej zobrazowanie sytuacji: w końcu dwóch jej braci też tam pracowało, za to w Departamencie Tajemnic od zawsze pracował ktoś z Bulstrodów. – Ale przy odrobinie szczęścia… niektórym z nich, nawet jeżeli spodobają się postulaty, nie spodobają się metody.
Ona sama zawsze w głębi serca uważała, że mugolaki stoją trochę za bardzo na rozdrożu światów. Była dumna z dziedzictwa swojego rodu, biorącego początek u samej Ravenclaw. Gdyby ktoś z ich rodziny poślubił mugolaka, pewnie zostałby wydziedziczony. Ale nie poparła i nigdy nie mogłaby poprzeć zabijania. Była uzdrowicielką i wiedziała doskonale: kiedy na ręce leci ci krew, wygląda tak samo, niezależnie od tego, kto akurat krwawi.