23.12.2023, 19:36 ✶
Tym razem na niego zerknęła kątem oka, lekko unosząc brwi. Ugruntowany stosunek do wróżbiarstwa... Piękny eufemizm na słowa "wróżbiarstwo to jedna wielka ściema", bardzo dyplomatycznie. To, czy dyskusja byłaby daremna, czy nie, wolałaby ocenić sama, lecz mimo wszystko sama nie pociągnęła tego tematu dalej - głównie dlatego, że do wróżbiarstwa miała stosunek dość ambiwalentny i czasu by nie starczyło, żeby wyrazić to, co czuła. Dla niej była to dziedzina magii niezwykle interesująca, lecz zapewne dlatego, że jej nie rozumiała. Może gdyby miała jakiekolwiek pojęcie o niej, to miałaby inne zdanie? Na pewno jednak nie był to temat na rozmowę na sabacie, przynajmniej w jej opinii. Może kiedyś, w przyszłości.
Na odpowiedź Rookwooda się roześmiała.
- Sugerowanie czegokolwiek przy dzieciach to jak dawanie im obietnicy. Zapewne nie odejdą od stoiska, dopóki nie dostaną tego, czego chcą. Mam nadzieję że brat cię bardzo kocha, podobnie jak twoje dzieci, bo coś czuję, że pod tym względem wszystkie dzieciaki są takie same i przedwczesne odejście do stoiska albo przegrana skończy się płaczem - nie, żeby miała ogromne pojęcie o dzieciach, bo sama ich nie posiadała i chyba jej czas już przeminął, a przynajmniej wszystko na to wskazywało. Nie płakała jednak z tego powodu, dzieci odciągały uwagę od rzeczy, na których najbardziej jej zależało. Wiedza, kariera, wykształcenie i samodoskonalenie - gdyby była mężczyzną, to dzieci by w tym nie przeszkadzały. Była jednak kobietą, więc musiałaby wybrać. Na szczęście los zadecydował za nią, nie podsuwając na czas żadnego dobrego kandydata na męża. A może to ona sama zdecydowała za siebie, odsuwając od swojej kandydatury kolejne osoby?
Alkohol... Do niego miała stosunek zgoła inny. Lubiła alkohol, lecz piła go głównie dla smaku - nie odczuwała jego odurzającego działania, można było więc powiedzieć, że Delacour była niezwykle kapryśna jeśli chodzi o dobór trunków, w przeciwieństwie do osób, które piły cokolwiek "byle kopało".
- Czemu nie - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Nie była pewna nawet, co tu mają. Czy na sabatach mogła się spodziewać wina? Albo czegoś bardziej wyszukanego? Prawdę mówiąc to Camille nie bywała w takich miejscach zbyt często. Z reguły nie miała czasu, dzisiejszy dzień był wyjątkiem. Ruszyła powoli w kierunku stoisk, zerkając tylko czy Chester idzie obok. Tłum powoli się przerzedził, ale nie oznaczało to, że nagle zniknął. Wciąż ktoś mógł ją popchnąć czy po prostu ich rozdzielić. A wtedy niechybnie stwierdziłaby, że ma dość dzisiejszego dnia i idzie do domu, bo za dużo emocji i wrażeń na jeden dzień. - Na co masz ochotę? Mówiąc szczerze, to pierwszy sabat od lat, na który przyszłam. Wyszłam z wprawy i nie wiem, czego się spodziewać.
Próbowała wyczuć, jaką osobą był i jak się w jego obecności zachować. Praktycznie każdy przybierał maski w obecności nowych osób o różnych charakterach - Camille nie była tu wyjątkiem. Po prostu jeszcze nie wiedziała, którą maskę wybrać.
Na odpowiedź Rookwooda się roześmiała.
- Sugerowanie czegokolwiek przy dzieciach to jak dawanie im obietnicy. Zapewne nie odejdą od stoiska, dopóki nie dostaną tego, czego chcą. Mam nadzieję że brat cię bardzo kocha, podobnie jak twoje dzieci, bo coś czuję, że pod tym względem wszystkie dzieciaki są takie same i przedwczesne odejście do stoiska albo przegrana skończy się płaczem - nie, żeby miała ogromne pojęcie o dzieciach, bo sama ich nie posiadała i chyba jej czas już przeminął, a przynajmniej wszystko na to wskazywało. Nie płakała jednak z tego powodu, dzieci odciągały uwagę od rzeczy, na których najbardziej jej zależało. Wiedza, kariera, wykształcenie i samodoskonalenie - gdyby była mężczyzną, to dzieci by w tym nie przeszkadzały. Była jednak kobietą, więc musiałaby wybrać. Na szczęście los zadecydował za nią, nie podsuwając na czas żadnego dobrego kandydata na męża. A może to ona sama zdecydowała za siebie, odsuwając od swojej kandydatury kolejne osoby?
Alkohol... Do niego miała stosunek zgoła inny. Lubiła alkohol, lecz piła go głównie dla smaku - nie odczuwała jego odurzającego działania, można było więc powiedzieć, że Delacour była niezwykle kapryśna jeśli chodzi o dobór trunków, w przeciwieństwie do osób, które piły cokolwiek "byle kopało".
- Czemu nie - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Nie była pewna nawet, co tu mają. Czy na sabatach mogła się spodziewać wina? Albo czegoś bardziej wyszukanego? Prawdę mówiąc to Camille nie bywała w takich miejscach zbyt często. Z reguły nie miała czasu, dzisiejszy dzień był wyjątkiem. Ruszyła powoli w kierunku stoisk, zerkając tylko czy Chester idzie obok. Tłum powoli się przerzedził, ale nie oznaczało to, że nagle zniknął. Wciąż ktoś mógł ją popchnąć czy po prostu ich rozdzielić. A wtedy niechybnie stwierdziłaby, że ma dość dzisiejszego dnia i idzie do domu, bo za dużo emocji i wrażeń na jeden dzień. - Na co masz ochotę? Mówiąc szczerze, to pierwszy sabat od lat, na który przyszłam. Wyszłam z wprawy i nie wiem, czego się spodziewać.
Próbowała wyczuć, jaką osobą był i jak się w jego obecności zachować. Praktycznie każdy przybierał maski w obecności nowych osób o różnych charakterach - Camille nie była tu wyjątkiem. Po prostu jeszcze nie wiedziała, którą maskę wybrać.