Oni nawet nie byli w oczach Lestrange podejrzani. Byli cholernie winni. A zaczęło się od polowania na najczystsze, najbardziej niewinne magiczne istoty, jakie znała ludzkość – jednorożce. I to na jednorożce z młodymi… A tu były młode smoki. Czy to był jakiś schemat? Chodziło o bezbronne zwierzęta, które pod nieobecność rodzica można było sobie złapać i mieć stały dostęp do różnych części wykorzystywanych przez czarodziejów we wszelkich dziedzinach wytwórczych?
Może i taka jedna łuska niewiele dla nich znaczyła, ale Victorii nie chciało się wierzyć, bo to małe znalezisko było cholernie cenne i samo w sobie dużo warte. To nie było byle co. I ciemnooka sądziła, że oni doskonale zdawali sobie sprawę z siły pieniądza. Może zbyt wiele w nich pokładała, ale wydawało jej się, że może jednak uciekali stąd w popłochu, a nie w zorganizowanym pośpiechu. Może nie przed nią i Brenną… ale właśnie przed smoczycą? Przynajmniej przed smoczycą. Mógł tu też być samiec. A to źle, naprawdę bardzo źle.
To nie tak, że nie miły szans ze smokiem, ale prawda była taka, że kompletnie nie były na to przygotowane, a poza tym lepiej było się po prostu pod smoka nie pchać. I to jeszcze wkurwionego smoka. Przy tych skorupach jaj wszelkie wątpliwości pryskały; ta łuska nie była żadnym przypadkowym znaleziskiem, w tych górach nie było żadnych hipogryfów, można było zapomnieć o lekkiej robocie. A Brenna i Victoria wlazły wprost do smoczego leża, nie chciało być inaczej. Co miały to miły… a teraz najsensowniej byłoby się ewakuować i ewentualnie zobaczyć, co się stanie. Czy usłyszą jakiegoś smoka, czy jednak okaże się, że gniazdo jest opustoszałe…
– Biegnij. Ja się– – rzuciła do Brenny, bo już widziała oczyma wyobraźni siebie z odartymi kolanami w tej wielkiej ucieczce. Mogła się teleportować na półkę. Nie zdążyła jednak dokończyć, bo wtedy obie usłyszały ryk i choćby chciała się oszukać, to byłoby to szalenie trudne. To był ryk wściekłości. – teleportuję… – dokończyła i mimowolnie odwróciła głowę w stronę źródła tego ryku. – Będę cię osłaniać – tak będzie bezpieczniej dla Brenny. Bo gdyby jednak smok chciałby je spalić żywcem… no Victoria to przeżyje. Brenna… Niekoniecznie. – No dalej! – ponagliła nawet Longbottom, nim sama teleportowała się te dwa metry w górę na półkę skalną.