Z Augustusem nie rozmawiała od dwóch dni, nie pisała do niego, starała się nie myśleć nawet o tym osobniku płci przciwnej. Zamiast tego w jej głowie pojawiał się ciągle obraz Olivii z tamtej nocy. Olivii poważniejszej, ostrożniejszej, takiej która nie tańczyła w szalony sposób, odtrącała mężczyzn i mniej piła. Nie była pewna, czy to się jej tylko wydawało, czy też nie, ale wbiła się w ferwor pracy, została wczoraj po godzinach, spała dzisiaj zalewie pięć godzin z przerwami, bo ciągle śnił się jej Rookwood, ale istniała i egzystowała dzięki kawie.
Sytuacja krytyczna! Avelina zerwała się z pracy jak poparzona, gdy dostała list od rudej, o której chwilę temu myślała. Na szczęście dzisiaj był dzień, w którym jej szef był z nią i mogła się stamtąd wyrwać bez najmniejszego problemu. Napakowała nawet eliksiry lecznicze w razie, gdyby dziewczynie stała się jakaś krzywda. Przeniosła się pod jej dom, wbiegła do środka, przywitała oczywiście z jej mamą i natychmiast poleciała do Olivii. Nawet na nią nie patrząc wpadła do pomieszczenia, w którym się znajdowała i wylała z siebie potok słów.
– Mam ze sobą kilka eliksirów, co się stało? Czy wszystko w porządku? Jaki mężczyzna ma zostać otr… – gdy jej brązowe oczy spojrzały na rudą dziewczynę natychmiast przerwała swój wywód. Zatkało ją, a po chwili Avelina wybuchła ogromnym śmiechem. Upadła nawet na kolana, bo widok kaktusowej Quirke był widokiem niecodziennym. – Co ty masz na głowie? Jak to się stało? Komu podpadła? Czy znowu wzięłaś jakieś cukierka obcego chłopca? – zadała jej pytania, gdy tylko uspokoiła swój napad śmiechu, wyciągnęła ze swojej torby aparat i nim Olivia mogła zareagować zrobiła jej zdjęcie polaroidem. – Rymów uwiecznić nie mogłam, ale to… jest cudo – podeszła do niej już poważniejąc i przyglądając się jej uważnie. Uniosła dłoń i dotknęła jej kaktusa na głowie. – Wiem, że potrzebujemy miejsca do uprawy ziół, ale głowa nie jest dobrym materiałem na to, a kaktus zdecydowanie nam się nie przyda – parsknęła pod nosem. – Jak to się stało?