Drobnej blondynki nie przypominał. Pomylić się go z Cynthią niestety nie dało. Mierzący nieco ponad dwa metry, z lekkim zarostem na twarzy, krótkimi włosami w kolorze brązowym, był po prostu Theonem. Tym samym, którego znała od wielu lat, tak od najlepszej jak i od tej gorszej strony, a jednak, pomimo tego... zdecydowała się zaryzykować.
Wiedział, że to wszystko popsuł w sposób iście koncertowy. Zdawał sobie z tego faktu sprawę. Nawet jeśli nie było to celowe, świadome, w jaki sposób miał się jej wytłumaczyć? Zwłaszcza, że nie ograniczało się to przecież do samego tylko pocałunku. Jakby tego było za mało, to jeszcze po tym całym Beltane zapadł się pod ziemie.
Zamiast zająć się sprzątaniem całego tego bałaganu, spał sobie w najlepsze.
A po takim czasie, po ponad miesiącu od tamtych wydarzeń, uporanie się z tym wcale nie było prostsze...
- Nie mogą się równać z brunetkami. - nie do końca wiedział, w jaki sposób zareagować na jej słowa; w jaki sposób powinien z Lycoris rozmawiać. Miała prawo być na niego zła. Miała prawo być wściekła. Czuć się zraniona, zdradzona, oszukana.
Porzucona.Niepewnie przestąpił z nogi na nogę. Co dalej? Powinien się wycofać? Uciec z tego nieszczęsnego prosektorium? A może wręcz przeciwnie - zaryzykować i podejść do niej? Powiedzieć przepraszam? Spróbować porozmawiać? Zanim zdążył podjąć jakąś decyzję, Lycoris odezwała się ponownie. Zwróciła uwagę na te nieszczęsne babeczki.
Może przyniesienie ich tutaj nie było dobrym pomysłem?
- Ostro. - skomentował. Zamiast wycofać się, odstawił pudełko z babeczkami na najbliższy mebel. Była to pierwsza lepsza szafka. - Chce jakoś to wszystko poukładać. Wytłu...
Oderwała się od mikroskopu. Wreszcie przeniosła spojrzenie na niego - na dłużej niż tylko kilka sekund; niż kilka krótkich chwil. Był w stanie zinterpretować to, co chciała mu przekazać. Nie był głuchy, doskonale słyszał słowa jakie padły z jej ust.
Westchnął tylko, zanim kiwnął głową i wycofał się z pomieszczenia. Dał jej spokój.
Przynajmniej chwilowo.
Następnego dnia nie spotkali się, ale na jej biurku czekała kawa. Kolejnego dołączył do niej jedną czekoladową żabę, a w czwartek - opakowanie czekoladek z kartką zawierającą napis przepraszam oraz prośbę o rozmowę. W piątek nie odważył się pokazać, ale kolejny kubek kawy stał na swoim miejscu. Na dalsze podchody zabrakło mu chęci we wtorek. Nigdy nie był szczególnie cierpliwy, nie potrafił zbyt długo czekać. Niby jeszcze kilka dni temu chciał, żeby to od niej wyszła chęć spotkania, ale długo w tym postanowieniu nie wytrwał.
Tym razem nie zaryzykował przynoszenia do prosektorium czegokolwiek. Zjawił się na miejscu z pustymi rękoma. Była to standardowa pora, te same godziny, w których jeszcze nie tak dawno temu miał w zwyczaju odwiedzać przyjaciółkę. Czasem przynosił wówczas coś na ząb, jakąś drobną przekąskę lub coś słodkiego. Zależnie od tego na co sam miał ochotę. Teraz wolał się do tej tradycji w swoim zachowaniu nie odwoływać.
Czy był to błąd?
- Widziałem, że Cynthia gdzieś wyszła. - odezwał się, ledwie tylko wszedł do środka. Kręcił się w okolicy już wcześniej, wyczekując odpowiedniego momentu. Musiał z Lycoris porozmawiać w cztery oczy. Nie potrzebowali świadków. Dodatkowej pary uszu i oczu. - Możemy porozmawiać? Proszę?
Nadzieja matką głupich, ale liczył na to, że jeśli nie odpuści, nadal będzie w jakiś sposób obecny w jej życiu, to za jakiś czas będzie skłonna z nim porozmawiać. Może uda im się dojść do porozumienia? Wyjaśnić sprawy? Naprawdę nie chciał do tego wszystkiego doprowadzić. Zranić jej.
Wszystko potoczyło się niestety w taki a nie inny sposób.