21.11.2022, 13:34 ✶
Był złudny jak gwiazdy odbijające się nocą na powierzchni stawu; jego spokój łatwy był do pomylenia z niewzruszeniem firmamentu, blask odbijający się od jego powierzchni nęcił zaś każdego, kto znalazł się niebezpiecznie blisko. Ostatecznie wciągał w głąb każdego śmiałka, który odważył się zanurzyć pod migotającą taflą, usuwał dno spod jego stóp i zamykał nad nim swe czarne wody.
Taki los spotkał właśnie Lorettę, która nabrać dała się na pozory spokoju Leandra; w rzeczywistości bowiem daleko było mu do wcielenia w życie stoickich nauk. Był jak uśpiony Wezuwiusz, a ona była jego Pompejami, choć sprytnie udawał, że ich role w związku są odwrotne. Przyznać musiał wreszcie przed samym sobą, że wielką przyjemność sprawiało mu, gdy unosiła się gniewem, gdy rzucała się i prychała niczym dzika kotka (podobna do tej, którą przed laty zakopał żywcem tuż obok, zaraz pod różanym krzewem). Triumfował, gdy jego słowa sprawiały jej ból, a ona nie była w stanie go ukryć.
— Nie uciekniesz przede mną — wyszeptał jeszcze, nim zaatakowała go swymi ustami. Skłamałby, gdyby przyznał, że jej nie chciał. Pragnął ją wziąć, choćby tu i teraz, na wilgotnej od rosy trawie, pośród cierni matczynego ogrodu, nie martwiąc się o to, czy ktoś ich zobaczy. A niechże i widzą! Niech widzą, że Loretta należy tylko do niego, że jest jego własnością i że może zrobić z nią wszystko, na co tylko ma ochotę. Uznał jednak, że to zbyt prymitywne, a poza tym, panna Lestrange ewidentnie do tego doprowadzić.
Nie zamierzał dać jej tej satysfakcji i pociągnął ją za włosy, odsuwając jej twarz od swojej.
— Chcę się z tobą ożenić. Ustalmy datę ślubu — zaproponował.
Taki los spotkał właśnie Lorettę, która nabrać dała się na pozory spokoju Leandra; w rzeczywistości bowiem daleko było mu do wcielenia w życie stoickich nauk. Był jak uśpiony Wezuwiusz, a ona była jego Pompejami, choć sprytnie udawał, że ich role w związku są odwrotne. Przyznać musiał wreszcie przed samym sobą, że wielką przyjemność sprawiało mu, gdy unosiła się gniewem, gdy rzucała się i prychała niczym dzika kotka (podobna do tej, którą przed laty zakopał żywcem tuż obok, zaraz pod różanym krzewem). Triumfował, gdy jego słowa sprawiały jej ból, a ona nie była w stanie go ukryć.
— Nie uciekniesz przede mną — wyszeptał jeszcze, nim zaatakowała go swymi ustami. Skłamałby, gdyby przyznał, że jej nie chciał. Pragnął ją wziąć, choćby tu i teraz, na wilgotnej od rosy trawie, pośród cierni matczynego ogrodu, nie martwiąc się o to, czy ktoś ich zobaczy. A niechże i widzą! Niech widzą, że Loretta należy tylko do niego, że jest jego własnością i że może zrobić z nią wszystko, na co tylko ma ochotę. Uznał jednak, że to zbyt prymitywne, a poza tym, panna Lestrange ewidentnie do tego doprowadzić.
Nie zamierzał dać jej tej satysfakcji i pociągnął ją za włosy, odsuwając jej twarz od swojej.
— Chcę się z tobą ożenić. Ustalmy datę ślubu — zaproponował.