26.12.2023, 13:46 ✶
– Spudłował, jasne. Uskoczyłam! Gdybym nie uskoczyła, nie byłoby mnie już na tym świecie, bo przecież jakby coś ujebało jego albo resztę, to mogłabym ich odratować, ale odwrotnie? Nigdy – prychnęła Nell, a potem… pokazała Lecie język, kiedy ta zaczęła bronić Jamila i zapewniać, że na pewno nie zrobił niczego specjalnie. – A waszemu opiekunowi to ja bardzo, bardzo współczuję i wcale się mu nie dziwię, bo to jasne, że jak coś się dzieje, to zaraz wyjdzie, że to wina Anwara…
– Powinnaś współczuć mnie – wtrącił Cathal, wciąż spokojnym tonem.
Bywały chwile, gdy miał wrażenie, że jego życie przybrało odrobinę dziwny obrót i zastanawiał się, dlaczego przyciągał głównie tak niekonwencjonalnych pracowników. W tej chwili żałował także, że nie wrzucił wianka Lety Crouch do ognia, bo mieliby spokój – szepty o tegorocznym rytuale Beltane doszły już jego uszu i łatwo było domyśleć się, że najwyraźniej Leta była wyjątkowo na ten podatna.
– I nie mam zamiaru wpychać w diabelskie sidła siebie. Rozważam, które z was jest najbardziej irytujące i bez którego z was wykopaliska najmniej ucierpią…
– W sumie to najbardziej współczuję sobie – stwierdziła Nell kapryśnie, przerywając Shafiqowi. Zakasała rękawy i ruszyła ku diabelskim sidłom, najwyraźniej nie zamierzając czekać dłużej. – Nie mogę ich spalić od razu, bo kij wie, czy nie uszkodzę czegoś, co jest dalej, więc po prostu rzućcie lumos i przełaźcie – dorzuciła, machając kilka razy różdżką. Najpierw wycięła największe, grube gałęzie, które z łatwością mogłyby kogoś zadusić, usunęła te spowijające podłogę, a potem zalała światłem pozostałe, tak że zaczęły się cofać, otwierając przejście.
Do sali, którą Leta Crouch już poznała.
Cathal ruszył jako pierwszy, z różdżką rozświetloną za pomocą lumos. By otworzyć drzwi na krańcu korytarza, potrzebował użyć kilku zaklęć, ale w końcu stanęły otworem. Odsłoniły pomieszczenie, którego ściany ginęły w mroku.
Ciała, czy też raczej pozostałości po ciałach – jak Ginny, jako medyk, mogła łatwo ocenić, leżące tutaj nie od roku, dziesięciu czy nawet stu lat, a dłużej, zapewne od zagłady wioski – na posadce.
I filar w samym centrum sali.
Tym razem nie błyszczał. Wyglądał dokładnie jak te, otaczające wioskę - kamienny, pokryty znakami, jeżeli magiczny... to w tej chwili nieaktywny. Chociaż Leta ze swojego "snu" zapamiętała błękitne błyski.
– Powinnaś współczuć mnie – wtrącił Cathal, wciąż spokojnym tonem.
Bywały chwile, gdy miał wrażenie, że jego życie przybrało odrobinę dziwny obrót i zastanawiał się, dlaczego przyciągał głównie tak niekonwencjonalnych pracowników. W tej chwili żałował także, że nie wrzucił wianka Lety Crouch do ognia, bo mieliby spokój – szepty o tegorocznym rytuale Beltane doszły już jego uszu i łatwo było domyśleć się, że najwyraźniej Leta była wyjątkowo na ten podatna.
– I nie mam zamiaru wpychać w diabelskie sidła siebie. Rozważam, które z was jest najbardziej irytujące i bez którego z was wykopaliska najmniej ucierpią…
– W sumie to najbardziej współczuję sobie – stwierdziła Nell kapryśnie, przerywając Shafiqowi. Zakasała rękawy i ruszyła ku diabelskim sidłom, najwyraźniej nie zamierzając czekać dłużej. – Nie mogę ich spalić od razu, bo kij wie, czy nie uszkodzę czegoś, co jest dalej, więc po prostu rzućcie lumos i przełaźcie – dorzuciła, machając kilka razy różdżką. Najpierw wycięła największe, grube gałęzie, które z łatwością mogłyby kogoś zadusić, usunęła te spowijające podłogę, a potem zalała światłem pozostałe, tak że zaczęły się cofać, otwierając przejście.
Do sali, którą Leta Crouch już poznała.
Cathal ruszył jako pierwszy, z różdżką rozświetloną za pomocą lumos. By otworzyć drzwi na krańcu korytarza, potrzebował użyć kilku zaklęć, ale w końcu stanęły otworem. Odsłoniły pomieszczenie, którego ściany ginęły w mroku.
Ciała, czy też raczej pozostałości po ciałach – jak Ginny, jako medyk, mogła łatwo ocenić, leżące tutaj nie od roku, dziesięciu czy nawet stu lat, a dłużej, zapewne od zagłady wioski – na posadce.
I filar w samym centrum sali.
Tym razem nie błyszczał. Wyglądał dokładnie jak te, otaczające wioskę - kamienny, pokryty znakami, jeżeli magiczny... to w tej chwili nieaktywny. Chociaż Leta ze swojego "snu" zapamiętała błękitne błyski.