Wiedziała, że nie było to zabawne, ale tak reagowała na stres i zagrożenie. Po prostu je bagatelizując i zajadając kanapkami, a raczej karmiąc innych dokoła, bo sama nie była teraz w stanie nic zjeść. Było jej wstyd, że weszła na szachownicę, ale wyglądała tak pięknie i magicznie w tym miejscu, że nie mogła się powstrzymać, aby tam wejść. Nie potrafiła grać, ale zawsze chciała się tej gry nauczyć. Najgorsze, że to był jedne z najgorszych momentów do tego. Spojrzała na Felixa mając nadzieję, że ten coś wymyśli. Był przecież sprytny, nie? Gdy ten zaczął gadać Elaine zamrugała kilka razy słuchając tego, co mówił. Dziewczyna nie była zbyt bystra jeśli chodziło o takie rzeczy. Ugotuje ci perfekcyjnie doprawione danie w kuchni, ale nie zrozumie wywodu na temat Hogwartu i tych szachów.
– Feliiiix! Nooo! Nie stresuj mnie! – krzyknęła na niego rozglądając się i zasłaniając na chwilę uszy, gdy jeden z białych pionków poruszył się do przodu. – On jest na polu z literką z mojego imienia i to jest chyba pole cztery – powiedziała patrząc na to, gdzie pojawił się pionek przeciwnika. – Mogę postawić tego samego pionka na tym polu przed nim? Czy jak? Poruszył się o dwa pola? Nasz też ma się tak poruszyć? – zapytała patrząc na Felixa podrygując nerwowo nogą. – To by było pole pięć? Czy musze powiedzieć numer pola naszego pionka, a potem tego na który ma iść?