- Myślę, że tak, przecież oni bez alkoholu nie potrafiliby się bawić, zresztą popatrz nawet jak piją mają kije w dupie.- Powiedziała trochę ciszej do Camerona, miała w sobie jeszcze odrobinę przyzwoitości. Ona również sięgnęła po kolejny kieliszek szampana, chociaż powoli zaczynała czuć lekki szum, wypiła już dzisiaj trochę. Nie, żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Wszak po to się tutaj znaleźli, aby się wyśmienicie bawić, a że alkohol był za darmo, to nie zamierzała go jakoś specjalnie unikać.
- Poznaj historię, a później się nią podziel, może nauczę się rzucać takie zaklęcia, to by było dopiero coś!- Odparła z entuzjazmem, bo w przeciwieństwie do Lupina średnio ją obchodziło w jaki sposób wyleczyli poszkodowaną, dużo bardziej ciekawa była jakim cudem udało się komuś rzucić takie silne zaklęcie. Też by tak chciała umieć! - Napisz, od razu!- Nie przyjmowała nawet, że mogłoby być inaczej.
- Tak anatomia, to coś na czym znamy się średnio i ja i Charles, na całe szczęście mamy Ciebie nasz specjalisto.- Nie było co ukrywać, że ani ona ani Rookwood specjalnie nie znali się na leczeniu, ba mieli nawet problem z określeniem swoich urazów. Na całe szczęście Cameron zawsze był z nimi. Ogólnie każde z ich trójki było lepsze w zupełnie innych dziedzinach, co nieźle spinało się w całość, gdyż razem mogli wszystko. Tak się przynajmniej wydawało pannie Wood. - Podaj tylko czas i miejsce, a się zjawię!- Perspektywa korepetycji z anatomii wydawała się jej być bardzo ekscytująca. - Swoją droga, te palce Ci urosły, czy nie zostały zeżarte?- Nie do końca potrafiła sobie przypomnieć przebieg pamiętnych, a raczej nie do końca pamiętnych wydarzeń przy fontannie.
Posłuchała tego, co mówił Cam i przeniosła spojrzenie na Erika. Przyglądała mu się uważnie, po czym wróciła wzrokiem do przyjaciela. - Może i by nieźle wyglądał, ale znam takich, co wyglądaliby zdecydowanie lepiej, jedna z tych osób siedzi tuż obok mnie.- Posłała kolejny tego wieczora uśmiech Lupinowi. Longbottom to zdecydowanie nie był jej target, był za stary. - W ogóle mega to słabe, że oni muszą płacić za to, żeby wyjść z kimś na kolację, nie sądzisz?- Nie do końca rozumiała ideę licytacji brata Brenny. - Myślisz, że jakbym do niego podeszła i zaproponowała spotkanie to by odmówił?- Była ciekawa opinii Camerona.
Ich rozmyślenia na temat licytacji przerwała obecność osoby trzeciej. Heather wyprostowała się na krześle, tak bardzo zaabsorbowała się rozmową z przyjacielem, że nie zauważyła, kiedy dziennikarka pojawiła się tuż przed nimi. Miała świadomość, że to może się zdarzyć, wszak wiele osób interesowało się jej życiem - nie była w końcu anonimowa. Kiedy kobieta zadała jej pytanie, mrugnęła tylko do Camerona i pozwoliła sobie spleść palce swej dłoni z jego. - Tak, narzeczony, jeden z wielu, tylko coś zwleka z pierścionkiem.- Udała niezadowolenie. - Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała wyjść za następnego, czekam tylko na to, który mi się pierwszy oświadczy.- Widziała, że pióro notuje wszystko, o czym mówi. Była ciekawa jak tym razem przeinaczą jej słowa, z doświadczenia wiedziała, że to, co mówi w ogóle nie jest istotne, bo oni i tak napiszą to, co tłumy chcą usłyszeć.