26.12.2023, 21:19 ✶
Zasadniczo Brenna wciąż uważała, że przyprowadziła ją tutaj nadmierna paranoja. W głębi ducha chyba nie wierzyła, że faktycznie dojdzie do ataku na jednego z Prewettów. (Bo ataku na konie Prewettów nie spodziewała się wcale.)
A jednak… wolała dmuchać na zimne. Zwłaszcza po tym, co stało się w New Forest na koniec czerwca, do tej pory obciążając jej sumienie, bo przecież jeżeli to przez tamtą noc zwrócono by teraz uwagę na Laurenta… Została więc na miejscu, chociaż Laurent znikł, i wtedy, gdy wezwano gdzieś Bulstroda. Pokłóciła się krótko z Vincentem, który oczywiście po dostaniu listu, że najlepiej, gdyby wypierdolił z New Forest na najbliższe parę dni, postanowił zostać w New Forest (i prawdopodobnie pozostawiła Lestrange w głębokim przekonaniu, że ona i Prewett mają ochotę się nawzajem zamordować), a potem zostawiła go z Victorią i zrobiła to, co już parę razy uskuteczniała nocą. Czyli zmieniła się w wilka, by pokręcić się w pobliżu budynków. Łatwiej było się w tej formie skryć, węch działał znacznie lepiej niż ludzkie oczy… a i po prostu w wilczej postaci myśli i uczucia stawały się mniej skomplikowane: Brenna zaś w tej chwili bardzo nie chciała myśleć za wiele. I nie zastanawiać się, czy przypadkiem zaraz nie wyczuje, że komuś – grozi – niebezpieczeństwo.
Nie zapuszczała się zbyt głęboko w las – nie chciała wpaść na niebezpieczne zwierzęta, dla których azylem był rezerwat, ale i po prostu spodziewali się, że celem potencjalnego ataku będzie Laurent. (Całe szczęście, że Brenna nie była jasnowidzem, tylko widmowidzem, i nie miała pojęcia, co ten teraz i z kim wyrabia.) To zaś oznaczało, że trzymała się względnie blisko domu.
Jeden z mechanicznych koliberków Pandory przeleciał tuż nad wilczym łbem. Brenna uniosła głowę i zaczęła węszyć. Szukała zapachów: obcych, ale i po prostu zwierzęcych, zwiastujących, że powinna zmienić trasę, by nie wpaść na jakieś magiczne stworzenie.
Percepcja, węch
A jednak… wolała dmuchać na zimne. Zwłaszcza po tym, co stało się w New Forest na koniec czerwca, do tej pory obciążając jej sumienie, bo przecież jeżeli to przez tamtą noc zwrócono by teraz uwagę na Laurenta… Została więc na miejscu, chociaż Laurent znikł, i wtedy, gdy wezwano gdzieś Bulstroda. Pokłóciła się krótko z Vincentem, który oczywiście po dostaniu listu, że najlepiej, gdyby wypierdolił z New Forest na najbliższe parę dni, postanowił zostać w New Forest (i prawdopodobnie pozostawiła Lestrange w głębokim przekonaniu, że ona i Prewett mają ochotę się nawzajem zamordować), a potem zostawiła go z Victorią i zrobiła to, co już parę razy uskuteczniała nocą. Czyli zmieniła się w wilka, by pokręcić się w pobliżu budynków. Łatwiej było się w tej formie skryć, węch działał znacznie lepiej niż ludzkie oczy… a i po prostu w wilczej postaci myśli i uczucia stawały się mniej skomplikowane: Brenna zaś w tej chwili bardzo nie chciała myśleć za wiele. I nie zastanawiać się, czy przypadkiem zaraz nie wyczuje, że komuś – grozi – niebezpieczeństwo.
Nie zapuszczała się zbyt głęboko w las – nie chciała wpaść na niebezpieczne zwierzęta, dla których azylem był rezerwat, ale i po prostu spodziewali się, że celem potencjalnego ataku będzie Laurent. (Całe szczęście, że Brenna nie była jasnowidzem, tylko widmowidzem, i nie miała pojęcia, co ten teraz i z kim wyrabia.) To zaś oznaczało, że trzymała się względnie blisko domu.
Jeden z mechanicznych koliberków Pandory przeleciał tuż nad wilczym łbem. Brenna uniosła głowę i zaczęła węszyć. Szukała zapachów: obcych, ale i po prostu zwierzęcych, zwiastujących, że powinna zmienić trasę, by nie wpaść na jakieś magiczne stworzenie.
Percepcja, węch
Rzut Z 1d100 - 2
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.