Tristan taką zabawę w rozwiązywanie zagadek w terenie, postawiony przed faktem dokonanym, mógł poczuć się jak na misji, wysłany przez Biuro Aurorów jako auror w teren. Przywoływało to wspomnienia, ale też próbował być tu i teraz. Niektóre jednak odruchy wciąż mu towarzyszyły, jak ochronienie Olivii przed atakiem… błota. Był świadomy tego, że to jakiś rodzaj zabawy. Ale nie mając pojęcia na czym to polega, nie mógł myśleć inaczej. Dlatego obawy, lęk i inne cechy, zamiast śmiania się mogą mu towarzyszyć.
To jednak nie znaczyło nic złego.
Olivia widziała zachodzące w nim zmiany. Próbowała go uspokoić. Słuchał jej i nawet spojrzał, widocznie orientując się, jak bardzo na poważnie to wszystko wziął. Chcąc wydostać ich z tej pułapki. Za bardzo się przejmował.
Zrelaksować się. Gdyby tylko potrafił. W tej ciemności ledwo widzącej otoczenie, gdyby nie światło z ich różdżek. Przeniósł wzrok przed siebie i zamknął oczy. Wziął parę wdechów i wydechów, jakby miało mu to w czymś w ogóle pomóc. Quirke myślała w tym czasie nad rozwiązaniem zagadki. Kiedy się odezwała, Tristan otworzył oczy i spojrzał na nią. Od tego powinni może zacząć. Przyjaźń i szczęście. Dalej poszliby w kolejności, jaką podkreślił w zagadce. Skinął głową w zgodzie, aby spróbowała. Nawet posłał jej lekki uśmiech. Być może teraz wiedzieli czego się spodziewać, jeżeli znów ustawią złą kolejność kamieni pod drzewami. Dostała od niego zielone światło. Przy czym, przygotowywał jej po kolei kamienie z runami, podświetlając jej drogę pod nogami, aby mu nie wpadła w jakieś sidła.
Jej obecność i jej słowa, dawały ukojenie jego nerwom i niepokojowi. Uśmiechnął się także w momencie, kiedy wspomniała, że go ochroni. Jeżeli nie wiedziała, robiła to cały czas. Swoją obecnością. Swoim uśmiechem. Swoimi słowami. W ten sposób czuł, że nie jest sam.