Kwestia korzystania z pomocy mieszkańców, którzy mogli się okazać mugolami albo szlamami została wyjaśniona. Jego syn zadał bardzo dobre pytanie, na które zamierzał odpowiedzieć. To nie była żadna tajemnica. Na bazarze Lovegoodów nie szukał niczego, co byłoby czarnomagiczne. Po to udałby się na Nokturn.
— Księgi. Może coś innego mnie zainteresuje. — Odpowiadając na pytanie swojego syna Chester miał nadzieję, że zaspokoi w ten sposób jego ciekawość. Poza starodawnymi księgami interesowały go te dotyczące teorii magii. Poza tym nie wykluczał zakupienia przedmiotów niezwiązanych ze swoimi dążeniami, o których nie zamierzałem opowiadać swojemu potomkowi. — Poza tym... słyszałem, że można znaleźć na tym bazarze nawet żonę. — Wspomniał o tym mimochodem, jako że jego najstarszy syn wciąż nie miał żony. Można to uznać za swoisty żart z jego strony. Znaleziona na bazarze kobieta nie byłaby odpowiednia dla jego pierworodnego, zwłaszcza że najpewniej w jej żyłach nie płynęłaby czysta krew.
— Synu, weź się w garść. To tylko świnie w zagrodzie, z której nic ci nie zrobią. — Zwrócił się do niego poważnym tonem nakazując mu opanowanie się. To było niepoważne aby bać się świń. Nie zamierzał zrobić nic więcej dla swojego syna. Nie wyciągnie różdżki i nie wykończy tych zwierząt po to aby Augustus przestał odczuwać paniczny lęk. Obawiał się, że właściciele gospodarstwa nie byliby tak wyrozumiali gdyby to zrobił. Nie zamierzał zrobić czegoś zgoła odwrotnego - chwycić swojego syna za ubranie i wrzucić wprost do zagrody - z tego względu, że musieliby się tłumaczyć właścicielom. Oczyszczenie ubrania z błota, resztek jedzenia i odchodów zwierząt stanowiłoby dla nich najmniejsze zmartwienie.
Wszystko powinno stracić na znaczeniu w obliczu tego, co miało miejsce w następnej chwili. Ich oczom ukazał się bezgłowy mężczyzna, biegnący... wręcz szarżujący ku nim. W naturalnym dla siebie odruchu chciał sięgnąć po swoją różdżkę. Wszystko jednak stało się zbyt szybko, że nawet nie zdążył tego zrobić. Na domiar tego mężczyzna okazał się niematerialny niczym duch. W momencie swojego kontaktu z nim poczuł dziwny chłód, który nie opuścił jego ciała po tym jak pozbawione głowy widmo wbiegło między drzewa i zniknęło bezpowrotnie, nie robiąc im krzywdy. Jeszcze nie wiedział że odczuwany przez niego chłód nie opuści go do końca dnia.
— Synu, czy tobie też się wydaje... że to widmo czegoś szuka? — Postanowił podzielić się z Augustusem tym wrażeniem, licząc na to że jego syn zdołał się opanować i go słucha. Potarł ramiona jakby to miało pomóc na odczuwany przez niego przedziwny chłód. Pierwszą i całkiem prawdopodobną możliwością było to, że zjawa szukała swojej głowy. Wolał nie rozważać innych opcji, że zamiast swojej głowy szukało kogoś. Warte rozważenia wydawało się, że szarżowało w ich stronę niczym wściekły buchorożec, ale nie było w stanie nic im zrobić i ostatecznie zniknęło między drzewami.