27.12.2023, 13:14 ✶
Z początku nie rozumiała, co Tristan robi. Schyla się po jakąś gałąź, a potem wchodzi do bajorka - po co? Obserwowała go więc w milczeniu, z mieszaniną niedowierzania i zainteresowania. Co on kombinuje? Zamierza zrobić jakiś mostek, a może myśli że uda im się przyciągnąć ten monolit do siebie? W to ostatnie nie wierzyła, podejrzewała że jest on jakoś połączony z dnem. Albo jest po prostu za ciężki. Ale nie, jednak Tristan miał co innego w głowie. Sprawdził poziom głębokości "jeziorka" i z zadowoleniem stwierdził, że wbrew wszystkiemu wcale tu nie jest tak głęboko, jak mógł podejrzewać. Błoto sięgałoby mu zaledwie do kolan, Olivii oczywiście wyżej.
- Myślałam, że jest głębiej - powiedziała, nachylając się nad gałęzią. Ta cała otoczka, te zagadki i atmosfera sprawiły, że Quirke naprawdę myślała, że będzie tu co najmniej kilka metrów do dna. A tu ledwo co przed pas w jej przypadku. - Potem się wyczyścimy, chodź!
Podskoczyła, zarzuciła plecak na ramiona (tym razem na oba, w razie jakby miała się wywrócić w tym bajorku), a potem chwyciła Tristana za rękę i lekko go pociągnęła za sobą. Nie było szans, żeby sam dotknął świstoklika - to nawet ona wiedziała, że dotknięcie go w pojedynkę sprawiłoby, że by się nagle rozdzielili. Przejście przez bajoro nie należało do najłatwiejszych zadań - błoto było gęste i mocno ograniczało ich ruchy. Udało im się jednak, po dłuższej chwili, znaleźć obok monolitu. Moneta była na wyciągnięcie ręki. Na "trzy" oboje ją złapali, szykując się do kolejnej podróży.
Wylądowali w lesie, a jakże, na kompletnym odludziu. Tym razem Olivia nie była w stanie powstrzymać torsji. zgięła się w pół i zwróciła niezbyt obfite śniadanie, które zjadła kilka godzin wcześniej. Podróże przy pomocy świstoklików czy fiuu były dla niej loterią, w przeciwieństwie do teleportacji, która zawsze kończyła się właśnie w ten sposób. Była jednak w stanie dość szybko się opanować - na jej szczęście, bo przecież zagadki miały ograniczenia czasowe.
Istotną różnicą było jednak powietrze. Pachniało słoną wodą, w oddali słyszeli też krzyki mew i uderzanie wzburzonych fal o skały. W oddali widzieli prześwit, ścieżkę którą mogli swobodnie przejść i wyjść na plażę. Tym razem również czekała na nich zagadka - tylko nie do końca wiedzieli, jaka dokładnie. Ktoś mocno się napracował, żeby zbudować ogromny zamek z piasku na środku opuszczonej, dzikiej plaży. Nawet okna zrobił i ozdobił całą budowlę muszelkami. Zamek wyglądał jak prawdziwy, miał nawet fosę, tylko że w niej nie było wody. Zapewne dlatego, że był zbyt daleko od morza. Ale miał nawet most zwodzony, zrobiony z patyczków. Nie działał, ale liczyły się chęci. Obok znajdowało się kilka wiaderek w różnych wielkościach i łopatki oraz grabki. W jednym wiaderku było sporo ślicznych muszelek i jakichś patyczków.
- Tu nic nie ma o dalszych stacjach, gdzieś powinna być instrukcja - powiedziała niepewnie, obchodząc zamek. - Nie przypomina ci to Hogwartu? Wygląda podobnie. Ale nie widzę żadnej kartki. I co niby tu mamy zrobić?
- Myślałam, że jest głębiej - powiedziała, nachylając się nad gałęzią. Ta cała otoczka, te zagadki i atmosfera sprawiły, że Quirke naprawdę myślała, że będzie tu co najmniej kilka metrów do dna. A tu ledwo co przed pas w jej przypadku. - Potem się wyczyścimy, chodź!
Podskoczyła, zarzuciła plecak na ramiona (tym razem na oba, w razie jakby miała się wywrócić w tym bajorku), a potem chwyciła Tristana za rękę i lekko go pociągnęła za sobą. Nie było szans, żeby sam dotknął świstoklika - to nawet ona wiedziała, że dotknięcie go w pojedynkę sprawiłoby, że by się nagle rozdzielili. Przejście przez bajoro nie należało do najłatwiejszych zadań - błoto było gęste i mocno ograniczało ich ruchy. Udało im się jednak, po dłuższej chwili, znaleźć obok monolitu. Moneta była na wyciągnięcie ręki. Na "trzy" oboje ją złapali, szykując się do kolejnej podróży.
Wylądowali w lesie, a jakże, na kompletnym odludziu. Tym razem Olivia nie była w stanie powstrzymać torsji. zgięła się w pół i zwróciła niezbyt obfite śniadanie, które zjadła kilka godzin wcześniej. Podróże przy pomocy świstoklików czy fiuu były dla niej loterią, w przeciwieństwie do teleportacji, która zawsze kończyła się właśnie w ten sposób. Była jednak w stanie dość szybko się opanować - na jej szczęście, bo przecież zagadki miały ograniczenia czasowe.
Istotną różnicą było jednak powietrze. Pachniało słoną wodą, w oddali słyszeli też krzyki mew i uderzanie wzburzonych fal o skały. W oddali widzieli prześwit, ścieżkę którą mogli swobodnie przejść i wyjść na plażę. Tym razem również czekała na nich zagadka - tylko nie do końca wiedzieli, jaka dokładnie. Ktoś mocno się napracował, żeby zbudować ogromny zamek z piasku na środku opuszczonej, dzikiej plaży. Nawet okna zrobił i ozdobił całą budowlę muszelkami. Zamek wyglądał jak prawdziwy, miał nawet fosę, tylko że w niej nie było wody. Zapewne dlatego, że był zbyt daleko od morza. Ale miał nawet most zwodzony, zrobiony z patyczków. Nie działał, ale liczyły się chęci. Obok znajdowało się kilka wiaderek w różnych wielkościach i łopatki oraz grabki. W jednym wiaderku było sporo ślicznych muszelek i jakichś patyczków.
- Tu nic nie ma o dalszych stacjach, gdzieś powinna być instrukcja - powiedziała niepewnie, obchodząc zamek. - Nie przypomina ci to Hogwartu? Wygląda podobnie. Ale nie widzę żadnej kartki. I co niby tu mamy zrobić?