27.12.2023, 13:49 ✶
Plan był dobry - teleportować się tam, gdzie raczej go nie zobaczą, a potem poobserwować trochę otoczenie, by upewnić się, że wszyscy są zajęci. Chociaż z tego co mu przekazano, to ci “wszyscy” to była jedna osoba. Co prawda nie do końca wierzył, że tak ogromny rezerwat można było zostawić pod opieką jednej osoby, ale może ta jedna osoba to był jakiś mocarz, który nie tylko konie oporządzi, ale i zamiecie schody? Nie miał powodu, by nie ufać osobie, która go wezwała i wysłała na tę misję, szukał więc wzrokiem parobka, służącego czy jak młody Prewett nazywał swoich pracowników.
Nie dostrzegł jednak niczego. Widział migoczące, miękkie światła w domu, czyli ktoś był w środku. No, czyli sprawa załatwiona, mógł przystąpić do działania, żodyn się go nie spodziewał, żodyn. Ostrożnie wyślizgnął się spomiędzy drzew, gratulując sobie doskonałego wyboru pory dnia. Czarna szata dodatkowo skrywała jego ciało, dzięki czemu powinno być go trudniej dostrzec, zwłaszcza jak szedł ostrożnie, rozglądając się na boki. Nie miał daleko do domu Prewetta, ale to nie dom był jego celem, a stajnia. By jednak tam dotrzeć, musiał przemknąć obok domostwa.
Cośtam słyszał z boku, lecz nie zwrócił na to uwagi. Jakby szum skrzydeł. Normalnie pewnie by to go zaalarmowało, ale przecież był w rezerwacie, o ile dobrze zapamiętał. Były tu nie tylko przerośnięte konie ze skrzydłami, ale i masa innych zwierząt, w tym ptactwa i zapewne nietoperzy, które o tej porze wylatywały na polowanie. Poza tym dostał obietnicę (zapewnienie?), że będzie tu jedna osoba. Z jedną osobą sobie poradzi, chociaż wolałby jednak uniknąć konfrontacji tuż przed atakiem na stajnię - to dlatego zachowywał jeszcze jakieś resztki ostrożności. Nie chciał zaalarmować zwierząt niepotrzebnym zamieszaniem. Abraksany były duże - i chociaż miał plan, jak pozbyć się głowy tego najcenniejszego, to nie zakładał on na żadnym etapie bawienie się w berka z koniem, szanujmy się, nie będzie za nimi biegał.
Nie chciał wyprzedzać faktów i informować parobka, że tu był, John starał się więc iść tak, żeby ciężko go było dostrzec z okna - jednak czy chcieć to móc? Musiał kilkadziesiąt metrów przejść tak, że był dość odsłonięty. Potem już wyszukiwał martwe strefy między oknami, ale przez dobrych kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, był na widoku, może trochę mniej. Jeśli nawet nie dostrzegliby jego sylwetki, to maska nie była w czarnym kolorze i nawet w mroku się odznaczała.
rzut na percepcję (koliberki i ludzie w oknach)
Nie dostrzegł jednak niczego. Widział migoczące, miękkie światła w domu, czyli ktoś był w środku. No, czyli sprawa załatwiona, mógł przystąpić do działania, żodyn się go nie spodziewał, żodyn. Ostrożnie wyślizgnął się spomiędzy drzew, gratulując sobie doskonałego wyboru pory dnia. Czarna szata dodatkowo skrywała jego ciało, dzięki czemu powinno być go trudniej dostrzec, zwłaszcza jak szedł ostrożnie, rozglądając się na boki. Nie miał daleko do domu Prewetta, ale to nie dom był jego celem, a stajnia. By jednak tam dotrzeć, musiał przemknąć obok domostwa.
Cośtam słyszał z boku, lecz nie zwrócił na to uwagi. Jakby szum skrzydeł. Normalnie pewnie by to go zaalarmowało, ale przecież był w rezerwacie, o ile dobrze zapamiętał. Były tu nie tylko przerośnięte konie ze skrzydłami, ale i masa innych zwierząt, w tym ptactwa i zapewne nietoperzy, które o tej porze wylatywały na polowanie. Poza tym dostał obietnicę (zapewnienie?), że będzie tu jedna osoba. Z jedną osobą sobie poradzi, chociaż wolałby jednak uniknąć konfrontacji tuż przed atakiem na stajnię - to dlatego zachowywał jeszcze jakieś resztki ostrożności. Nie chciał zaalarmować zwierząt niepotrzebnym zamieszaniem. Abraksany były duże - i chociaż miał plan, jak pozbyć się głowy tego najcenniejszego, to nie zakładał on na żadnym etapie bawienie się w berka z koniem, szanujmy się, nie będzie za nimi biegał.
Nie chciał wyprzedzać faktów i informować parobka, że tu był, John starał się więc iść tak, żeby ciężko go było dostrzec z okna - jednak czy chcieć to móc? Musiał kilkadziesiąt metrów przejść tak, że był dość odsłonięty. Potem już wyszukiwał martwe strefy między oknami, ale przez dobrych kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, był na widoku, może trochę mniej. Jeśli nawet nie dostrzegliby jego sylwetki, to maska nie była w czarnym kolorze i nawet w mroku się odznaczała.
rzut na percepcję (koliberki i ludzie w oknach)
Rzut 1d100 - 19