Uśmiechnął się w ten swój charakterystyczny, lekko cyniczny uśmiech, gdy Lestrenge wzięła od niego papierosa, nawet poklepał ja po głowie, aby się nie zamartwiała za bardzo. Nic się tu nie stanie, nikt ich nie zaatakuje, odpalił jej go i wrócił do obserwowania. Wtedy też dostrzegł jakiś ruch w oddali, zatrzymał się i zaczął intensywnie wpatrywać się w ten dziwny, nienaturalny i niepasujący do otoczenia punkt. Wpierw chciał zrzucić to na Brenne, ale jego oczom ukazała się biała maska, która migotała na tle ciemnego otoczenia.
– Ej, tam – szepnął ostro do Aurorki i wskazał punkt w oddali.
Dziewczyny jednak nie miały paranoi, a on nawet poczuł ukłucie wyrzutów sumienia, że tak o nich myślał. Nie miał jednak zamiaru ich przepraszać za to, a jedynie powiedzieć Brennie, że A NIE MÓWIŁEM? Dobrze, że został. Nikt nie miał takiego wzroku jak on, prawda? Był potężny i najlepszy i odrobinę zbyt narcystyczny. Uniósł swoja różdżkę, szepnął odpowiednią inkantację i machnął patykiem rzucając w stronę intruza zaklęcie pętające. Miał nadzieję, że Brenna była gdzieś niedaleko i zdąży do nich dołączyć. Miał nadzieję, że nie było ich tu więcej, bo mogłoby być kiepsko.
Rzut na kształtowanie, aby spętać dekla
Slaby sukces...