Lękowo obserwowała wskaźnik pięter wyczekując holu głównego. Nie dane jej było zakończyć swojego nieszczęścia. Winda zatrzymała się na jednym z pięter. Peppa starała się uspokoić. To na pewno losowy pracownik ministerstwa, który jej nie zna. Przecież zatrudnionych jest tu dziesiątki czarodziejów. Większość z nich jest dla niej zupełnie obojętna. To będzie tylko anonimowy pracownik...
Niestety nie tym razem.
Drzwi nie otworzyły się do końca, a przez dziewczę już przeszła fala ciepła. Znajoma sylwetka tyle razy jaśniała w odmętach jej wyobraźni swego czasu, że teraz w mgnieniu oka potrafiła dostrzec go na odległość. Peppa zastygła z wytrzeszczonymi oczami, a Rabastan zrobił krok w tył. Czy wiedział? Jak wiele wiedział?
Ale wszedł do środka. Nie patrzył już na nią. Zupełnie zignorował.
Nie wie — powtarzała sobie w myślach. Jakby mógł wiedzieć o jej przelotnym, ale intensywnym romansie, jaki odbyła z nim kilka lat temu poprzez intensywne wpatrywanie się w niego na korytarzach Hogwartu? Ale wciąż tu był. Czuła emanujące z niego ciepło, jego obecność elektryzowała wręcz powietrze w całej objętości windy. Ale to oczywiście były tylko jej urojenia.
Nie ruszyła się. Oczy wciąż wpatrzone w drzwi, które w końcu zamknęły się, a winda ruszyła dalej. I wydała dziwny dźwięk. Wtedy Peppa spojrzała na wskaźnik. Wciąż nie byli przy holu głównym.
Rozejrzała się za źródłem hałasu. Cóż za dziwy. A wtedy do niej przemówił.
Pierwszy raz odezwał się do niej. Marzyła o tym tak długo. Całe dwa miesiące urojonego romansu. I w końcu do tego doszło, ale w zupełnie nieoczekiwanych warunkach.
— Uhm, n-niestety nie wiem, pierwszy raz tu jestem... — odpowiedziała zgodnie z prawdą. Jej policzki pokryły się pąsem. Tak bardzo nie chciała pozwolić sobie na odgrzewanie dawnych uczuć. Ale przecież nic by się nie stało, gdyby ucięli sobie pogawędkę. On zapomniałby o tym tuż po wyjściu z windy, a ona zyskałaby ekscytujący skarb w postaci oszałamiającego wspomnienia.
Chciała znów otworzyć usta. Zapleść jakąś głupotkę, byle by pociągnąć konwersację. Ale winda się zatrzymała tak nieoczekiwanie, że żadne z nich nie było przygotowane na kontratak. Grawitacja podrzuciła ich zaskoczone serca, a dodatkowo popchnęła pannę Potter w ramiona Rabastana.
Myślała, że to już koniec. Że dzień rozmowy o pracę skończy się śmiercią. Ale otworzyła oczy i żyła. I cóż to było za życie...