Milczał, gdyż nie chciał jej bardziej rozdrażniać, widząc już z własnej obserwacji, że jest bardzo wrażliwa. Bardzo emocjonalna. To co miało miejsce w tych dwóch dniach, mocno odbiło się na jej psychice. Dlatego postanowił tematu nie drążyć. A dla spokoju jej duszy, odpowiedział to, co zapewne by chciała usłyszeć, ale on mógł się z tym nie zgadzać.
- Możesz to tak potraktować. Skupmy się jednak na swoim zadaniu.Odparł łagodnie i posłał jej lekki uśmiech, aby załagodzić atmosferę. Żeby Sarah nie rozmyślała nad niczym innym, jak tylko na dobrych kanapkach, które przygotowane z jej sprawnych i kobiecych dłoni, skosztują Ci, dla których były przeznaczone.
Przez cały ten czas pracy, pomagał dziewczynie w pakowaniu jedzenia, przestawiania skrzynek czy innych rzeczy, gdzie był potrzebny. W przeciwieństwie do panny Macmillan, z innych powodów nie mógł brać czynnego udziału w poszukiwaniach, czy pomaganiu w terenie. Z kolei użyczył swojej wiedzy i przekazał też znalezione przez siebie lecznicze zioła. Tak zleciał im czas.
- Nie masz za co przepraszać.Przyjął podziękowania, ale też zapewnił, że niczym według niego nie zawiniła. Po prostu emocje wzięły nad nią górę i nie była wstanie nad nimi panować. Polubił ją.
Do ich wspólnej modlitwy, nie dołączył. Musiał jeszcze gdzieś się udać, więc jak tylko pomógł posprzątać i dostał pozwolenie na opuszczenie namiotu, udał się w znanym sobie kierunku.