Po ostatniej swojej wizycie w Ministerstwie Magii, oraz uzyskaniu informacji rekrutacyjnych, przez cały wieczór Richard analizował sens, składania tam papierów. Lecz nie to było punktem skupiającym jego główną uwagę, ale dane adresowe mieszkania Stanleya Borgina. Chłopak wystosował prośbę o spotkanie. O ile Mulciber nie miał nic konkretnego w planie, mógł na takie spotkanie się zgodzić. Z jednej strony wyglądało trochę dziwnie, podejrzanie? Chłopak musiał go skojarzyć, ale bardziej przez Roberta. Innego wyjaśnienia Richard nie miał, bo nie on pracował w Ministerstwie. Czy może skupienie było na samym nazwisku Mulciber? Żeby tego się dowiedzieć, trzeba zaplanować spotkanie i udać na nie.
Z samego rana dnia kolejnego, a przed ich oficjalnym spotkaniem, Richard wysłał swoją sowę Sigurda z proponowanym terminem spotkania. Ta wróciła niedługo z potwierdzeniem i zaproszeniem, wspominając o adresie napisanym na odwrocie karteczki. Richard miał ją przy sobie. Robertowi o tym spotkaniu, nie wspominał.
Zaplanowanego dnia, w godzinie wieczornej, Richard ubrany w ciemne spodnie, jasną koszulę rozpiętą pod szyją i podwiniętymi rękawami, a także w ciemnym cienkim swetrze kamizelkowym, zjawił przed drzwiami do mieszkania Stanleya. Kiedy drzwi się otworzyły, został zaproszony do środka.
- Dobry wieczór.Odpowiedział tak samo, wchodząc głębiej i gdy drzwi się zamknęły, przywitał uściskiem dłoni z Borginem.
- Prosiłeś, to znalazłem czas.
Odparł na jego podziękowania. Nie wiedząc jeszcze w jakiej konkretnie sprawie, to spotkanie. Zaprowadzony najpewniej do części salonowej, słuchał propozycji Stanleya.
- Coś mocniejszego? Brzmi dobrze.
Zgodził się. Skoro otrzymał taką propozycję od gospodarza. Stanley jednak już na początek rozmowy, przeszedł do sedna sprawy. Richard w tym momencie, przerwał rozglądanie się po wnętrzu pomieszczenia, a skupił spojrzenie na Stanleyu. Co próbował mu powiedzieć? Przy jego zawahaniu, Mulciber zmarszczył brwi.
Chodziło o Roberta.
Słysząc to, Richard westchnął. Co jego brat znów odwalił?
- Miałem takie przeczucie…
Zaczął w odpowiedzi na słowa Stanleya, chcąc najpewniej nawiązać do sytuacji w Ministerstwie Magii, ale coś nie pasowało mu w wypowiedzi Borgina.
- Chwileczkę... Powiedziałeś Twojego ojca, a mojego brata? Robert, jest Twoim ojcem?
Zapytał z powagą, niedowierzaniem, próbując ukryć szok, chcąc chyba wierzyć w to, że się przesłyszał, albo coś źle zrozumiał. Brata Richard miał jednego. O potomstwie Roberta, wiedział jedynie o jego córce. O innych dzieciach nie było mu wiadome, jeżeli takie były. Musiała tutaj zajść jakaś pomyłka. Robert by mu powiedział przecież. Powiedziałby? Przypominając sobie wydarzenia z przed miesiąca, irytacja wzrosła. Odpowiedź nasunęła się sama... Nie powiedziałby. Ostatnio ciągle go okłamywał. Patrzył na Stanleya z wyczekiwaniem na wyjaśnienia. Potwierdzenia albo zaprzeczenia tego, co mu właśnie powiedział.