28.12.2023, 11:15 ✶
Poprzednia runda pominięta, bo przy 2 uzgodniłyśmy brak inicjatywy
Brenna kichnęła.
Raz, drugi, trzeci, aż z wrażenia usiadła na wilczym zadzie i potrząsnęła łbem, bo pośród kwiatków rosnących w pobliżu był chyba ten wstrętny, podstępny rumianek, na który była uczulona. Kwiatki. No naprawdę, kwiatki powoli stawały się jej przekleństwem. Chyba powinna zacząć ich unikać, jakby się tak zastanowić, to przynajmniej trzykrotnie miała ich dość w ostatnich miesiącach. Wstała i oddaliła się godnym krokiem oraz z urażoną miną – na tyle, na ile wilk mógł mieć urażoną minę – z niebezpiecznego terenu i…
…wtedy dotarły do niej najpierw krzyk Victorii, która raczej nie kazałaby nikomu biec bez potrzeby, a potem kolejne dźwięki. I Brenna nie zastanawiała się już nad rumiankiem, nad przekleństwem kwiatkowym, a gnała ile sił w łapach w stronę źródła krzyków. Nie kłopotała się zmienianiem z powrotem w człowieka, chociaż to zapewne byłoby znacznie rozsądniejsze, i mniej ryzykowne, ale po prostu w takich chwilach niekoniecznie kalkulowanie ryzyka było tym, co specjalnie zaprzątało głowę Brenny.
Ciemna wilczyca wypadła spomiędzy drzew, w samą porę, aby zobaczyć, jak luźne liny otaczają naśladowcę - którego w pierwszej chwili Brenna wzięła za śmierciożercę - a Vincent i Duma biegną w jego stronę...
Pod postacią wilka trudno było myśleć w pełni jasno. Nawet emocje stawały się nieco mniej skomplikowane. A jednak i tak sam widok tego śmiecia wystarczył, aby Brennę zalały gniew i nienawiść, jakie odczuwać potrafili chyba tylko ludzie. Nie pozostawiały miejsca już na nic, na żadną racjonalną myśl - i po prostu z rozpędu próbowała rzucić się na naśladowcę, by ugryźć rękę, w której trzymał różdżkę...
Brenna kichnęła.
Raz, drugi, trzeci, aż z wrażenia usiadła na wilczym zadzie i potrząsnęła łbem, bo pośród kwiatków rosnących w pobliżu był chyba ten wstrętny, podstępny rumianek, na który była uczulona. Kwiatki. No naprawdę, kwiatki powoli stawały się jej przekleństwem. Chyba powinna zacząć ich unikać, jakby się tak zastanowić, to przynajmniej trzykrotnie miała ich dość w ostatnich miesiącach. Wstała i oddaliła się godnym krokiem oraz z urażoną miną – na tyle, na ile wilk mógł mieć urażoną minę – z niebezpiecznego terenu i…
…wtedy dotarły do niej najpierw krzyk Victorii, która raczej nie kazałaby nikomu biec bez potrzeby, a potem kolejne dźwięki. I Brenna nie zastanawiała się już nad rumiankiem, nad przekleństwem kwiatkowym, a gnała ile sił w łapach w stronę źródła krzyków. Nie kłopotała się zmienianiem z powrotem w człowieka, chociaż to zapewne byłoby znacznie rozsądniejsze, i mniej ryzykowne, ale po prostu w takich chwilach niekoniecznie kalkulowanie ryzyka było tym, co specjalnie zaprzątało głowę Brenny.
Ciemna wilczyca wypadła spomiędzy drzew, w samą porę, aby zobaczyć, jak luźne liny otaczają naśladowcę - którego w pierwszej chwili Brenna wzięła za śmierciożercę - a Vincent i Duma biegną w jego stronę...
Pod postacią wilka trudno było myśleć w pełni jasno. Nawet emocje stawały się nieco mniej skomplikowane. A jednak i tak sam widok tego śmiecia wystarczył, aby Brennę zalały gniew i nienawiść, jakie odczuwać potrafili chyba tylko ludzie. Nie pozostawiały miejsca już na nic, na żadną racjonalną myśl - i po prostu z rozpędu próbowała rzucić się na naśladowcę, by ugryźć rękę, w której trzymał różdżkę...
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.