28.12.2023, 12:04 ✶
– W przypadku Henryka VIII nie miałabym problemów. Widziałam jego portret w muzeum. Wyglądał bardzo mało legendarnie – powiedziała Florence. Pozostałe nazwiska były już dla niej faktycznie tylko legendami, których zaledwie strzępki obiły się o uszy Bulstrode, bo nigdy nie interesowała się szczególnie mugolską historią, a w tej magicznej swoje miejsce miał tylko król Artur. Władca przeszłych i przyszłych dni, ten stojący na pograniczy dwóch światów, władający Bretanią i zwykłymi ludźmi, ale mający nadwornego maga, magiczny miecz i odchodzący ku mitycznej wyspie, by kiedyś z niej powrócić.
– Mówi pan prawie jak młody rewolucjonista o mugolskich korzeniach, gotów prowadzić na barykady, by obalić starą, skostniałą arystokrację – stwierdziła Bulstrode. Nie zdawała się tym rozzłoszczona, może nawet odrobinę rozbawiona, bo po jej ustach przebiegł lekki uśmiech nim sięgnęła ponownie po swoją filiżankę. – Mam wrażenie, że większość starych czarodziejskich rodzin dość mocno skupia się raczej na kontynuowaniu prac w konkretnych dziedzinach… chociaż jako córka Prewettówny nie mogę oburzać się o tę „dekadencję” – stwierdziła, a w jej oczach zaiskrzyła na moment iskierka rozbawienia. Ta „dziedzina” Prewettów to w końcu były hazard, wyścigi, karty. O ile Bulstrodowie byli rodem mocno neutralnym, skupionym na rozwijaniu tajemnic magii, przeszłości i przyszłości, o tyle pośród Prewettów nie brakowało nielegalnych działań – mieli zresztą o to w przeszłości spięcia z Longbottomami – i Florence nie wątpiła, ze alkohol czy narkotyki niektórym członkom rodziny ze strony matki nie były obce.
– Obawiam się, że tu nie chodzi o brak wrażeń czy nudę, a o to samo, co zawsze. Władzę, pieniądze i poczucie bycia lepszym od innych. Rozczarowanie zmianami, lęk przed stratą pozycji i pragnienie posiadania więcej. Wciąż uważam jednak, że mamy szczęście. Voldemort mógłby zagrać na nich znacznie lepiej, gdyby od razu nie ujawnił, jaką drogą podąży.
Nawet siedząc w tej kuchni, wiedziała, że w jej własnej rodzinie byli tacy, którzy będą walczyć z Voldemortem i z całych sił, ale byli i tacy, którzy mogliby go poprzeć. Gdyby od razu nie podążył krwawą ścieżką, gdyby nie ogłosił siebie jedynym lordem, czy nie zdołałby skusić jej najmłodszego brata? Czy nie zdołałby zagrać na poczuciu wyższości Edwarda Prewetta?
Własna megalomania Voldemorta i to, że nie krył swych okrucieństw, pozbawiły go części zwolenników.
– Mogliby naiwnie podążyć za nim, a dopiero potem odkryć, że już za późno, by się wycofać. A co do ofiary całopalnej… nie sądzę, żebyśmy mogli dopatrywać się ratunku u bogów.
– Mówi pan prawie jak młody rewolucjonista o mugolskich korzeniach, gotów prowadzić na barykady, by obalić starą, skostniałą arystokrację – stwierdziła Bulstrode. Nie zdawała się tym rozzłoszczona, może nawet odrobinę rozbawiona, bo po jej ustach przebiegł lekki uśmiech nim sięgnęła ponownie po swoją filiżankę. – Mam wrażenie, że większość starych czarodziejskich rodzin dość mocno skupia się raczej na kontynuowaniu prac w konkretnych dziedzinach… chociaż jako córka Prewettówny nie mogę oburzać się o tę „dekadencję” – stwierdziła, a w jej oczach zaiskrzyła na moment iskierka rozbawienia. Ta „dziedzina” Prewettów to w końcu były hazard, wyścigi, karty. O ile Bulstrodowie byli rodem mocno neutralnym, skupionym na rozwijaniu tajemnic magii, przeszłości i przyszłości, o tyle pośród Prewettów nie brakowało nielegalnych działań – mieli zresztą o to w przeszłości spięcia z Longbottomami – i Florence nie wątpiła, ze alkohol czy narkotyki niektórym członkom rodziny ze strony matki nie były obce.
– Obawiam się, że tu nie chodzi o brak wrażeń czy nudę, a o to samo, co zawsze. Władzę, pieniądze i poczucie bycia lepszym od innych. Rozczarowanie zmianami, lęk przed stratą pozycji i pragnienie posiadania więcej. Wciąż uważam jednak, że mamy szczęście. Voldemort mógłby zagrać na nich znacznie lepiej, gdyby od razu nie ujawnił, jaką drogą podąży.
Nawet siedząc w tej kuchni, wiedziała, że w jej własnej rodzinie byli tacy, którzy będą walczyć z Voldemortem i z całych sił, ale byli i tacy, którzy mogliby go poprzeć. Gdyby od razu nie podążył krwawą ścieżką, gdyby nie ogłosił siebie jedynym lordem, czy nie zdołałby skusić jej najmłodszego brata? Czy nie zdołałby zagrać na poczuciu wyższości Edwarda Prewetta?
Własna megalomania Voldemorta i to, że nie krył swych okrucieństw, pozbawiły go części zwolenników.
– Mogliby naiwnie podążyć za nim, a dopiero potem odkryć, że już za późno, by się wycofać. A co do ofiary całopalnej… nie sądzę, żebyśmy mogli dopatrywać się ratunku u bogów.