28.12.2023, 20:32 ✶
Ruda przewróciła oczami. Oczywiście, że były inne środki transportu, gdyby chciała to pewnie poleciałaby tam na miotle, bo przecież lubiła latać, ale... To było zbyt wolne. A Rycerza nie lubiła i to wcale nie dlatego, że był tam ten dziwny typ, który ją przerażał, a do którego wzdychało większość panien z Londynu. Olivia była aktualnie w na tyle skomplikowanej relacji uczuciowej, że wolała nawet nie myśleć o przebywaniu w jego towarzystwie. Zostawał jej więc kominek, chociaż pewnie ktoś by mógł stwierdzić, że przesadza z tym unikaniem Błędnego Rycerza.
W zasadzie to nie można było stwierdzić, czy dziewczyna była uprzedzona do mugolaków i mugoli w ogóle. Chyba nie - wydawała się być nieco kopniętą, ale dobrą osobą. Do jej piegowatej buzi nie pasował grymas złości czy obrzydzenia na widok mugolaków, a do ust: słowo szlama. Chociaż historia lubiła pokazywać, że nawet te najmilsze osoby potrafiły skrywać swoje tajemnice i ukrywać swoje poglądy. Czy wtedy jednak paradowałaby z mugolskim portfelem i tak po prostu rzucałaby go na ladę w magicznym sklepie? Jeśli tak, to musiałaby być wyjątkowo durna i bezmyślna. Czego w sumie też nie można było wykluczyć.
Zapłaciła, bo była uczciwa, i zaczęła pakować książki do płóciennej torby, gdy nagle jej ręka zawisła nad jedną z pozycji. Spojrzała z zaciekawieniem na Tristana.
- Języka migowego? - nie słyszała o czymś takim nigdy. To znaczy... No nie - nie słyszała, ale domyślała się, że to po prostu forma komunikacji między osobami, które nie potrafiły mówić. I chyba słyszeć? To by było logiczne. Nie chciała wyjść na niegrzeczną, ale w jej niebieskich oczach pojawiło się szczere zainteresowanie. Jak do nauki języków podchodziła jak pies do jeża (ach, jak kiedyś matka próbowała ją nauczyć francuskiego, bo to był "taki ładny język", to nakupowała jej podręczników i wszystkie zostały rzucone w kąt, bo według Olivii Francuzi brzmieli tak, jakby mieli żaby w ustach przez cały czas), tak ten ją z jakiegoś powodu zainteresował. Może dlatego, że o nim nie słyszała? Że był inny? I nie był werbalny? - Och, dobrze, wiem co kombinujesz, Emmet. Już uciekam, nie zawracam wam głowy, wbrew pozorom rozumiem wcale nie tak subtelne aluzje.
Ściągnęła brwi w wyrazie pozornej irytacji (którą łatwo było przejrzeć, bo chwilę po tym pojawił się na jej twarzy uśmiech), bo to "wcale" nie było podejrzane, że mężczyzna ją tak wyganiał, podrzucał propozycje i zachęcał do tego, by odwiedziła miasteczko. Najpewniej miał jej dość. Rozumiała to i szanowała, przecież ona miała niby wolne, a oni byli w pracy.
- On tak tylko żartuje: uwielbia jak tu przychodzę, mało kto zostawia tu tyle pieniędzy, po prostu się wstydzi że mnie aż tak polubił - szepnęła wcale nie teatralnie do Tristana, a potem obdarzyła oboje promiennym uśmiechem. Uniosła dłonie w obronnym geście. - Ale idę! Idę, nie przeszkadzam. Miło było cię poznać, Tristan.
Poprawiła torbę na ramieniu, uśmiechnęła się raz jeszcze i zrobiła dwa kroki w stronę drzwi. Zaraz jednak się wróciła po sakiewkę, której nie zabrała. Wzruszyła ramionami tak na wszelki wypadek, jakby któryś z mężczyzn chciał rzucić o tym jakiś niewybredny komentarz, a potem wyszła. Miała w cholerę do zrobienia - najpierw zrzucić książki do domu, a potem lecieć do Hogsmeade na złamanie karku. Ale wcześniej jeszcze pochodzi po innych księgarniach, ale wątpiła, czy to miało sens - skoro w Esach nie było książki, to pewnie w innych też nie ma. Ciężki dzień się szykował - i to znowu z jej własnej winy.
W zasadzie to nie można było stwierdzić, czy dziewczyna była uprzedzona do mugolaków i mugoli w ogóle. Chyba nie - wydawała się być nieco kopniętą, ale dobrą osobą. Do jej piegowatej buzi nie pasował grymas złości czy obrzydzenia na widok mugolaków, a do ust: słowo szlama. Chociaż historia lubiła pokazywać, że nawet te najmilsze osoby potrafiły skrywać swoje tajemnice i ukrywać swoje poglądy. Czy wtedy jednak paradowałaby z mugolskim portfelem i tak po prostu rzucałaby go na ladę w magicznym sklepie? Jeśli tak, to musiałaby być wyjątkowo durna i bezmyślna. Czego w sumie też nie można było wykluczyć.
Zapłaciła, bo była uczciwa, i zaczęła pakować książki do płóciennej torby, gdy nagle jej ręka zawisła nad jedną z pozycji. Spojrzała z zaciekawieniem na Tristana.
- Języka migowego? - nie słyszała o czymś takim nigdy. To znaczy... No nie - nie słyszała, ale domyślała się, że to po prostu forma komunikacji między osobami, które nie potrafiły mówić. I chyba słyszeć? To by było logiczne. Nie chciała wyjść na niegrzeczną, ale w jej niebieskich oczach pojawiło się szczere zainteresowanie. Jak do nauki języków podchodziła jak pies do jeża (ach, jak kiedyś matka próbowała ją nauczyć francuskiego, bo to był "taki ładny język", to nakupowała jej podręczników i wszystkie zostały rzucone w kąt, bo według Olivii Francuzi brzmieli tak, jakby mieli żaby w ustach przez cały czas), tak ten ją z jakiegoś powodu zainteresował. Może dlatego, że o nim nie słyszała? Że był inny? I nie był werbalny? - Och, dobrze, wiem co kombinujesz, Emmet. Już uciekam, nie zawracam wam głowy, wbrew pozorom rozumiem wcale nie tak subtelne aluzje.
Ściągnęła brwi w wyrazie pozornej irytacji (którą łatwo było przejrzeć, bo chwilę po tym pojawił się na jej twarzy uśmiech), bo to "wcale" nie było podejrzane, że mężczyzna ją tak wyganiał, podrzucał propozycje i zachęcał do tego, by odwiedziła miasteczko. Najpewniej miał jej dość. Rozumiała to i szanowała, przecież ona miała niby wolne, a oni byli w pracy.
- On tak tylko żartuje: uwielbia jak tu przychodzę, mało kto zostawia tu tyle pieniędzy, po prostu się wstydzi że mnie aż tak polubił - szepnęła wcale nie teatralnie do Tristana, a potem obdarzyła oboje promiennym uśmiechem. Uniosła dłonie w obronnym geście. - Ale idę! Idę, nie przeszkadzam. Miło było cię poznać, Tristan.
Poprawiła torbę na ramieniu, uśmiechnęła się raz jeszcze i zrobiła dwa kroki w stronę drzwi. Zaraz jednak się wróciła po sakiewkę, której nie zabrała. Wzruszyła ramionami tak na wszelki wypadek, jakby któryś z mężczyzn chciał rzucić o tym jakiś niewybredny komentarz, a potem wyszła. Miała w cholerę do zrobienia - najpierw zrzucić książki do domu, a potem lecieć do Hogsmeade na złamanie karku. Ale wcześniej jeszcze pochodzi po innych księgarniach, ale wątpiła, czy to miało sens - skoro w Esach nie było książki, to pewnie w innych też nie ma. Ciężki dzień się szykował - i to znowu z jej własnej winy.
Koniec sesji