Nie przeszkadzało jej bycie żywą pochodnią, może dlatego, że w ogóle tego ciepła nie odczuwała, a może dlatego, że w tej chwili myślała tylko o tym, by wydostać się z tej jaskini. Nic innego nie było w tym momencie ważniejsze; ani jej godność, ani to, że podwija ogon jak przestraszony pies, ani to, że nie byli ani odrobinę bliżej znalezienia odpowiedzi na pytanie gdzie jest ta cała grupa – mieli tylko więcej pytań. Czy raczej – kilka odpowiedzi, które otworzyły drogę do kolejnych znaków zapytania.
Kiwnęła głową do Brenny, przyjmując do wiadomości, że nic bardzo poważnego jej nie jest – spojrzała zresztą na nią pobieżnie; ręce miała na swoim miejscu, nogi też, głowę również, chociaż teraz wcale nie było tak, że buzia jej się nie zamykała, ale nie było to nic dziwnego…
– Może być bluza – odparła do Brenny, bo choć wiedziała, że Longbottom znacznie lepiej poradzi sobie z transmutacją ubrania, niż zrobi to sama, to i tak… nie było to trwałe. Mogło przestać działać w każdym momencie. Guzik ją obchodziło, że była nadpalona. Czy Brenna widziała stan jej ubrania i to, że właściwie mogła oglądać jej klatkę piersiową? Znały się jednak z Brenną tyle czasu i była teraz w takim stanie, że nie czuła przed nią żadnego wstydu. Kiedy przyjaciółka robiła oględziny własnego ciała, Victoria spojrzała na swoje kolana, a raczej na zdarte w tym miejscu spodnie i na tak samo zdarty materiał na prawym przedramieniu i tylko westchnęła głośniej. Potem się tym zajmie – gdy już się stąd wydostaną i wyniosą, może poprosi ojca w domu… Bo maści miała, zrobione własnoręcznie.
– Tak. To zupełnie zmienia obrót sprawy. Przyjrzałaś się, ile tam było tych jajek? Dwa czy trzy? – bo Victoria nie miała na to tyle czasu, zdążyła zauważyć tylko, że były tam pozostałości po jajach i że były na pewno dwa. I że to oznaczało dużo więcej roboty i znacznie mniej czasu. – Do Afryki? – powtórzyła za nią, kompletnie niezdziwiona nagłą zmianą tematu – nie było to przy Brennie nic nadzwyczajnego. – Czemu akurat tam? – zapytała i wyciągnęła do niej dłoń, by pomóc jej wstać z kamienia, by mogły się w zorganizowanym pośpiechu ewakuować.