29.12.2023, 14:35 ✶
- Jimmi, wszystko jest w jak najlepszym porządku - zapewniłem jednego z braci, tego najbardziej gorącego, żeby zanadto nie myślał o tym, co tam mieliśmy okazję przeskrobać, tylko uznał, że zrobiliśmy dobry uczynek. Już mu tłumaczyłem, że gorzej byłoby z tymi kośćmi, gdybyśmy oddali je BUMowcom, więc... Miałem aby nadzieję, że to ponownie go wyleczy z wątpliwości.
Pewnie bym temat kontynuował, ale nie chwaliłem się zanadto reszcie tymi kośćmi, poza tym o audiencję prosił Flynn, ponownie jakiś narwany, poddenerwowany może bardziej. Przeprosiłem Jima, klepiąc go po plecach o obiecując, że później jeszcze porozmawiamy. Szczególnie że teraz wszystko wywracało mi się w żołądku na myśl, że Flynn chce ze mną porozmawiać. Za bardzo nie rozmawialiśmy przez ostatnie dni, właściwie to wcale za wyjątkiem zdawkowych wymian służbowych zdań i... pocieszałem się, że to była wina przeprowadzki i tyle, a jednak Flynn unikał patrzenia mi w oczy i ogólnie mnie unikał... Tylko że to też mogły być przypadki, no nie? To mogły być przypadki.
Dałem się pociągnąć do wozu. Przed oczami znowu stanęło mi wspomnienie Flynna w całkowitej furii, wśród latających kartek, z posążkiem w ręce. Cokolwiek miał mi do powiedzenia, nie zamierzałem go znowu doprowadzać do takiego stanu. Za nic w świecie. Usiadłem grzecznie, zająłem miejsce na łóżku by jakoś wziąć to na siebie i nie spanikować, nie załamać się ani nic. Będzie dobrze, no nie? Będzie dobrze dopóki będziemy w to wierzyć, tak. Tylko czemu Flynn zamknął drzwi, tak zamknął, że zablokował. Tak by nikt, kompletnie nikt nam nie przeszkodził...? Ktoś mu coś powiedział...? Coś ze mną było nie tak...?
Nie pospieszałem go, chociaż bardzo chciałem. Czekałem w cierpliwości, wpatrując się w niego niepewnie, ale kiedy się odezwał, to jakoś tak brzmiało mi to totalnie abstrakcyjnie. Spodziewałem się raczej... złych wieści albo co? Tylko że kiedy wyciągnął fiolkę i wyjaśnił, że to Veritaserum, to już wiedziałem, że nie mogło być za łatwo. Nasze poważne rozmowy nie mogły być łatwe.
Poderwałem się ze swojego miejsca i zabrałem mu ten flakon, a przynajmniej spróbowałem. Niestety, drobna dawka już spłynęła po jego przełyku.
- Flynn, nie rób tego. Opowiesz mi o swojej przeszłości, kiedy będziesz na to gotowy... Daj spokój z tym eliksirem - odparłem pospiesznie by nie postanowił wychylić tego na raz. - Nie chcę tego na tobie wymuszać. To nie w porządku - wytłumaczyłem, chociaż chyba obawiałem się tego, co mógł mi wyznać Flynn pod wpływem tego eliksiru. Starałem się o tym nie myśleć, ale zdecydowanie nie byłem przygotowany na takie rozmowy, mimo że ostatnio udało mi się nawet zmrużyć oczy i odpłynąć całkiem sprawnie do krainy snów, odpocząć... Tylko że dziś był kolejny dzień, kolejne problemy i zmory, jak gdybyśmy pierwszy raz gościli z Londynie, a nie po raz enty.
Uniosłem wolną dłoń by ująć go za szyję i zmusić do patrzenia mi w oczy, jeśli unikał bezpośredniej konfrontacji, a jeśli nie, to po prostu by go za nią ująć. Byłem tu z nim niezależnie od tego, jaki bagaż tajemnic miał ze sobą. A tej Fontaine to zamierzałem pokazać, gdzie raki zimują, jeśli chociaż zbliży się na kilometr do cyrku.
- Przepraszam cię za wtedy... Chciałbym poznać twoją przeszłość, ale poznam ją w swoim czasie. Masz do tego pełne prawo, a ja będę czekał. Nie martw się - wyznałem, uśmiechając się delikatnie. Pomyślałem nieskromnie, że Flynnowi również zależało na tym by było w porządku między nami, bo inaczej nie podejmowałby takich kroków. Tak drastycznych, można by rzec. Drastycznych... - A właśnie, chciałbym z kolei usłyszeć o czymś innym... - zacząłem, zastanawiając się w jaki sposób zapytać o to, co wydarzyło się w przyczepie Elaine. Nie chciałem jej o to teraz pytać by nadmiernie jej nie stresować, zapewne był teraz z nią Felix, więc... interesował mnie punkt widzenia innych uczestników tego zajścia.
@The Edge
Pewnie bym temat kontynuował, ale nie chwaliłem się zanadto reszcie tymi kośćmi, poza tym o audiencję prosił Flynn, ponownie jakiś narwany, poddenerwowany może bardziej. Przeprosiłem Jima, klepiąc go po plecach o obiecując, że później jeszcze porozmawiamy. Szczególnie że teraz wszystko wywracało mi się w żołądku na myśl, że Flynn chce ze mną porozmawiać. Za bardzo nie rozmawialiśmy przez ostatnie dni, właściwie to wcale za wyjątkiem zdawkowych wymian służbowych zdań i... pocieszałem się, że to była wina przeprowadzki i tyle, a jednak Flynn unikał patrzenia mi w oczy i ogólnie mnie unikał... Tylko że to też mogły być przypadki, no nie? To mogły być przypadki.
Dałem się pociągnąć do wozu. Przed oczami znowu stanęło mi wspomnienie Flynna w całkowitej furii, wśród latających kartek, z posążkiem w ręce. Cokolwiek miał mi do powiedzenia, nie zamierzałem go znowu doprowadzać do takiego stanu. Za nic w świecie. Usiadłem grzecznie, zająłem miejsce na łóżku by jakoś wziąć to na siebie i nie spanikować, nie załamać się ani nic. Będzie dobrze, no nie? Będzie dobrze dopóki będziemy w to wierzyć, tak. Tylko czemu Flynn zamknął drzwi, tak zamknął, że zablokował. Tak by nikt, kompletnie nikt nam nie przeszkodził...? Ktoś mu coś powiedział...? Coś ze mną było nie tak...?
Nie pospieszałem go, chociaż bardzo chciałem. Czekałem w cierpliwości, wpatrując się w niego niepewnie, ale kiedy się odezwał, to jakoś tak brzmiało mi to totalnie abstrakcyjnie. Spodziewałem się raczej... złych wieści albo co? Tylko że kiedy wyciągnął fiolkę i wyjaśnił, że to Veritaserum, to już wiedziałem, że nie mogło być za łatwo. Nasze poważne rozmowy nie mogły być łatwe.
Poderwałem się ze swojego miejsca i zabrałem mu ten flakon, a przynajmniej spróbowałem. Niestety, drobna dawka już spłynęła po jego przełyku.
- Flynn, nie rób tego. Opowiesz mi o swojej przeszłości, kiedy będziesz na to gotowy... Daj spokój z tym eliksirem - odparłem pospiesznie by nie postanowił wychylić tego na raz. - Nie chcę tego na tobie wymuszać. To nie w porządku - wytłumaczyłem, chociaż chyba obawiałem się tego, co mógł mi wyznać Flynn pod wpływem tego eliksiru. Starałem się o tym nie myśleć, ale zdecydowanie nie byłem przygotowany na takie rozmowy, mimo że ostatnio udało mi się nawet zmrużyć oczy i odpłynąć całkiem sprawnie do krainy snów, odpocząć... Tylko że dziś był kolejny dzień, kolejne problemy i zmory, jak gdybyśmy pierwszy raz gościli z Londynie, a nie po raz enty.
Uniosłem wolną dłoń by ująć go za szyję i zmusić do patrzenia mi w oczy, jeśli unikał bezpośredniej konfrontacji, a jeśli nie, to po prostu by go za nią ująć. Byłem tu z nim niezależnie od tego, jaki bagaż tajemnic miał ze sobą. A tej Fontaine to zamierzałem pokazać, gdzie raki zimują, jeśli chociaż zbliży się na kilometr do cyrku.
- Przepraszam cię za wtedy... Chciałbym poznać twoją przeszłość, ale poznam ją w swoim czasie. Masz do tego pełne prawo, a ja będę czekał. Nie martw się - wyznałem, uśmiechając się delikatnie. Pomyślałem nieskromnie, że Flynnowi również zależało na tym by było w porządku między nami, bo inaczej nie podejmowałby takich kroków. Tak drastycznych, można by rzec. Drastycznych... - A właśnie, chciałbym z kolei usłyszeć o czymś innym... - zacząłem, zastanawiając się w jaki sposób zapytać o to, co wydarzyło się w przyczepie Elaine. Nie chciałem jej o to teraz pytać by nadmiernie jej nie stresować, zapewne był teraz z nią Felix, więc... interesował mnie punkt widzenia innych uczestników tego zajścia.
@The Edge