29.12.2023, 15:54 ✶
Starałem się ukryć fakt, że nieco mnie obecność, a bardziej może bardziej zachowanie, Flynna wybiła z rytmu. Odprowadziłem go wzrokiem, kiedy z Ancią zmierzał z powrotem w kierunku wozów, zapewne by naprawić drobne szkody. Tak, tak miało być dla niego lepiej, zajmie się tym, zabierze mu czas, uwolni od nadmiernego myślenia, a ja... Ja miałem też tu niemały ambaras do ogarnięcia.
- Owen, mamy na pace namiot. Gdyby prędkość była przekroczona, to byśmy lecieli, a nie jechali - zauważyłem spokojnie, wyraźnie zmęczony, na te jego plucie jadem. Prędkość to on miał przekraczaną dzień dnia, ale... nie to było tu istotne. Trzeba to było załątwić polubownie, by zmieścić się w czasie, a przede wszystkim nie ciągnąć za sobą jakiś spraw sądowych.
- Milo źle się wyraził. Mamy napięty grafik i zależy nam, żeby dotrzeć na miejsce docelowe w czas, przed zachodem słońca jeszcze rozłożyć połowę namiotów, stąd ten pośpiech, nieostrożność w jego słowach - wyjaśniłem, zerkając na drobną chwilę na Milo, żeby ostrożniej kłapał ozorem. Niezależnie od tego, jak spokojną i dobrą osobą była BUMowczyni, to jednak pozostawała przedstawicielką prawa, więc trzeba było działać ostrożnie. - Jak najbardziej zapraszamy na widowisko, zaraz nam ktoś tu podrzuci bilety dla pani i dla rodziny... - zaproponowałem, kiwając palcem na jednego ze stojących obok cyrkowców.
- Kierowca... się zestresował nietypową sytuacją. Jest świetnym kierowcą, ale wrażliwym człowiekiem - zacząłem, zastanawiając się, czy był w stanie cokolwiek teraz powiedzieć, żeby nie stracić panowania nad sobą...? I to rozmawiać z obcą osobą, w służbowym mundurze...? - Czy moglibyśmy zaproponować spotkanie w innym terminie, kiedy ochłonie? Nie chciałbym go dodatkowo stresować, poza tym zeznania Milo. Nawigował Jima z racji tego, że bardziej zna londyńskie ulice. Siedzieli ramię w ramię, a ja tuż obok, więc również jestem do pani dyspozycji, pani Bones] - zaproponowałem delikatnie, nie chcąc mówić za dużo. Jim miewał piekielnie trudną przeszłość. Nie chciałem mu przysparzać więcej kłopotów niż to warte.
- Zresztą, możemy również pokazać wnętrze pojazdu, bez problemu. Nie mamy nic do ukrycia - odparłem z lekkim uśmiechem, nawet nieco flirciarskim, wskazując drogę w jego kierunku. Miałem aby nadzieję, że Milo nie przetrzymywał tam żadnych używek ani niczego nielegalnego. Wielki namiot wciąż znajdował się na przyczepie i chwała, bo jednak bywał w układaniu bardziej niestabilny niż przy podnoszeniu autobus, szczególnie kiedy warunki atmosferyczne dokuczały naszej ciężkiej pracy. - Mam dokumenty, wszelkie specyfikacje w samochodzie. Całe kartony dokumentów, jeśli trzeba - dodałem też, mając nadzieję, że te papierki mogłyby ją zniechęcić do głębszego wchodzenia w tę sprawę. Mogliśmy się zająć innymi tematami, no nie? Bardziej przyjemnymi.
Powoli odpalam przewagę Kokieteria I.
- Owen, mamy na pace namiot. Gdyby prędkość była przekroczona, to byśmy lecieli, a nie jechali - zauważyłem spokojnie, wyraźnie zmęczony, na te jego plucie jadem. Prędkość to on miał przekraczaną dzień dnia, ale... nie to było tu istotne. Trzeba to było załątwić polubownie, by zmieścić się w czasie, a przede wszystkim nie ciągnąć za sobą jakiś spraw sądowych.
- Milo źle się wyraził. Mamy napięty grafik i zależy nam, żeby dotrzeć na miejsce docelowe w czas, przed zachodem słońca jeszcze rozłożyć połowę namiotów, stąd ten pośpiech, nieostrożność w jego słowach - wyjaśniłem, zerkając na drobną chwilę na Milo, żeby ostrożniej kłapał ozorem. Niezależnie od tego, jak spokojną i dobrą osobą była BUMowczyni, to jednak pozostawała przedstawicielką prawa, więc trzeba było działać ostrożnie. - Jak najbardziej zapraszamy na widowisko, zaraz nam ktoś tu podrzuci bilety dla pani i dla rodziny... - zaproponowałem, kiwając palcem na jednego ze stojących obok cyrkowców.
- Kierowca... się zestresował nietypową sytuacją. Jest świetnym kierowcą, ale wrażliwym człowiekiem - zacząłem, zastanawiając się, czy był w stanie cokolwiek teraz powiedzieć, żeby nie stracić panowania nad sobą...? I to rozmawiać z obcą osobą, w służbowym mundurze...? - Czy moglibyśmy zaproponować spotkanie w innym terminie, kiedy ochłonie? Nie chciałbym go dodatkowo stresować, poza tym zeznania Milo. Nawigował Jima z racji tego, że bardziej zna londyńskie ulice. Siedzieli ramię w ramię, a ja tuż obok, więc również jestem do pani dyspozycji, pani Bones] - zaproponowałem delikatnie, nie chcąc mówić za dużo. Jim miewał piekielnie trudną przeszłość. Nie chciałem mu przysparzać więcej kłopotów niż to warte.
- Zresztą, możemy również pokazać wnętrze pojazdu, bez problemu. Nie mamy nic do ukrycia - odparłem z lekkim uśmiechem, nawet nieco flirciarskim, wskazując drogę w jego kierunku. Miałem aby nadzieję, że Milo nie przetrzymywał tam żadnych używek ani niczego nielegalnego. Wielki namiot wciąż znajdował się na przyczepie i chwała, bo jednak bywał w układaniu bardziej niestabilny niż przy podnoszeniu autobus, szczególnie kiedy warunki atmosferyczne dokuczały naszej ciężkiej pracy. - Mam dokumenty, wszelkie specyfikacje w samochodzie. Całe kartony dokumentów, jeśli trzeba - dodałem też, mając nadzieję, że te papierki mogłyby ją zniechęcić do głębszego wchodzenia w tę sprawę. Mogliśmy się zająć innymi tematami, no nie? Bardziej przyjemnymi.
Powoli odpalam przewagę Kokieteria I.