29.12.2023, 21:00 ✶
Bulstrodowie byli rodziną, która stała zawsze gdzieś po środku. Nie tak swobodni jak Longbottomowie, czy Weasleyowie albo Abbottowie (którzy zresztą stracili swój status czystej krwi), nie tak skostniali jak Malfoyowie albo Lestrange’owie. Florence zaś była typową przedstawicielką swego rodu, o neutralności wciąż głęboko zakorzenionej w duszy, oczach spoglądających w przyszłość, manierach arystokratki i chłodnym spojrzeniu, pod którymi kryły się czarny humor i całkiem bystry umysł. Lubiła też całkiem Morpheusa, bo pod pewnymi względami zdawał się jej podobny, a sympatia Florence wcale nie była taka oczywista. Nie darzyła nią wielu. Gdyby wiedziała, jak o niej myślał, pewnie przyjęłaby to raczej z odrobiną rozbawienia niż z zakłopotaniem, i może nawet odwdzięczyłaby się podobnym komplementem. Choć własne staropanieństwo, wbrew opiniom złośliwych, nie doskwierało jej ani trochę. Florence lubiła swoją pracę, lubiła swoją rodzinę i nie przywykła żałować czegokolwiek, nie miała więc zamiaru żałować i decyzji, które doprowadziły do końca oba jej przeszłe związki i nie poprowadziły na drogę nowych.
– Czasami wiek duszy i ciała nie idą ze sobą w parze. Mój ojciec lubi mawiać, że ja byłam stara już kiedy miałam siedemnaście lat. Może dlatego, że ja z kolei byłam najstarszą z wielu dzieci – odparła. Najstarsza z trojga rodzeństwa, ale też z całego pokolenia. Miała młodsze kuzynostwo, ba, nawet jej nominalny wuj był od niej młodszy. W zestawieniu z charakterem, z pewną nieodpowiedzialnością matki, z podejściem Edwarda Prewetta i jego tureckiej piękności, sprawiało to, że zawsze Florence była tą odpowiedzialną, która opatrywała obite kolana, nie pozwalała najmłodszemu bratu na szaleństwa, dojrzane zmysłem jasnowidza i chwytała za rękę Laurenta, gdy nie robiła tego ciotka.
Jej wzrok skierował się na moment ku radiu, z którego wciąż płynął głos spikera. Udaremniony atak na sklep, śmierć rodziny mugolaków, zniknięcie mugolaczki…
– Myślę, że nuda będzie tym, czego w najbliższych miesiącach, a może i latach, będzie jeszcze brakowało nam wszystkim – stwierdziła, odstawiając filiżankę. – Bogowie ponoć są odbiciem swoich wyznawców, panie Longbottom. Ich lęków, pragnień i sposobu patrzenia na świat. Jeśli są szaleni, nie świadczy to o nas dobrze… Ojciec i wuj już przyszli – dodała, ostatnie zdanie wypowiadając na sekundę przed tym, jak rozbrzmiały kroki w korytarzu.
– Czasami wiek duszy i ciała nie idą ze sobą w parze. Mój ojciec lubi mawiać, że ja byłam stara już kiedy miałam siedemnaście lat. Może dlatego, że ja z kolei byłam najstarszą z wielu dzieci – odparła. Najstarsza z trojga rodzeństwa, ale też z całego pokolenia. Miała młodsze kuzynostwo, ba, nawet jej nominalny wuj był od niej młodszy. W zestawieniu z charakterem, z pewną nieodpowiedzialnością matki, z podejściem Edwarda Prewetta i jego tureckiej piękności, sprawiało to, że zawsze Florence była tą odpowiedzialną, która opatrywała obite kolana, nie pozwalała najmłodszemu bratu na szaleństwa, dojrzane zmysłem jasnowidza i chwytała za rękę Laurenta, gdy nie robiła tego ciotka.
Jej wzrok skierował się na moment ku radiu, z którego wciąż płynął głos spikera. Udaremniony atak na sklep, śmierć rodziny mugolaków, zniknięcie mugolaczki…
– Myślę, że nuda będzie tym, czego w najbliższych miesiącach, a może i latach, będzie jeszcze brakowało nam wszystkim – stwierdziła, odstawiając filiżankę. – Bogowie ponoć są odbiciem swoich wyznawców, panie Longbottom. Ich lęków, pragnień i sposobu patrzenia na świat. Jeśli są szaleni, nie świadczy to o nas dobrze… Ojciec i wuj już przyszli – dodała, ostatnie zdanie wypowiadając na sekundę przed tym, jak rozbrzmiały kroki w korytarzu.