29.12.2023, 22:05 ✶
Ogarnęła go euforia, kiedy wreszcie zza któregoś drzewa wyjrzała na niego sylwetka Alastora, z drugiej jednak strony, wciąż pchający go do przodu strach spowodował, że musiał niemal walczyć przed sobą, żeby nie przebiec obok Eliotta i Moody'ego i kontynuować ucieczkę.
- Jestem - rzucił pomiędzy głębokimi oddechami, zatrzymując się przed nimi. Zasapany spojrzał najpierw na jednego, a potem na drugiego, podpierając się o kolana, aż w końcu trzepnął w nie energicznie i wyprostował się.
- Tak. Wszystko dobrze - zapewnił ich, klepiąc Alastora po ręce, którą ten wyciągnął ku niemu, by poklepać go po plecach. Tak, był tu, cały i zdrowy, z trochę tylko poszarganymi kolanami, od niedawnej wywrotki i okropnie szczęśliwy, że Moody'emu też nic nie było.
Ruszyli dalej we trójkę i Bott chyba nigdy w życiu tak nie cieszył się, że może sobie skądś pójść, bo na samo wspomnienie tego okropnego uczucia, które jeszcze chwilę temu go ogarniało, na nowo dostawał gęsiej skórki.
- Mam nadzieję, że do tego czasu nikt inny się na nie nie natknie - rzucił, troszkę nerwowo oglądając się przez ramię i spoglądając między drzewa. Las jednak wydawał się dokładnie taki jak powinien. - Ani też, że do pojawienia się odpowiednich osób, nie wyjdą z Kniei, bliżej siedzib ludzkich. Ach strach pomyśleć, co by się wtedy stało - poczuł ucisk w okolicy serca. Alek wspominał jeszcze niedawno o dementorach, które widział na Beltane i Bottowi ciężko było sobie wyobrazić, co mogłoby się wydarzyć, gdyby tego typu istoty okazały się w pełni korzystać z właśnie uzyskanej wolności.
- Jestem - rzucił pomiędzy głębokimi oddechami, zatrzymując się przed nimi. Zasapany spojrzał najpierw na jednego, a potem na drugiego, podpierając się o kolana, aż w końcu trzepnął w nie energicznie i wyprostował się.
- Tak. Wszystko dobrze - zapewnił ich, klepiąc Alastora po ręce, którą ten wyciągnął ku niemu, by poklepać go po plecach. Tak, był tu, cały i zdrowy, z trochę tylko poszarganymi kolanami, od niedawnej wywrotki i okropnie szczęśliwy, że Moody'emu też nic nie było.
Ruszyli dalej we trójkę i Bott chyba nigdy w życiu tak nie cieszył się, że może sobie skądś pójść, bo na samo wspomnienie tego okropnego uczucia, które jeszcze chwilę temu go ogarniało, na nowo dostawał gęsiej skórki.
- Mam nadzieję, że do tego czasu nikt inny się na nie nie natknie - rzucił, troszkę nerwowo oglądając się przez ramię i spoglądając między drzewa. Las jednak wydawał się dokładnie taki jak powinien. - Ani też, że do pojawienia się odpowiednich osób, nie wyjdą z Kniei, bliżej siedzib ludzkich. Ach strach pomyśleć, co by się wtedy stało - poczuł ucisk w okolicy serca. Alek wspominał jeszcze niedawno o dementorach, które widział na Beltane i Bottowi ciężko było sobie wyobrazić, co mogłoby się wydarzyć, gdyby tego typu istoty okazały się w pełni korzystać z właśnie uzyskanej wolności.