30.12.2023, 00:30 ✶
Odetchnąłem głęboko, bo to było nieco więcej informacji niż zwykle, wypływających bezpośrednio z ust Flynna. Nie miałem złudzeń, że eliksir na niego zadziałał, że to serio było jebane Veritaserum i Flynn jak najbardziej poważnie realizował swój pokraczny plan bycia ze mną w pełni szczerym. Mówił niemalże na jednym wydechu, odpowiedź na dwa, trzy, może nawet cztery czy pięć nurtujących mnie pytań, których nie musiałem nawet głośno wypowiadać.
Potrzebowałem zdecydowanie dłuższej chwili by przyswoić odpowiednio te informacje, poukładać w swojej głowie. Jedyne na co się zdobyłem, to kiwnięcie głową i odpowiedzenie na zadane przez Flynna pytanie:
- Naprawdę to powiedziałeś.
Wiedziałem, że Fontaine nie była święta, ale nie sądziłem, że wygrażała się Flynnowi w tak bezduszny sposób, ani że wynajmowała mu męskie dziwki. Te drugie było dla mnie kompletną abstrakcją, bo wyobrażałem ją sobie jako kobietę chcącą zatrzymać Flynna tylko dla siebie, dla własnych uciech, czy to erotycznych, czy zleceniowych. Myślałem, że karmiła go wyłącznie pięknymi słówkami, wielobarwnym dotykiem, mniej i bardziej czułym, a jednak się myliłem. I pocieszające było to, że czuł się w cyrku naprawdę szczęśliwy. To napawało mnie optymizmem, nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży, że na koniec Flynn do nas powróci i będziemy szli tylko w tę dobrą stronę. Chciałem w to wierzyć, tym się karmić każdego samotnego wieczoru.
Ale bardziej naglące były sprawy bieżące, a mianowicie Elka i jej samopoczucie. Tleniony blondyn, jego relacje z Flynnem oraz z Elaine, reakcja Flynna na te rewelacje i... co z tym typem?
- Co się stało z tym tlenionym blondynem? Gdzie teraz jest? - zapytałem Flynna nieco zaniepokojony. Niby skopał go w brzuch, ale chyba nie zabił. Nie brzmiało mi to na dokonanie morderstwa - to na plus; gorzej, bo za dużo obcych się tu kręciło i ewidentnie to wychodziło poza kontrolę. Nie mogło tak być, że nasi cierpieli, dlatego że wałęsała się tu jakaś nieproszona przybłęda. - Uważasz, że wybuch Elaine był bardziej z twojej czy z jego winy...? Myślisz, że powinienem się z nim rozmówić czy wystarczająco dosadnie dałeś mu do zrozumienia, żeby nie zbliżał się do cyrku? Jak on ma na imię? - dopytałem Flynna, zastanawiając się, co powie na to Elaine. Zagryzłem wargę. Chciałem chronić ją przed przemianami w Sionnach. Pewnie miała teraz wyrzuty sumienia, o ile nie spała.
- I myślisz, że będziesz czuł się lepiej, kiedy... kiedy opowiesz mi o swojej przeszłości? - zapytałem niepewnie. Jeśli miałoby to pomóc, a nie zaszkodzić... Ale wciąż się wahałem, bo nie chciałem być jakimś oprawcą, wymuszać na Flynnie czegokolwiek. - Kocham cię, Flynn. Mogę być cymbałem czekającym nawet do końca życia... Po prostu chcę, żeby było dobrze między nami, żebyś nie czuł się źle, niepewnie... Wiesz - szepnąłem, pochylając się w jego kierunku by go pocałować z usta. Mocno, z utęsknieniem. Obawiałem się, że mógłbym go stracić. Teraz na każdym kroku się tego obawiałem, wręcz panicznie. Czyżbym wolał pozostać w świecie, w którym nic się nie zmieniło, zamiast zaryzykować i coś zmienić...?
@The Edge
Potrzebowałem zdecydowanie dłuższej chwili by przyswoić odpowiednio te informacje, poukładać w swojej głowie. Jedyne na co się zdobyłem, to kiwnięcie głową i odpowiedzenie na zadane przez Flynna pytanie:
- Naprawdę to powiedziałeś.
Wiedziałem, że Fontaine nie była święta, ale nie sądziłem, że wygrażała się Flynnowi w tak bezduszny sposób, ani że wynajmowała mu męskie dziwki. Te drugie było dla mnie kompletną abstrakcją, bo wyobrażałem ją sobie jako kobietę chcącą zatrzymać Flynna tylko dla siebie, dla własnych uciech, czy to erotycznych, czy zleceniowych. Myślałem, że karmiła go wyłącznie pięknymi słówkami, wielobarwnym dotykiem, mniej i bardziej czułym, a jednak się myliłem. I pocieszające było to, że czuł się w cyrku naprawdę szczęśliwy. To napawało mnie optymizmem, nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży, że na koniec Flynn do nas powróci i będziemy szli tylko w tę dobrą stronę. Chciałem w to wierzyć, tym się karmić każdego samotnego wieczoru.
Ale bardziej naglące były sprawy bieżące, a mianowicie Elka i jej samopoczucie. Tleniony blondyn, jego relacje z Flynnem oraz z Elaine, reakcja Flynna na te rewelacje i... co z tym typem?
- Co się stało z tym tlenionym blondynem? Gdzie teraz jest? - zapytałem Flynna nieco zaniepokojony. Niby skopał go w brzuch, ale chyba nie zabił. Nie brzmiało mi to na dokonanie morderstwa - to na plus; gorzej, bo za dużo obcych się tu kręciło i ewidentnie to wychodziło poza kontrolę. Nie mogło tak być, że nasi cierpieli, dlatego że wałęsała się tu jakaś nieproszona przybłęda. - Uważasz, że wybuch Elaine był bardziej z twojej czy z jego winy...? Myślisz, że powinienem się z nim rozmówić czy wystarczająco dosadnie dałeś mu do zrozumienia, żeby nie zbliżał się do cyrku? Jak on ma na imię? - dopytałem Flynna, zastanawiając się, co powie na to Elaine. Zagryzłem wargę. Chciałem chronić ją przed przemianami w Sionnach. Pewnie miała teraz wyrzuty sumienia, o ile nie spała.
- I myślisz, że będziesz czuł się lepiej, kiedy... kiedy opowiesz mi o swojej przeszłości? - zapytałem niepewnie. Jeśli miałoby to pomóc, a nie zaszkodzić... Ale wciąż się wahałem, bo nie chciałem być jakimś oprawcą, wymuszać na Flynnie czegokolwiek. - Kocham cię, Flynn. Mogę być cymbałem czekającym nawet do końca życia... Po prostu chcę, żeby było dobrze między nami, żebyś nie czuł się źle, niepewnie... Wiesz - szepnąłem, pochylając się w jego kierunku by go pocałować z usta. Mocno, z utęsknieniem. Obawiałem się, że mógłbym go stracić. Teraz na każdym kroku się tego obawiałem, wręcz panicznie. Czyżbym wolał pozostać w świecie, w którym nic się nie zmieniło, zamiast zaryzykować i coś zmienić...?
@The Edge