W teorii mogli się tam udać ale mieli przecież zleceń po sam kurek. Litha była ważnym świętem - nie podlegało to dyskusji, ale musieli postawić sobie pewne rzeczy jako priorytety, a ich dwójce na pewno zależało na zadowolonych klientach.
- Wybierzemy się tam w swoim czasie ojcze. Teraz nie jest na to pora... Ale tak? Hmm... Pod koniec wakacji? Czemu nie? - wzruszył ramionami, proponując jakieś rozwiązanie na zaistniałą sytuację. Musieli dbać o dobre relacje z pozostałą częścia rodziny, która została na Islandii ale również o tradycję i jej pielęgnowanie.
To akurat było miłe zaskoczenie, uczesany Dagur to była coś, czego nie nie widywało się codziennie. Można by zaryzykować stwierdzenie, że "od święta", a akurat Litha takim była. Nie Hjalmarowi było to oceniań ale z jego grzywą, nie było to zapewne zbyt łatwe zadanie, aby zapanować i jakoś ułożyć swój fryz.
- Nie jest to może hełm jak nasi przodkowie ale też nie jest złe - zaśmiał się. Co by jednak nie mówić, te wianki, były bardzo ładnie i starannie przygotowane. W porównaniu do starszego Nordgersima, młodszy z dwójki mężczyzn wylosował wianek z werbeny. Od razu poczuł się bezpieczniej, a wszystkie troski i niepewności odeszły w zapomnienie. Był święcie przekonany, że ich wszystkie problemy to był pikuś w tym momencie. To była rzecz, którą mogli obejść bez problemu.
- Obawiam się, że mogła nie dosłyszeć... W takim tłumie ludzi? Nie dziwie się - odparł, nie tracąc jednak zapału czy humoru do dalszego imprezowania. Nie mógł się przecież złościć na coś, na co nie miał wpływu.
Dobrze, że Hjalmar nie słyszał myśli Dagura. W końcu zarówno on, jak i ojciec wiedzieli, że to nie tak działa. Przede wszystkim, aby dopełnić tradycji, Nordgersim potrzebował zgody ojca Pandory i jakiegoś porządnego pierścionka - najlepiej takiego, który wykonał sam. Z tym drugim był dużo mniejszy problem, wszak miał fach w ręku i mógł go zrobić w każdym momencie. Na wszystko jednak musiał przyjść odpowiedni czas, ponieważ to były poważne rzeczy i nie należało do nich podchodzić pochopnie.
- Chodźmy ojcze się czegoś napić - zaproponował, wskazując dłonią drogę prowadzącą z dala od stoiska z wiankami - Możemy też spojrzeć w płomienie, bo czemu by nie? - uniósł głowę, aby przyjrzeć się reakcji starszego. Kufel trunku nikomu przecież jeszcze nie zaszkodził, a im mógł tylko pomóc w tym, aby bawili się jeszcze lepiej.