30.12.2023, 15:45 ✶
Panie Black. Przełknął nerwowo ślinę, rzucając mu przy tym pełne przerażenia spojrzenie. Żadnych nazwisk, chciał powiedzieć, rozglądając się na boki spłoszony. Zbyt wiele galeonów kosztowało go utrzymanie pozoru bezpieczeństwa, złudnej gwarancji na to, że jego sekret jest bezpieczny, że nie dotrze do jego ojca, jeśli tylko zapłaci odpowiednią cenę. Czy aż tak obawiał się, że w miejscu jego portretu na rodowym gobelinie powstanie czarna dziura? Czy może większy lęk budziło w nim to, jakie uczucia wyzwalała w nim obecność tego mężczyzny? Dusząca mieszanka wstydu, pożądania, ciekawości, wstrętu (nie wiedział już, czy do Crowa, czy samego siebie, czy tych wszystkich ludzi, którzy wpajali mu nienawiść), pragnienia oraz obaw, która kotłowała się w jego wnętrzu, szukając jakiegoś sposobu na uwolnienie się, a jednocześnie usiłująca pozostać w środku. Chciał całować jego odkrytą skórę i jednocześnie zatopić w niej zęby.
— Gdybym to wiedział podczas naszego ostatniego spotkania, mogłoby skończyć się w nieco milszej atmosferze... przynajmniej dla mnie — uśmiechnął się blado, nerwowo, obracając w palcach kieliszek — Powinienem być wściekły, albo chociaż się bać, ale twoje oczy mnie rozbrajają. Tak, wiem jak to beznadziejnie brzmi i pewnie słyszałeś to co najmniej tuzin razy tylko w tym tygodniu, ale to prawda.
Nie odpowiedział na jego sugestię o umilaniu życia; nie bezpośrednio, choć sposób w jaki uciekł spojrzeniem, był dostatecznym dowodem na to, że Crow miał rację. Kąciki jego ust drgnęły, najwidoczniej spodobała mu się ta gra słów, ale zaraz potem Perseus znów spoważniał. Poruszył się niespokojnie na znak protestu, a wargi poruszyły się bezgłośnie, układając się w błagalne "nie odchodź". Poderwał się ze swojego miejsca i usiadł na kanapie obok Crowa, ramię przy ramieniu, kolano przy kolanie. Upił jeszcze jeden łyk wina, jakby chciał dodać sobie nim odwagi, po czym odstawił nieszczęsny kieliszek na stolik i znów zwrócił twarz ku niemu.
— Nie wiem. Nigdy nie miałem okazji na bliższe poznanie z niebezpiecznym kryminalistą — powiedział wreszcie, ostrożnie wyciągając dłoń w jego kierunku; chłodne opuszki palców spoczęły na policzku mężczyzny, kciuk łagodnie przesunął się wzdłuż kości jarzmowej, a później ręka rozpoczęła wędrówkę w stronę jego karku. — Ale jestem otwarty na nowe znajomości.
Pochylił się w kierunku Crowa i złożył na jego ustach pocałunek. Delikatny, niosący ze sobą pewną dozę nieśmiałości połączonej z tęsknotą za czymś więcej. Ten człowiek był jak ogień, podczas gdy Perseusa można przyrównać do przerażonej, zdesperowanej ćmy; nawet jeśli ten lot zakończy się spalonymi skrzydłami, to przynajmniej przez chwilę poczuje bijące od niego ciepło i blask.
Zawsze miał skłonność do autodestrukcji, objawiającą się w podążaniu za tym, co może skończyć się dla niego katastrofą. Ale jakże to piękna katastrofa, jeśli miała sylwetkę Crowa!
— Gdybym to wiedział podczas naszego ostatniego spotkania, mogłoby skończyć się w nieco milszej atmosferze... przynajmniej dla mnie — uśmiechnął się blado, nerwowo, obracając w palcach kieliszek — Powinienem być wściekły, albo chociaż się bać, ale twoje oczy mnie rozbrajają. Tak, wiem jak to beznadziejnie brzmi i pewnie słyszałeś to co najmniej tuzin razy tylko w tym tygodniu, ale to prawda.
Nie odpowiedział na jego sugestię o umilaniu życia; nie bezpośrednio, choć sposób w jaki uciekł spojrzeniem, był dostatecznym dowodem na to, że Crow miał rację. Kąciki jego ust drgnęły, najwidoczniej spodobała mu się ta gra słów, ale zaraz potem Perseus znów spoważniał. Poruszył się niespokojnie na znak protestu, a wargi poruszyły się bezgłośnie, układając się w błagalne "nie odchodź". Poderwał się ze swojego miejsca i usiadł na kanapie obok Crowa, ramię przy ramieniu, kolano przy kolanie. Upił jeszcze jeden łyk wina, jakby chciał dodać sobie nim odwagi, po czym odstawił nieszczęsny kieliszek na stolik i znów zwrócił twarz ku niemu.
— Nie wiem. Nigdy nie miałem okazji na bliższe poznanie z niebezpiecznym kryminalistą — powiedział wreszcie, ostrożnie wyciągając dłoń w jego kierunku; chłodne opuszki palców spoczęły na policzku mężczyzny, kciuk łagodnie przesunął się wzdłuż kości jarzmowej, a później ręka rozpoczęła wędrówkę w stronę jego karku. — Ale jestem otwarty na nowe znajomości.
Pochylił się w kierunku Crowa i złożył na jego ustach pocałunek. Delikatny, niosący ze sobą pewną dozę nieśmiałości połączonej z tęsknotą za czymś więcej. Ten człowiek był jak ogień, podczas gdy Perseusa można przyrównać do przerażonej, zdesperowanej ćmy; nawet jeśli ten lot zakończy się spalonymi skrzydłami, to przynajmniej przez chwilę poczuje bijące od niego ciepło i blask.
Zawsze miał skłonność do autodestrukcji, objawiającą się w podążaniu za tym, co może skończyć się dla niego katastrofą. Ale jakże to piękna katastrofa, jeśli miała sylwetkę Crowa!
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory