30.12.2023, 21:12 ✶
Czasem jesteś majestatycznym wilkiem.
A czasem, próbując ugryźć naśladowcę, kończy się to tak:
Wybijasz się, i już, już masz zacisnąć kły na jego ręku, kiedy ta ręka się rozmywa, naśladowca też się rozmywa, ale ty już skaczesz, i impet wybicia sprawia, że leeeecisz, leeecisz, a że spodziewałeś się natknąć łapami na przeszkodzę, potem bardzo, bardzo mało majestatycznie przewalasz się w powietrzu, z dużym impetem uderzasz o ziemię i przetaczasz się po trawie.
Właśnie to drugie przydarzyło się Brennie.
Wilczyca dość mocno walnęła o glebę. Na tyle mocno, że we łbie jej zadzwoniło. I kiedy przemieniła się z powrotem w człowieka, wciąż była trochę zdezorientowana, a obity bark i obita głowa mocno bolały.
- Jasny szlag - warknęła z frustracją i uderzyła lewą pięścią o ziemię. A potem rozejrzała się, czy mężczyzna nie teleportował się gdzieś w pobliżu, by znowu zaatakować lub nie miał wsparcia. Najwyraźniej jednak albo był zwiadem, albo nie spodziewali się, że Laurent może być zagrożeniem (o tym, że celowo go wywabiono, wszak nie miała pojęcia.)
Jednak nie mieli żadnej paranoi, nie przesadzali. Posłano tutaj kogoś, aby ukarał Laurenta za ten wywiad. Może nawet go zabił? Brenna przymknęła na moment powieki, bo to przecież nie był jeszcze koniec. Prewett nie był bezpieczny. New Forest nie było bezpieczne. Zwierzęta nie były bezpieczne. Jasne, skoro teraz śmierciożercy wiedzieli, że to miejsce ma ochronę, i że ta ochrona wie już, że ci mogą się pojawić, byłoby skrajną głupotą ponowić atak - ale kto powiedział, że mieli tam samych tytanów intelektu?
Bolała ją myśl o tym.
Bolało ją i to, że będą musiały powiedzieć o tym Prewettowi. Brenna myślała mimowolnie o tym wieczorze, gdy przywoływał ducha i zdawał się tak cholernie przytłoczony... wszystkim. Całym światem. Jak mocno przytłoczy go informacja, że zostanie tutaj nie było przesadą? Że do ataku faktycznie doszło?
- Będzie trzeba dać o tym znać Harper... i... i Laurentowi - powiedziała, podnosząc się powoli, sięgając odruchowo do włosów, by wygrzebać z nich źdźbła trawy, pozostałe po upadku. Harper i całemu Zakonowi Feniksa. Ale o tym drugim Victoria i Vincent już nie musieli wiedzieć.
A czasem, próbując ugryźć naśladowcę, kończy się to tak:
Wybijasz się, i już, już masz zacisnąć kły na jego ręku, kiedy ta ręka się rozmywa, naśladowca też się rozmywa, ale ty już skaczesz, i impet wybicia sprawia, że leeeecisz, leeecisz, a że spodziewałeś się natknąć łapami na przeszkodzę, potem bardzo, bardzo mało majestatycznie przewalasz się w powietrzu, z dużym impetem uderzasz o ziemię i przetaczasz się po trawie.
Właśnie to drugie przydarzyło się Brennie.
Wilczyca dość mocno walnęła o glebę. Na tyle mocno, że we łbie jej zadzwoniło. I kiedy przemieniła się z powrotem w człowieka, wciąż była trochę zdezorientowana, a obity bark i obita głowa mocno bolały.
- Jasny szlag - warknęła z frustracją i uderzyła lewą pięścią o ziemię. A potem rozejrzała się, czy mężczyzna nie teleportował się gdzieś w pobliżu, by znowu zaatakować lub nie miał wsparcia. Najwyraźniej jednak albo był zwiadem, albo nie spodziewali się, że Laurent może być zagrożeniem (o tym, że celowo go wywabiono, wszak nie miała pojęcia.)
Jednak nie mieli żadnej paranoi, nie przesadzali. Posłano tutaj kogoś, aby ukarał Laurenta za ten wywiad. Może nawet go zabił? Brenna przymknęła na moment powieki, bo to przecież nie był jeszcze koniec. Prewett nie był bezpieczny. New Forest nie było bezpieczne. Zwierzęta nie były bezpieczne. Jasne, skoro teraz śmierciożercy wiedzieli, że to miejsce ma ochronę, i że ta ochrona wie już, że ci mogą się pojawić, byłoby skrajną głupotą ponowić atak - ale kto powiedział, że mieli tam samych tytanów intelektu?
Bolała ją myśl o tym.
Bolało ją i to, że będą musiały powiedzieć o tym Prewettowi. Brenna myślała mimowolnie o tym wieczorze, gdy przywoływał ducha i zdawał się tak cholernie przytłoczony... wszystkim. Całym światem. Jak mocno przytłoczy go informacja, że zostanie tutaj nie było przesadą? Że do ataku faktycznie doszło?
- Będzie trzeba dać o tym znać Harper... i... i Laurentowi - powiedziała, podnosząc się powoli, sięgając odruchowo do włosów, by wygrzebać z nich źdźbła trawy, pozostałe po upadku. Harper i całemu Zakonowi Feniksa. Ale o tym drugim Victoria i Vincent już nie musieli wiedzieć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.