30.12.2023, 23:03 ✶
Uniosła brwi, widząc jego spojrzenie. Zrobiła coś nie tak? Może spędziła nad morzem więcej czasu, niż jej się z początku zdawało? Ostrożnie odebrała kartkę od Tristana i tylko zerknęła, dokąd idzie. Zmarszczyła brwi ale nie odpowiedziała nic, odwróciła się za to do niego plecami, dając mu przestrzeń. Sama wczytała się w treść zagadki. Nie brzmiała zachęcająco. Olivii od razu skojarzyła się z wodą, ale nie miała zamiaru rzucać się w zimną toń na hurra, bez żadnego planu. Wyjątkowo - ale to dlatego, że było po prostu dość zimno, w innym przypadku zapewne nie miałaby problemu, żeby zanurkować. Lubiła morze, lubiła także pływać w jeziorach, ale zawsze wtedy nie było takiego zimnego wiatru. I miała ze sobą odpowiednie ubranie.
Zmieniła buty, korzystając z okazji, że znaleźli wskazówkę i wystarczyło tylko rozwiązać zagadkę. Beze mnie nie przeżyjesz nawet tygodnia. Na pewno nie chodziło o powietrze, bo bez tlenu człowiek nie potrafił przeżyć dłużej niż kilku minut. A więc co? Ciepło też nie. Jedzenie? Olivia usiadła naprzeciwko zamku i odpaliła kolejnego papierosa. Milczała, a jej wzrok błądził od kartki do piasku, a potem do zamku. Brakowało tam kuchni? Nie, to by było bez sensu, musiałaby zepsuć sporą część zamku, żeby zobaczyć czy w ogóle ktoś pomyślał, żeby zrobić pomieszczenia w środku.
- Co jest cenniejsze niż złoto - mruknęła do siebie, wypuszczając dym z płuc. Życie, to na pewno. Ale czy za dużo życia prowadzi do zguby? No i jak bez życia przeżyje się maksymalnie tydzień? Quirke westchnęła i zaszurała butem w piasku. Zmarszczyła brwi, widząc jak pojedyncze ziarenka wpadają do fosy. Fosa. Woda? Ruda wstała i ostrożnie sięgnęła do suchego tuneliku wokół zamku. Piasek tam był bardzo mokry, ale gdy wsadziła palec głębiej, nie wyczuła wody. Może to o to chodzi?
Wetknęła papierosa w piach i wstała. Najpierw chwyciła wiaderko i podeszła do brzegu, nabrała trochę wody i wróciła do zamku. Ostrożnie wylała zawartość pojemnika do fosy, ale woda błyskawicznie wsiąknęła w ziemię. No jakżeby inaczej, przecież za dzieciaka sama budowała podobne budowle (z tym, że o wiele brzydsze), też mierzyła się z tym problemem. Jak zrobić tak, żeby woda nie wsiąkała w piach? Niebieskie spojrzenie wodziło wzrokiem od morza do zamku i z powrotem, aż w końcu ruda westchnęła i wyciągnęła różdżkę. Ustawiła wiaderka obok siebie i wyszeptała słowa zaklęcia, by wypełniły się wodą. A potem przechylała kolejne jak najszybciej.
Fosa zapełniła się wodą, a z okien zameczku coś błysnęło. Spodziewając się kolejnego świstoklika już miała wołać Tristana, gdy światło zgasło, a spomiędzy drzew wyfrunęła brązowa sowa. Upuściła paczuszkę prosto na głowę dziewczyny, zanim nie wpadła w zamek, rozwalając go w drobny mak z oburzonym pohukiwaniem.
- To ja się staram, żeby go nie rozwalić, a ty tak po prostu w niego wlatujesz? - syknęła, pocierając czubek głowy. Zabolało. Co za głupie ptaszysko. Drżącą ręką sięgnęła po pakunek wielkości dłoni i pociągnęła za sznurek. - Tristan, przysłali sowę, coś się chyba stało.
Tego się nie spodziewała. Wyglądała na zestresowaną - w instrukcji nie było nic o sowach i paczkach. Rozwiązali przecież zagadkę, świstoklik rozbłysł więc... co się stało? W środku był list i pierścionek.
Nastąpiła zmiana planów, dwie pozostałe stacje uległy uszkodzeniu przez wichury i sztorm. Skracamy czas zabawy, ale w ramach rekompensaty przenosimy Was do domku, który miał być piątą, ostatnią stacją. W środku znajdziecie szkatułkę z nagrodą, jeśli uda Wam się ją otworzyć. Czas nie ulega skróceniu, macie go do północy, tak jak było ustalone. Jeśli uda Wam się rozwiązać zagadkę wcześniej, zapraszamy na przyjęcie z innymi zawodnikami i organizatorami. Niedaleko piątek stacji jest miasteczko z kominkami, możecie w razie niepowodzenia wrócić do Londynu.
Przepraszamy za zaistniałą sytuację, część pieniędzy zwrócimy w trybie pilnym.
Olivia westchnęła. A zapowiadało się tak ciekawie! No, przynajmniej dla niej. Spojrzała na Tristana i wzruszyła ramionami. Może to i lepiej?
- Jeśli sztorm zniszczył stację, to ja chyba nie chcę wiedzieć, gdzie ona dokładnie się znajdowała, bo coś mi mówi, że gdzieś tam w oddali, na morzu - spojrzała na burzowe chmury w oddali. Wydawały się większe niż przed chwilą. Również wiatr wydawał się wzbierać na sile. - Masz, przeczytaj. Nie skrócili czasu, ale dwie stacje zostały uszkodzone przez pogodę, więc wysyłają nas do stacji końcowej ze szkatułką. Tam chyba jest nagroda.
Nie zająknęła się o przyjęciu - nie miała ochoty na nie iść. Nawet nie wiedziała, że takie miało być, gdyby wiedziała, nawet by nie pakowała tej sukienki. I butów. Nie wyglądała jednak, jakby czuła się oszukana. Nie było obowiązkowe, w zasadzie zależało jej tylko na zabawie i MOŻE trochę na tej nagrodzie. Będzie oburzona, jak to będzie czekoladowa żaba - to na pewno.
Zmieniła buty, korzystając z okazji, że znaleźli wskazówkę i wystarczyło tylko rozwiązać zagadkę. Beze mnie nie przeżyjesz nawet tygodnia. Na pewno nie chodziło o powietrze, bo bez tlenu człowiek nie potrafił przeżyć dłużej niż kilku minut. A więc co? Ciepło też nie. Jedzenie? Olivia usiadła naprzeciwko zamku i odpaliła kolejnego papierosa. Milczała, a jej wzrok błądził od kartki do piasku, a potem do zamku. Brakowało tam kuchni? Nie, to by było bez sensu, musiałaby zepsuć sporą część zamku, żeby zobaczyć czy w ogóle ktoś pomyślał, żeby zrobić pomieszczenia w środku.
- Co jest cenniejsze niż złoto - mruknęła do siebie, wypuszczając dym z płuc. Życie, to na pewno. Ale czy za dużo życia prowadzi do zguby? No i jak bez życia przeżyje się maksymalnie tydzień? Quirke westchnęła i zaszurała butem w piasku. Zmarszczyła brwi, widząc jak pojedyncze ziarenka wpadają do fosy. Fosa. Woda? Ruda wstała i ostrożnie sięgnęła do suchego tuneliku wokół zamku. Piasek tam był bardzo mokry, ale gdy wsadziła palec głębiej, nie wyczuła wody. Może to o to chodzi?
Wetknęła papierosa w piach i wstała. Najpierw chwyciła wiaderko i podeszła do brzegu, nabrała trochę wody i wróciła do zamku. Ostrożnie wylała zawartość pojemnika do fosy, ale woda błyskawicznie wsiąknęła w ziemię. No jakżeby inaczej, przecież za dzieciaka sama budowała podobne budowle (z tym, że o wiele brzydsze), też mierzyła się z tym problemem. Jak zrobić tak, żeby woda nie wsiąkała w piach? Niebieskie spojrzenie wodziło wzrokiem od morza do zamku i z powrotem, aż w końcu ruda westchnęła i wyciągnęła różdżkę. Ustawiła wiaderka obok siebie i wyszeptała słowa zaklęcia, by wypełniły się wodą. A potem przechylała kolejne jak najszybciej.
Fosa zapełniła się wodą, a z okien zameczku coś błysnęło. Spodziewając się kolejnego świstoklika już miała wołać Tristana, gdy światło zgasło, a spomiędzy drzew wyfrunęła brązowa sowa. Upuściła paczuszkę prosto na głowę dziewczyny, zanim nie wpadła w zamek, rozwalając go w drobny mak z oburzonym pohukiwaniem.
- To ja się staram, żeby go nie rozwalić, a ty tak po prostu w niego wlatujesz? - syknęła, pocierając czubek głowy. Zabolało. Co za głupie ptaszysko. Drżącą ręką sięgnęła po pakunek wielkości dłoni i pociągnęła za sznurek. - Tristan, przysłali sowę, coś się chyba stało.
Tego się nie spodziewała. Wyglądała na zestresowaną - w instrukcji nie było nic o sowach i paczkach. Rozwiązali przecież zagadkę, świstoklik rozbłysł więc... co się stało? W środku był list i pierścionek.
Nastąpiła zmiana planów, dwie pozostałe stacje uległy uszkodzeniu przez wichury i sztorm. Skracamy czas zabawy, ale w ramach rekompensaty przenosimy Was do domku, który miał być piątą, ostatnią stacją. W środku znajdziecie szkatułkę z nagrodą, jeśli uda Wam się ją otworzyć. Czas nie ulega skróceniu, macie go do północy, tak jak było ustalone. Jeśli uda Wam się rozwiązać zagadkę wcześniej, zapraszamy na przyjęcie z innymi zawodnikami i organizatorami. Niedaleko piątek stacji jest miasteczko z kominkami, możecie w razie niepowodzenia wrócić do Londynu.
Przepraszamy za zaistniałą sytuację, część pieniędzy zwrócimy w trybie pilnym.
Olivia westchnęła. A zapowiadało się tak ciekawie! No, przynajmniej dla niej. Spojrzała na Tristana i wzruszyła ramionami. Może to i lepiej?
- Jeśli sztorm zniszczył stację, to ja chyba nie chcę wiedzieć, gdzie ona dokładnie się znajdowała, bo coś mi mówi, że gdzieś tam w oddali, na morzu - spojrzała na burzowe chmury w oddali. Wydawały się większe niż przed chwilą. Również wiatr wydawał się wzbierać na sile. - Masz, przeczytaj. Nie skrócili czasu, ale dwie stacje zostały uszkodzone przez pogodę, więc wysyłają nas do stacji końcowej ze szkatułką. Tam chyba jest nagroda.
Nie zająknęła się o przyjęciu - nie miała ochoty na nie iść. Nawet nie wiedziała, że takie miało być, gdyby wiedziała, nawet by nie pakowała tej sukienki. I butów. Nie wyglądała jednak, jakby czuła się oszukana. Nie było obowiązkowe, w zasadzie zależało jej tylko na zabawie i MOŻE trochę na tej nagrodzie. Będzie oburzona, jak to będzie czekoladowa żaba - to na pewno.