31.12.2023, 04:34 ✶
Wizja, którą przedstawił odchodzący Louvain, wydawała się całkiem przyjemna. Zaszycie się z jego znajomymi w jakimś barze kusiła, szczególnie że kolegów to miał bardzo przystojnych, ale Lyssa boleśnie zdawała sobie sprawę z tego, że bez Vakela przy boku, to ona absolutnie nigdzie nie pójdzie. Bo ani tego nie chciała, ani też chyba ojcu nie były w smak takie przyjęcia z panem Lestrange w roli głównej.
Całe szczęście jednak, miała teraz przed sobą Lockharta, który w jakiś dziwny sposób, wcale zbytnio nie odstawał w jej głowie od reszty jej obsesji. Wydawał się jednak o wiele bardziej przyziemny, o ile tego słowa dało się użyć w tej sytuacji i nikogo nim nie obrazić. Jakby zainteresowanie nim było o wiele bardziej na miejscu, a jednak wciąż posiadające te przyjemną nutkę podekscytowania, w swoim tonie o wiele bardziej jednak przypominające przyjemnie trzepoczące w brzuchu motyle, niż jakiś porywisty podmuch, który zaraz by ją wytrącił z równowagi. Znała to drugie uczucie i absolutnie jej się nie podobało, kiedy wpadała w nie bez ostrzeżenia i kontroli.
Uśmiechnęła się do niego nieco szerzej i z o wiele większym przekonaniem, kiedy wypowiedział jej imię, jakby do tej pory trochę bojąc się, że jej nie rozpozna.
- Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że będzie nieco bardziej - krwawo - żywo. - niestety, żadnych podstępnych zaklęć zasady całej zabawy nie przewidywały, a szkoda bo przynajmniej zabawa weszłaby na nowy poziom. Lyssa może nie znała bardzo dobrze Lestrange'a, ale podejrzewała że remis nie był mu absolutnie w smak i mógł mieć parę ciekawych pomysłów na to, jak mógłby potraktować swojego przeciwnika w zupełnie innych, o wiele mniej kontrolowanych warunkach. - Louvainowi. To... powiedzmy, że rodzina - wzruszyła ramionami, bo w zawiłości swojego powinowactwa z nim, nie chciało jej się teraz zagłębiać. - Ale i bez tego bym mu kibicowała, bo poranne wróżby nie powiedziały o panie Nottcie niczego miłego - uśmiechnęła się lekko, absolutnie niewinnie, tak jakby właśnie proklamowała własne preferencje pogodowe. Poranne wróżby przepowiedziały przede wszystkim niespodziewanego gościa i nawet jeśli Darcy aktualnie do drugiej części tego sformułowania się nie zaliczał, to na pewno spotkanie go zaliczało się niespodziewanego. - A ty? Którą stroną byłeś bardziej zainteresowany?
Całe szczęście jednak, miała teraz przed sobą Lockharta, który w jakiś dziwny sposób, wcale zbytnio nie odstawał w jej głowie od reszty jej obsesji. Wydawał się jednak o wiele bardziej przyziemny, o ile tego słowa dało się użyć w tej sytuacji i nikogo nim nie obrazić. Jakby zainteresowanie nim było o wiele bardziej na miejscu, a jednak wciąż posiadające te przyjemną nutkę podekscytowania, w swoim tonie o wiele bardziej jednak przypominające przyjemnie trzepoczące w brzuchu motyle, niż jakiś porywisty podmuch, który zaraz by ją wytrącił z równowagi. Znała to drugie uczucie i absolutnie jej się nie podobało, kiedy wpadała w nie bez ostrzeżenia i kontroli.
Uśmiechnęła się do niego nieco szerzej i z o wiele większym przekonaniem, kiedy wypowiedział jej imię, jakby do tej pory trochę bojąc się, że jej nie rozpozna.
- Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że będzie nieco bardziej - krwawo - żywo. - niestety, żadnych podstępnych zaklęć zasady całej zabawy nie przewidywały, a szkoda bo przynajmniej zabawa weszłaby na nowy poziom. Lyssa może nie znała bardzo dobrze Lestrange'a, ale podejrzewała że remis nie był mu absolutnie w smak i mógł mieć parę ciekawych pomysłów na to, jak mógłby potraktować swojego przeciwnika w zupełnie innych, o wiele mniej kontrolowanych warunkach. - Louvainowi. To... powiedzmy, że rodzina - wzruszyła ramionami, bo w zawiłości swojego powinowactwa z nim, nie chciało jej się teraz zagłębiać. - Ale i bez tego bym mu kibicowała, bo poranne wróżby nie powiedziały o panie Nottcie niczego miłego - uśmiechnęła się lekko, absolutnie niewinnie, tak jakby właśnie proklamowała własne preferencje pogodowe. Poranne wróżby przepowiedziały przede wszystkim niespodziewanego gościa i nawet jeśli Darcy aktualnie do drugiej części tego sformułowania się nie zaliczał, to na pewno spotkanie go zaliczało się niespodziewanego. - A ty? Którą stroną byłeś bardziej zainteresowany?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.