Stare tradycje odchodziły w niepamięć. Ludzie zaczynali coraz bardziej żyć z tym co akurat im oferowany i nie było w tym nic złego, wszak globalizacja postępowała - każdy miał wybór odnośnie tego w co chce wierzyć, jak chce wierzyć czy jak oddawać należy hołd wraz z szacunkiem. Idealnym przykładem była chociażby miejscowość z której pochodzili - tam już dawno nastąpił podział między rodzinami, które kontynuowały starą szkołę sabatów, a tymi które tego nie robiły.
- Obawiam się, że nie... i może lepiej, aby tego nie robili? Jeszcze coś przekręcą w tej tradycji... Dodadzą jakieś rogi, których przecież nie było bo były bardzo nie wygodne? - poprawił się od razu w kwestii hełmów. Hjalmar znał się przecież na ludziach i wiedział, że część społeczeństwa, dla pieniędzy, zrobi wszystko. Nie było tam przebacz. Nie było niczego, co by mogło ich powstrzymać w takim działaniu. Ale czy było w tym coś złego? Jeżeli nie krzywdzili innych to przecież nie było tak źle.
- Może, może. Kto wie... - odparł trochę tajemniczo, aby unieść zdziwioną brew na słowa ojca. Będę chciał z tobą porozmawiać? To było podejrzane? Mieszkali przecież razem. Pracowali razem. Mogli porozmawiać w każdym momencie i nie potrzebowali specjalnych zaproszeń w żadnym momencie... Wystarczy przyjść i zacząć mówić? Z drugiej strony czasu Durmstrangu już minęły, więc na pewno Dagurowi nie chodziło o jego oceny czy zachowanie. W kuźni raczej też wszystko dobrze robił, więc to nie mogło być tą sprawą. No chyba, że jednak było coś źle. Coś co go denerwowało, a do tej pory nie powiedział swojemu synowi... Ale o tym dopiero miał się dowiedzieć według słów starszego z Nordergismów.
- W końcu co to za święto bez toastu - wtórował, a następnie odebrał swój trunek. Upił zaraz łyk, przecierając twarz z piany - Całkiem niezłe. Dużo smaczniejsze, niż te, które można dostać w pubach w Londynie - przyznał - Oczywiście daleko im do tego co robił dziadek... Ahh... To dopiero było smaczne - rozmarzył się, gładząc dłonią po brodzie. Nie mogli przecież, aż tak marudzić na wszystko w tej Anglii. Wiadomo - w domu najlepiej... ale teraz, jakby nie patrzeć... to był ich nowy dom.
- Przecież my w ogień patrzymy cały czas ojcze... - zażartował odrobinę ale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. To była Litha - święto i należało postępować zgodnie z tradycjami, więc i Hjalmar spojrzał w kierunku płomieni. I podobnie jak ojciec - liczył na dobrą wróżbę albo chociaż nie niegatywną.
!płomienie